Publicystyka
Czas kalkulacji strategicznych
Wygrana prezydenta Baracka Obamy przypieczętowuje proces fundamentalnych przetasowań w polityce zagranicznej amerykańskiego supermocarstwa. Świadomość tego stanu rzeczy musi w roku 2013 prowadzić do trzeźwych, opartych na realnych przesłankach, kalkulacji dotyczących podstaw naszego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi – uważają eksperci Fundacji Republikańskiej.
Z perspektywy bezpieczeństwa Polski najważniejszymi trendami drugiej kadencji prezydenta Obamy będą zarówno proces dalszej reorientacji amerykańskiej polityki w stronę Pacyfiku, jak i zwrócenie się w stronę wewnętrznych problemów gospodarczych, kosztem angażowania się w rolę światowego hegemona. Reorientacja amerykańskiej polityki będzie się przejawiać w budowie sojuszy regionalnych mających zrównoważyć wzrost potęgi Chin, oraz – jeśli tylko budżet na to pozwoli – przemieszczeniu amerykańskich jednostek wojskowych w obszar tej wielkiej rywalizacji. Wymienione dwa trendy będą zmuszały Amerykanów do zezwolenia graczom w innych regionach na wypracowanie własnych układów stabilizacji, opartych na sile państw w danym regionie.
Innymi słowy, tam, gdzie poprzednio Amerykanie podjęliby wojskową lub dyplomatyczną interwencję, często nie będą tego w przyszłości robić, aby nie zużywać swoich szczuplejących sił.
Chińskie wyzwanie
Pierwsze oznaki nowego podejścia widać już w przypadku stosunku do wojny domowej w Syrii, a częściowo także wobec wydarzeń w Iranie i Gruzji. Wciąż nie jest jasne, czy redukując swoją obecność, Stany Zjednoczone zadbają o ustanowienie i umocnienie swoich regionalnych „żandarmów”, tak aby zwiększyć swoje szanse na „powrót” w sprzyjających warunkach. Te procesy zmienią w najbliższych latach w sposób zasadniczy otoczenie geopolityczne Polski. Należy zakładać, iż mogą one wykraczać w czasie znacznie poza kadencję aktualnej administracji amerykańskiej, ponieważ będą odzwierciedlać nowy, kształtujący się porządek światowy.
Reorientacja na Pacyfik nie jest tylko wyborem Ameryki, czy kaprysem Obamy, ale strategiczną koniecznością
Z perspektywy interesów Stanów Zjednoczonych pragnących utrzymać globalne przywództwo w ramach światowej architektury bezpieczeństwa zaprojektowanej i gwarantowanej przecież przez nie same zwrot w kierunku Pacyfiku wydaje się być uzasadniony. Można nawet stwierdzić, że nastąpił on bardzo późno. Na tyle późno, że w międzyczasie potężniejące Chiny osiągnęły siłę gospodarczą, a częściowo także wojskową, mogącą zagrozić wypchnięciem interesów amerykańskich z Azji Południowo-Wschodniej i zachodniego Pacyfiku. Co więcej, chińska aktywność może zachwiać fundamentami amerykańskiego przywództwa na świecie. Państwo Środka podjęło ostatnio działania mogące podważyć zaufanie do dolara jako do głównej waluty wymiany handlowej świata.
Jednocześnie Chiny rozwinęły technologie i zdolności obronne mogące zakwestionować panowanie US Navy nad głównymi morskimi szlakami handlowymi Azji. W tym czasie Amerykanie zajęci wojnami przeciwpartyzanckimi i polityką na Bliskim i Środkowym Wschodzie zaniedbali wysiłki mające na celu utrzymanie hegemonii nad obszarem, który będzie decydował o utrzymaniu ich globalnej pozycji w najbliższych dekadach. Koncentrując się na walce z Talibanem i powstańcami w Iraku, mniejszy nacisk położyli także na budowę takich zdolności bojowych (niszczenie wrogich systemów rozpoznawczych, precyzyjne uderzenie na daleki zasięg, przełamanie obrony powietrznej), które są konieczne dla pokonania w bitwie powietrzno-morskiej przeciwnika tej klasy co Chiny.
Reorientacja na Pacyfik nie jest zatem tylko wyborem Ameryki czy kaprysem Obamy, ale strategiczną koniecznością. Co więcej, wielu komentatorów sympatyzujących z republikańską opozycją zarzuca ekipie Obamy zbyt małą konsekwencję w realizacji tej zmiany. Ich zdaniem mamy tu do czynienia z parawanem, za którym dokonuje się wycofywanie z Europy i Azji Środkowej. Wycofywane oddziały są rozwiązywane, zamiast być przeniesionymi w rejon zachodniego Pacyfiku. Deklarując, już jawnie od stycznia 2012 roku, rywalizację strategiczną z Chinami Amerykanie wcale nie są więc pewni, że w dłuższej perspektywie ją wygrają i przekonają Chińczyków do akceptacji aktualnego ładu światowego.
Zmiana poziomu ambicji
Najbardziej doniosłym wyrazem reorientacji w polityce obronnej Stanów Zjednoczonych jest zmiana tzw. poziomu ambicji. Do tej pory, przez dekady, poziom ten określała zdolność do wygrania dwóch dużych wojen jednocześnie. Od stycznia br. siły zbrojne USA mają się przygotowywać na wygranie jednej dużej wojny, i co najwyżej powstrzymanie przeciwnika w drugiej wojnie o tej samej skali. Ta zmiana wynika z największego kryzysu gospodarczego od lat 30. XX wieku oraz niebotycznych rozmiarów deficytu i zadłużenia.


![[?]](http://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)













