Kultura

Autorom brakuje bezczelności

ROL
Jarosław Klejnocki o wielkim zainteresowaniu biografiami i słabościach tego gatunku.
Rozmowy rzeki Agaty Bielik-Robson, Małgorzaty Braunek, Jerzego Radziwiłowicza, kolejna biografia Jarosława Iwaszkiewicza, Marka Hłaski... To nowości zaledwie z ostatnich dni. W poprzednim roku takich książek ukazały się dziesiątki. Dlaczego Polacy pokochali czytać o życiu innych? Jarosław Klejnocki: Z tego samego powodu, z jakiego pokochali niedawno kryminały: wcześniej ich brakowało, więc wyposzczeni nadrabiamy zaległości. Za PRL-u z rzetelnymi biografiami było krucho. Zarówno ze względu na cenzurę, która uniemożliwiła szczere pisanie o postaciach współczesnych, jak i restrykcyjny model obyczajowy, który nie pozwalał rozwinąć wątków osobistych. Powstawały dobre biografie historyczne, ale cały XX wiek leżał odłogiem. Mamy wielki głód wiedzy o współczesnych postaciach. Żyjemy w epoce, w której granice intymności nie tyle zostały przesunięte, co ustalone w całkowicie innych rejonach. Osoby publiczne udostępniają czytelnikom gazet najbardziej intymne historie ze swego życia. Poza tym rozwój internetowych blogów i Facebooka sprawił, że właściwie wszyscy mamy możliwość odsłonięcia się, ale też zajrzenia w życie innych. A może zaczęło się to nawet wcześniej, wraz z pierwszym „Big Brotherem". Polska wtedy oszalała na punkcie obserwowania ludzi zamkniętych w klatce. Taką klatką jest też tekst, książka.
Szukamy w niej klasycznej plotki, tyle że w literackim opakowaniu? Nie ma co się oszukiwać, ten typ literatury zawdzięcza sukces rynkowy naszej potrzebie podpatrywania innego człowieka. Ale są też inne przyczyny, szlachetniejsze i nie przez wszystkich czytelników uświadomione. Żyjemy w dosyć niejasnych czasach. Bankrutują banki, państwa, całe systemy polityczne i trudno się w tym połapać. Ale nie lepiej jest na naszym prywatnym podwórku: mamy kłopoty z ustaleniem tożsamości, gramy równocześnie kilka ról w teatrze życia. To nowe doświadczenie, ludzie przed 1989 rokiem nie mieli takich problemów. Wpływa to na nasz apetyt poznania, jak z tymi rolami, niepewnością radzą sobie inni. I każdy może porównać się z kimś innym ze swojej grupy. Inteligent warszawski z Bielik-Robson, ktoś poszukujący duchowego rozwoju w religiach Wschodu z Małgorzatą Braunek, ktoś rozdarty między Krakowem a Warszawą z Jerzym Radziwiłowiczem. Kiedyś biografie pisało się o ludziach godnych naśladowania, dziś właściwie o tych, którzy odnieśli sukces. Tak, Polacy są głodni sukcesu. Ale też chcą znać jego cenę, dlatego stałym motywem tego typu książek  jest upadek bohatera. Weźmy Tomasza Stańkę i jego mówioną autobiografię „Desperados". Miał wszystko: pieniądze, sławę, miłość fanów, ale skala autodestrukcji (narkotyki, życie erotyczne), jaką sobie zafundował i o której mówi, każą się zastanawiać: „Jak on to wszystko przeżył?" Przekaz jest jasny: upadłem, ale powstałem. Takie historie zaspokajają nasze poczucie pocieszenia, a Polacy wyraźnie tego oczekują od literatury. Wszyscy są zadowoleni. Autor trochę się chwali, jak to miał ciężko, a jednak żyje, my dostaliśmy porcję pikantnych szczegółów. Swoje życie opowiedzieli ostatnio Robert Brylewski, Tomasz Budzyński, Paweł „Kelner" Rozwadowski, Muniek Staszczyk. Wszyscy odnieśli tymi książkami duży sukces. Może nasza słabość do rebeliantów, którzy naruszają normy społeczne, jest wprost proporcjonalna do nieufności wobec tychże norm, oficjalnych wersji wydarzeń? Widzę to inaczej. Współczesne biografie, rozmowy rzeki z różnymi oryginałami zastępują nam dawną powieść przygodowo--awanturniczą. Potrzebę tego typu literatury przenieśliśmy na historie o odszczepieńcach, radykałach, którzy powiedzieli „nie" jakimś normom. Każdy z nas ma rodzinę, dzieci, kredyt, pracę i nie może sobie pozwolić na taki gest, co nie znaczy, że o nim nie marzy. Czy zawodowi krytycy są gotowi na pisanie biografii, uwzględniając dzisiejsze zapotrzebowanie na plotkę, sensację? Dziesięć lat temu Piotrowi Mitznerowi udało się napisać książkę o Iwaszkiewiczu, nie używając słowa „homoseksualista". Jeszcze 15 lat temu kwestie seksualności, życia rodzinnego funkcjonowały wyłącznie w kuluarach. Nikt nie wiedział, jak o tym mówić, czy to wypada, jeżeli tak, to jak. Brakowało języka do opisu takich sytuacji. Pomogły podpatrzenie, jak radzi sobie z tematem zachodnia biografistyka, pojawienie się gender studies, kontakt z polonistami z Zachodu, którzy byli mniej pruderyjni niż my. To szwajcarski polonista German Ritz jako pierwszy napisał książkę o problemach polskich pisarzy z seksualnością. Inni zobaczyli, że temat ten nie musi się ocierać o bazar, ale o naukową rzetelność. Później było już łatwiej. Franaszek jako pierwszy opisuje romanse Miłosza czy chorobę psychiczną jego syna. Domosławski cały rozdział poświęca relacji Kapuścińskiego z córką czy związkom z kobietami... Biografie będą coraz odważniej odsłaniać życie prywatne? Tak przypuszczam. Niedawno ukazała się biografia o Broniewskim z podtytułem: miłość, wódka, polityka. Ja pytam: „A gdzie poezja. Niektóre życiorysy aż się proszą, by je opowiedzieć na nowo. W 2014 roku przypada 150. rocznica urodzin Stefana Żeromskiego. Kojarzy się raczej z pisarzem idei, słusznej sprawy, ale wyobrażam sobie, że ktoś pisze na podstawie jego dzienników erotyczną biografię. Dlaczego tak mało powstaje biografii postaci współczesnych? Nie ma u nas tradycji pisania biografii nieautoryzowanej. W Anglii, jak dwór królewski nie da zgody na książkę o Lady Dianie, ona i tak powstanie. Jeśli w Polsce Tadeusz Różewicz nie życzy sobie rozmawiać o swoim życiu, wszyscy ze zrozumieniem na to się godzą. Brakuje naszym autorom pewnej bezczelności, mają więcej moralnych hamulców, co poczytywałbym zresztą za pozytywne zjawisko. Nie doczekaliśmy się jeszcze rodzimego paparazzi biografistyki. Tak jak klasyczny zaczaja się w krzakach, by sfotografować kogoś bez koszuli, tak tutaj trzeba zaczaić się na pikantną anegdotę, nieznany romans. Takich książek boją się publikować, wydawać, bo groźba procesu, odszkodowań jest zbyt wielka.

Sylwetka

Jarosław Klejnocki pisarz, poeta, eseista Jest dyrektorem Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie i znanym krytykiem literackim. Autor kryminałów (właśnie do księgarń trafił najnowszy „Opcje na śmierć"), prozy autobiograficznej („Jak nie zostałem menelem"), tomów wierszy („W proch", „Skarby dni ostatecznych. Psalmy, epigramaty, lamenty, litanie", „Mr. Hyde"). Wraz z Jerzym Sosnowskim napisał „Chwilowe zawieszenie broni, O twórczości tzw. pokolenia bruLionu (1986-1996)". –jt
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL