Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Aktor zaczšł śpiewać

Jako Maciek Chełmicki na planie filmu „Pierœcionek z orłem w koronie” z Andrzejem Wajdš i Rafałem Królikowskim
archiwum artysty
Kiedy Tomasz Konieczny zagrał w filmie u Andrzeja Wajdy, poczuł, że dobrze wybrał, ale dziœ na najlepszych scenach i estradach Europy robi błyskotliwš karierę w zupełnie innym fachu
Gdyby 20 lat temu ktoœ powiedział mu, że œwiat będzie zachwycać się jego ciemnym, czystym głosem o metalicznym brzmieniu i pełnym niewyczerpanej siły, Tomasz Konieczny z pewnoœciš nigdy by w to nie uwierzył. A tak właœnie niedawno niemieccy krytycy pisali po berlińskim występie Polaka w roli Wotana w „Walkirii" Wagnera. I dodawali jeszcze, że finałowa scena jego pożegnania z Brunhildš była artystycznym triumfem. Zobacz galerię zdjęć – Nie zamierzałem być aktorem, ani tym bardziej œpiewakiem – mówi „Rz", wspominajšc licealne lata spędzone w Łodzi. – Dużo grałem na gitarze, choć było to takie harcerskie muzykowanie przy ognisku. Zdecydowanie bardziej pocišgał mnie teatr, ale wolałem go organizować, niż występować. Zwłaszcza że w latach 80. przedstawienia robione przy koœciołach miały posmak podziemnej działalnoœci. Kiedy nastał czas życiowych wyborów, doszedł do wniosku, że chciałby zostać reżyserem. W wieku 18 lat nie miał szans dostać się na takie studia. Postanowił poczekać, aż będzie to możliwe, i dlatego wybrał wydział aktorski łódzkiej Filmówki.
– Przygotowanie się do egzaminów wstępnych wymagało samozaparcia, ale byłem uparty – wspomina. – Bałem się sprawdzianu ze œpiewania, potrzebowałem specjalnych lekcji. Profesor Edward Kamiński, do którego trafiłem, zgodził się przygotować mnie pod jednym warunkiem: miałem równolegle zdawać do akademii muzycznej. Nie mogłem odmówić. Na te drugie studia dostałem się rok póŸniej, dlatego że wczeœniej kolidowały terminy egzaminów wstępnych do obu uczelni.

Debiut dwudziestolatka

To, co nastšpiło potem, było pasmem sukcesów, ale też nierozwišzanych dylematów. W wieku 20 lat zadebiutował w filmie, od razu u mistrza Andrzeja Wajdy w „Pierœcionku z orłem w koronie". Szeœć lat póŸniej, gdy rówieœnicy zadowalali się œpiewaniem tzw. ogonów, on otrzymał pierwszš dużš rolę w operze: Figara w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Z tych dwóch zdarzeń znacznie ważniejsze wydawało mu się to pierwsze. – Dzięki Wajdzie uwierzyłem, że mogę zostać aktorem, a ten zawód zaczšł mi sprawiać frajdę. Rolę dostał niedużš, ale symbolicznš. Ucharakteryzowany na Zbigniewa Cybulskiego zagrał Maćka Chełmickiego z „Popiołu i diamentu" – jednš z najważniejszych postaci w historii polskiego filmu. Pojawiały się kolejne propozycje. I nadal biegał na lekcje œpiewu, choć i tak był zajęty od rana do wieczora. – Dzięki drugim studiom – mówi – zdobywałem wyróżnienia w konkursach piosenki aktorskiej, ale nie były to dla mnie osišgnięcia istotne. Grał w filmie i w Teatrze TV, nie były to zazwyczaj zadania pierwszoplanowe, ale na tyle absorbujšce, że nie miał czasu starać się o etat w teatrze. Na krótko jedynie zatrudnił się w Polskim w Warszawie, gdzie w „Pastorałce" i w „Kramie z piosenkami" przydały się jego umiejętnoœci wokalne. Przełomowa natomiast okazała się rola Tristana w telewizyjnej adaptacji œredniowiecznego poematu, wyreżyserowanej przez Krystynę Jandę (Izoldę zagrała Dominika Ostałowska). – Poœwięciłem pół roku życia, uczyłem się szermierki i jazdy na koniu – opowiada. – Po nagraniu byłem tak wyczerpany, że ogarnęło mnie zwštpienie, czy warto się poœwięcać. Postanowiłem dać sobie czas do namysłu i wystarałem się o stypendium do konserwatorium w DreŸnie. Chciałem się też ostatecznie przekonać, czy mam jakškolwiek szansę zostania dobrym œpiewakiem.

Niemieckie oferty

Niespodziewanie już po kilku miesišcach dostał angaż do Opery w Lipsku i zadebiutował tam w styczniu w 1999 roku. Jeszcze wracał do Polski, by wywišzać się z wczeœniejszych zobowišzań. Pojawił się na planie „Ogniem i mieczem", gdzie wcielił się w kniazia Kurcewicza, ale propozycji występów w Niemczech było coraz więcej. Następnych dziesięć lat było czasem intensywnego muzycznego rozwoju. Œpiewać zaczynał jako bas, dziœ okreœlany jest jako bas-baryton. To głos rzadszy i tym cenniejszy, że pozwala poruszać się w bogatszym repertuarze. A specjalnoœciš Tomasza Koniecznego stali się bohaterowie Richarda Wagnera, co dla niego samego stanowiło poczštkowo zaskoczenie. – Dostałem przed laty fiata 126p od mojego ojca – wspomina. – Kiedy był już w takim stanie, że nie dało się nim jeŸdzić, sprzedałem i za te pienišdze kupiliœmy z żonš odtwarzacz CD. Byłem wówczas aktorem całš gębš, ale postanowiłem poznawać muzykę. Wœród wielu płyt miałem jednš z monologami bohaterów Wagnera. Nie byłem w stanie wysłuchać jej do końca. Przełom nastšpił w 2002 roku, gdy otrzymał propozycję występu w „Pierœcieniu Nibelunga" przygotowywanym w Irlandii . – Wtedy mnie wzięło – mówi – siedziałem godzinami na próbach wpatrzony w nuty. Stan zauroczenia trwa do dziœ, bo z Wagnerem można spędzić całe życie i cišgle odkrywać coœ nowego. Jego wykaz ról wagnerowskich jest imponujšcy, zważywszy na fakt, że Konieczny dopiero co skończył czterdziestkę. Występował na najważniejszych scenach w Niemczech i Austrii, brakuje tylko zaproszenia od organizatorów Festiwalu o w Bayreuth. – Propozycje były, ale nie mogliœmy się dopasować terminowo – zdradza. – Interesuje mnie tam występ pod batutš Christiana Thielemanna, bo to znakomity dyrygent i na przykład jako Holender, albo w przyszłoœci jako Hans Sachs ze „Œpiewaków norymberskich". Na tę rolę jestem za młody, choć pytano mnie o niš już nieraz. Na razie ćwiczę sobie w domu. Drugim ważnym kompozytorem jest Richard Strauss. Kilka tygodni temu ukazało się nagranie DVD „Arabelli" zarejestrowane w wiedeńskiej Staatsoper (w Polsce dystrybucjš płyty zajmuje się firma CMD). Tomasz Konieczny wcielił się w Mandrykę zakochanego w tytułowej bohaterce. – Mało kto zdaje sobie sprawę, jak piekielnie trudna jest to rola – mówi. – Wszystkie inne postaci Straussa, które wczeœniej œpiewałem, sš przy nim dziecinnie proste.

Aktorska dusza

Mandryka to prostolinijny ziemianin z prowincji, który przybywa do Wiednia. Z trudem odnajduje się w œwiecie salonowych konwenansów, co Konieczny œwietnie pokazuje. A wielki monolog, w którym Arabellę oskarża o dwulicowoœć, œpiewa porywajšco. – Wystšpiłem w tym spektaklu po dwóch próbach – przyznaje – ale lubię ryzykować. Na Facebooku można zobaczyć, jak skaczę do rzeki z oœmiu metrów. Uprawiam windsurfing, jeżdżę na nartach. Takie jest moje życie i nie zamierzam z niczego rezygnować. Kiedy pytam go, czy czuje się nadal aktorem, odpowiada: – W teatrze niemieckim jest okreœlenie „Sängerdarsteller" i jestem takim œpiewajšcym wykonawcš. Moja aktorska dusza pomaga mi, gdy mam wejœć w inscenizację po jednej próbie, co w przypadku dramatów Wagnera zdarza się doœć często. Wysłuchuję wskazówek, poznaję koncepcję i dodaję własnš interpretację. Nie cierpię zaœ reżyserów, którzy ustawiajš każdy najdrobniejszy ruch. Czuję się wtedy jak w klatce. Nie traci nadziei, że w przyszłoœci zrealizuje dawne marzenie i będzie reżyserował. – Kiedyœ chwytałem wiele rzeczy naraz, teraz wiem, że trzeba skupić się na jednej, by robić to dobrze – mówi jednak. – Gdy we Frankfurcie poszedłem na spektakl wyreżyserowany przez mojego kolegę ze studiów Łukasza Michałowskiego i zobaczyłem, jak ustawił grę œwiateł, stwierdziłem, że najpierw musiałbym się dobrze podszkolić. Na razie nie ma na to czasu. Rok 2013 będzie Rokiem Wagnera, jego kalendarz występów prezentuje się imponujšco. Nie ma w nim jednak terminów zarezerwowanych dla Polski. – Nie jestem o nie zbytnio nagabywany, bo który nasz teatr wystawia Wagnera lub Straussa? – mówi. – Mam wszakże cišgle nadzieję, że dostanę przynajmniej zaproszenie na koncert monologów wagnerowskich.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL