Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Cenę ?zapłacš następcy Obamy

AFP
Demokratyczny prezydent wygrał więcej niż tylko wybory i drugš kadencję. Wygrał przepustkę do ligi najwybitniejszych przywódców w historii USA – pisze amerykański politolog
Przez ostatnie trzy tygodnie prezydent Obama powtarzał: nie zmieniać kursu. Złapaliœmy wiatr. Gospodarka nabiera tempa. – Wychodzimy z najgorszej zapaœci w historii œwiata, jakš zgotowali nam republikanie. Bezrobocie spada poniżej 8 proc. – jeszcze w pištek chwalił się główny ekonomista Białego Domu Alan Krueger. Sęk w tym, że ani bezrobocie nie spada, ani recesja, jakš odziedziczył Obama, nie była najgorsza w historii. Ale prawdš jest, że zwycięzca ma dziœ gwarantowane miejsce w historii. Tytuł wielkiego uzdrowiciela. Człowieka, który przeprowadził Amerykę z krachu do boomu gospodarczego.

Miliony nowych miejsc pracy

Obecne 7,9 proc. to w rzeczywistoœci wzrost z 7,8 proc. w zeszłym miesišcu. A recesja, którš odziedziczył Obama, jest niczym w porównaniu z tym, co Ronald Reagan odziedziczył po Jimmym Carterze. Dziœ może ciężko w to uwierzyć, ale kiedy Regan składał prezydencka przysięgę, bezrobocie szybko rosło do – uwaga! – 10,8 proc. Gospodarka skurczyła się wtedy o 6 proc. A podczas recesji w latach 2008–2009 o 5,7 proc.
Obama może chwalić się powolnym wzrostem gospodarczym nie z powodu naprawdę bardzo optymistycznych wskaŸników ekonomicznych, ale dlatego, że tak niskie sš oczekiwania mieszkańców USA. Wcišż ponad 12 milionów Amerykanów stoi w kolejkach do urzędów pracy. 41 proc. z nich pozostaje bez zatrudnienia od co najmniej szeœciu miesięcy. Jeżeli dodać do tej liczby bezrobotnych szukajšcych pracy i tych, którzy stracili już nadzieję, okaże się, że bezrobocie przekracza dziœ 14,6 proc.  Wœród osób do 25. roku życia – to już 23 proc., wœród czarnoskórych – 40,5 proc. Nowe podatki i wielki zastrzyk publicznych pieniędzy w gospodarkę trudno uznać za skutecznš kurację. Ponad trzy lata od oficjalnego końca recesji, który nastšpił w czerwcu 2009 roku, to był okres najpowolniejszego wychodzenia z zapaœci w historii Stanów Zjednoczonych. Wzrost gospodarczy zatrzymał się na œrednim poziomie 2,2 proc. Obama stworzył 3,3 miliona nowych miejsc pracy poza rolnictwem – a więc o 7,7 miliona mniej niż Reagan. Wtedy amerykańskš gospodarkę napędzały niższe podatki i œcisła dyscyplina monetarna. Dziœ – wręcz przeciwnie. Rosnšce daniny publiczne i poluzowanie finansów dramatycznie opóŸniły powrót na œcieżkę szybkiego wzrostu. OpóŸniły, ale nie przekreœliły. Obama liczył, że proces odrodzenia zacznie się jeszcze przed kampaniš wyborczš. Tak się nie stało, ale gospodarka może ruszyć z miejsca teraz, tuż po wyborach. Niezależnie od keynesowskiej polityki nowego-starego prezydenta. Przedwyborcze zapewnienia Mitta Romneya, że stworzy 12 milionów nowych miejsc pracy, spotkały się z szyderstwami. Ekonomiœci wskazywali, że to żaden wyczyn. To i tak musi nastšpić w cišgu najbliższych czterech lat. Według analityków agencji Moody,s liczba nowych miejsc pracy w najgorszym razie osišgnie poziom 11,7 miliona. Według analiz przygotowywanych na potrzeby Białego Domu należy się spodziewać możliwoœci zatrudnienia 12,3 miliona bezrobotnych. Co prawda eksperci komisji budżetowej Kongresu chłodzš entuzjazm i mówiš o nie więcej niż 9,3 miliona nowych miejsc pracy, ale to wcišż sš poważne liczby, szczególnie gdy weŸmie się pod uwagę obecne problemy z bezrobociem.

Fed gwarantuje zatrudnienie

Nawet jeżeli przyjmiemy najbardziej pesymistyczne wskaŸniki, to prezydent i jego doradcy będš mogli wymachiwać nimi w każdym programie telewizyjnym i domagać się laurów. I będš mieli rację. Niezależnie od tego, czy Obama wykona jakikolwiek ruch czy nie. Prezydent George W. Bush przez osiem lat swojej prezydentury stworzył – a dokładniej, stworzyli pracodawcy – zaledwie milion nowych miejsc pracy. Prezydent Bill Clinton uważany za gospodarczego cudotwórcę w każdej ze swoich kadencji stworzył po 11 milionów miejsc pracy, co było wynikiem epokowym. Prezydent Obama w czasie swojej pierwszej kadencji stworzył 162 tys. miejsc pracy. To też było głównš przyczynš jego poważnych problemów z reelekcjš. I to w grupie potencjalnie największych beneficjentów jego socjalnej polityki. Wœród mniejszoœci i bezrobotnych. Wœród ludzi, którym Romney wielokrotnie podczas tej kampanii wyborczej uršgał, nazywajšc ich 49-procentowš grupš ludzi niepłacšcych podatków. A mimo to długo nie wierzyli oni w recepty Baracka Obamy. Porażajšco mała liczba nowych miejsc pracy jednak nie oznacza, że tak dramatycznie skurczył się potencjał amerykańskiego rynku. Ten potencjał istnieje i dzięki temu – jak oceniajš ekonomiœci – nowy-stary prezydent będzie mógł niemal natychmiast, do końca pierwszego kwartału 2013 roku, pokazać bardzo duży wzrost gospodarki w stosunku do bardzo pesymistycznych dziœ rokowań. Warto jednak podkreœlić, że te wyniki mógłby również otršbić jako swój wielki sukces republikański kandydat, gdyby wygrał wybory. I to bez specjalnych działań w celu odbudowy rynku pracy. Kluczem do spadku bezrobocia i poszerzenia rynku pracy sš bowiem nie działania rzšdu, ale polityka monetarna Amerykańskiego Banku Rezerw. Interesujšce opracowanie przygotowane przez grupę ekonomistów z Georgia Institute of Technology pokazuje, że utrzymujšc bazowe oprocentowanie w 2013 roku na zerowym poziomie, Fed niemal gwarantuje utrzymanie się obecnego tempa tworzenia nowych miejsc pracy na œrednim poziomie wynikajšcym z trendów makroekonomicznych. I dzięki temu prezydent Obama już dziœ może pisać swoje przemówienie na podsumowanie pierwszego, a już na pewno drugiego kwartału 2013 roku.

Nic wspólnego z wizjš

Nie po raz pierwszy laur odnowiciela trafi do amerykańskiego prezydenta nie za to, co sam zrobił, ale za to, co zostało za niego zrobione. Franklin Delano Roosevelt przejšł rzšdy w samym œrodku burzy. W œrodku największej w historii Ameryki recesji. Jego ekonomiœci, ratujšc kraj przed plajtš, wymusili zawieszenie parytetu złota. Genialne posunięcie, ale nie miało nic wspólnego z tym, co do dziœ uważa się za najważniejszš zasługę Roosevelta – czyli stworzenie systemu emerytalnego i prawa pracy. Ronald Reagan odwrócił fatalnš passę amerykańskiej gospodarki. Tnšc podatki o 25 proc., oczywiœcie pomógł pobudzić popyt, ale prawda jest taka, że efekty jego polityki tak naprawdę dało się odczuć dopiero w czasach jego następcy – George,a Busha. A poprawa sytuacji gospodarczej za kadencji Reagana była zasługš Paula Volckera, szefa Banku Rezerw, który ujarzmił szalejšca inflację. I nie miały nic wspólnego z ideowš konserwatywnš wizjš Reagana. Nie można oczywiœcie zagwarantować, że wzrost gospodarczy w latach 2013–2016 będzie porównywalny z cudem drugiej połowy lat 30. czy 80. Pewne jest jednak, że najbliższe cztery lata będš nieporównanie lepsze od minionych pięciu lat. I dlatego Barack Obama, jego lewicowa polityka socjalna, powszechna służba zdrowia, ba, nawet jego inicjatywy ekologiczne, będš uznane za genialne antyrecesyjne posunięcia. Tak jak keynesiœci do dziœ na sztandary wynoszš osišgnięcia prezydenta Roosvelta, tak też następne pokolenia będš wymachiwały programami sztucznego stymulowania gospodarki za pożyczone pienišdze, interwencjami w system bankowy i powszechnš opiekš zdrowotnš jako jedynymi skutecznymi receptami na wychodzenie z kryzysu. Ogromne wydatki wymuszš oczywiœcie dalsze podnoszenie obcišżeń podatkowych, jeszcze większe zadłużenie państwa, a za tym pójdzie jeszcze więcej interwencjonizmu. Z czasem pojawić się muszš – pokazuje to historia wielkich demokratycznych poprzedników Baracka Obamy – ograniczenia importowe, utrudnienia dla transferu kapitału inwestycyjnego za granicę.

W cieniu rewolucyjnej polityki

Na dłuższš metę wszystkie te działania będš miały katastrofalne skutki gospodarcze. Podobnie jak polityka rozregulowania rynku kredytowego autorstwa prezydenta Billa Clintona doprowadziła w konsekwencji do krachu 2008 roku, tak działania Obamy wpędzš sektor prywatny w poważne tarapaty i ograniczš aktywnoœć gospodarczš oraz zatrudnienie. Ale to będzie już cena, jakš zapłacš jego następcy. Kto wie, może prezydenci republikańscy... Ciężko im będzie wyjœć z cienia wielkiego demokratycznego wizjonera i jego rewolucyjnej polityki, która przyniosła Ameryce boom gospodarczy. Autor jest wykładowcš ekonomii politycznej na Georgia Institute of Technology w Atlancie
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL