Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Dekada czarnych aniołów

AP
Precyzyjne ataki dronów budzš większš wœciekłoœć w œwiecie islamu niż najbardziej szydercze karykatury Mahometa
Nad wodami i lšdem, jak żagiel skrzydlaty/Bezszelestnym i cichym œcigałam go lotem/Wreszcie tu go dopadłam, skrytego mordercę" – brzmi fragment „Eumenid" Ajschylosa. Wštpliwe, by klasyk był inspiracjš dla amerykańskiej administracji, generałów US Army czy wywiadowców CIA w Langley. A jednak tworzy zaskakujšco trafnš metaforę nowej technologii precyzyjnej eliminacji wrogów USA, której rozwój i coraz szersze zastosowania dowodzš, że Amerykanie uznali jš za najskuteczniejszš, wręcz strategicznš broń w walce z globalnym terroryzmem.

Samoloty bezzałogowe, czyli tzw. drony, zabiły w cišgu ostatniej dekady co najmniej kilka tysięcy ludzi, których Ameryka uznała za terrorystów, w tym kilkunastu przywódców Al-Kaidy. – Sš niewidzialne dla radarów, w porównaniu z klasycznymi jednostkami powietrznymi niemal bezszelestne, potrafiš nisko latać, długo pozostawać w powietrzu, tropišc cele i uderzyć w miejscu, w którym nikt się tego nie spodziewa – wskazuje dr Jan Bury, arabista, wykładowca na Wydziale Prawa i Administracji UKSW, b. główny analityk ds. bliskowschodnich i bezpieczeństwa w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

– Nie przypadkiem talibowie mówiš już o nich: „czarne anioły" – mówi Tomasz Otłowski, ekspert w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego Fundacji Pułaskiego, b. ekspert i analityk wywiadu w administracji państwowej RP. – Dron to dziœ cichy, precyzyjny zabójca.

Dekapitacja radykałów

Nazywane sš różnie: bezzałogowy aparat latajšcy (Unmanned Aerial Vehicle), bezzałogowy statek latajšcy (Unmanned Aerial System), ale najczęœciej po prostu dron. Jego definicja jest prosta, jak proste było to urzšdzenie jeszcze kilkanaœcie lat temu – „pilotowany jest zdalnie lub – zaprogramowany – wykonuje lot autonomicznie". Kiedy powstawały pierwsze bezzałogowce, miały charakter czysto pomocniczy. Już w czasie I wojny œwiatowej służyły jako latajšce cele do szkolenia lotników. PóŸniej ze względu na swoje specyficzne cechy, obrastały w coraz nowoczeœniejszš optykę i elektronikę i zaczęły robić karierę: cywilnš – jako narzędzia badań naukowych (m.in. pomiary warstwy ozonowej, tworzenie map, monitoring obszarów podbiegunowych czy liczenie fok), ale przede wszystkim wojskowš – jako niezwykle skuteczne narzędzia obserwacji.
Ale drony przestały być tylko oczami wywiadu. I odkšd pierwsze pociski rakietowe pojawiły się w zaczepach bezzałogowców, szybko się okazało, że to cyfrowy młot na terrorystów. Ot, choćby taki RQ-1 Predator, jeden z bardziej znanych i najliczniejszych w siłach powietrznych US dronów – powstał z myœlš o misjach zwiadowczych, ale dziœ coraz częœciej przenosi parę kierowanych rakiet AGM-114 Hellfire (powietrze-ziemia), dzięki którym może niszczyć cele naziemne pociski powietrze-powietrze (dron może też nieœć pociski przeciwpancerne, a także bomby). Jak chwalš się Amerykanie, elektronika, w którš jest wyposażony Predator, jest w stanie nawet z odległoœci pięciu tys. metrów odczytać tablice rejestracyjne aut, a dzięki podczerwieni wypatrzy terrorystę z papierosem Marlboro w ustach z szeœciu tys. metrów. Co więcej, wypatrywać może naprawdę długo – Predator może pozostawać w powietrzu nieprzerwanie 30 godzin. A nie jest to przecież dron najbardziej zaawansowany technologicznie spoœród obecnie produkowanych, nie mówišc już o prototypach. – Potrzeba matkš wynalazków – wskazuje filozoficznie Tomasz Otłowski. I przypomina, że pierwsze odnotowane użycie dronów w roli broni ofensywnej miało miejsce już w 2004 r. w Jemenie, gdy rakiety odpalone z dronów dosięgły kilku terrorystów Al-Kaidy, w tym Abu Aliego al-Harithiego, organizatora ataku na amerykański niszczyciel USS „Cole" w 2002 roku. – Od tamtej pory USA używa dronów już na skalę masowš, głównie na pograniczu pakistańsko-afgańskim, Jemenie, Somalii, Sudanie, ostatnio w Libii. Możliwe, że sš aktywne np. w Syrii. Jan Bury podkreœla ekonomiczny i logistyczny aspekt używania dronów. – Wysyłajšc je na misję, unika się drogiego przerzucania sprzętu i żołnierzy oraz strat w ludziach i wyposażeniu – wylicza ekspert z UKSW. – Drony bez problemu radzš sobie w trudnych warunkach atmosferycznych, swobodnie operujš w nocy. Na dodatek dronami można sterować z ogromnych odległoœci, choćby z drugiego krańca œwiata. Bury wskazuje, że nawet prasa amerykańska pisała, że ci, którzy ostatecznie namierzajš pociski dronów i „naciskajš spust", przyjeżdżajš do pracy samochodami bšdŸ rowerami, zamieniajš garnitury na kombinezony lotnicze, wchodzš do czegoœ w rodzaju kabin samolotowych i „pilotujš". – Mówi się, że w Langley jest całe skrzydło z takimi kabinami – mówi Bury. Tomasz Otłowski przeanalizował antyterrorystycznš aktywnoœć samolotów bezzałogowych. W jednej ze swoich publikacji, „Drony w wojnie z islamistami – stan obecny i perspektywy", pisze wprost, że podstawowym zadaniem operacji z użyciem dronów jest „fizyczna eliminacja celu osobowego o dużym znaczeniu strategicznym, czyli lidera politycznego lub militarnego œredniego lub wyższego szczebla, dowódcy polowego albo osoby o szczególnej wiedzy czy umiejętnoœciach, niezbędnych dla którejœ z grup islamistycznych". – Intencjš tego typu działań jest więc dšżenie do swoistej „dekapitacji" struktur islamskich radykałów – dodaje Otłowski.

Polityczny zabójca

Ekspert Fundacji Pułaskiego wskazuje na dane ujawnione przez „The Long War Journal", z których wynika, że od 2004 r. tylko w Pakistanie Amerykanie przeprowadzili ok. 300 takich akcji. W wyniku ostrzału z dronów zabitych zostało 2300 terrorystów z Al-Kaidy i jej sojuszniczych ugrupowań, a także struktur afgańskich i pakistańskich talibów, którzy według USA odpowiadali za planowanie i prowadzenie operacji terrorystycznych. W Jemenie było 39 takich akcji – zginęło 240 terrorystów. Wœród nich kilkunastu liderów, m. in. Abu Khabab al-Masri, szef programu Al-Kaidy ds. broni masowego rażenia, Abu Wafa al-Saudi, główny logistyk Al-Kaidy, Khalid Habib, dowódca Armii Cieni, elitarnej paramilitarnej formacji Al-Kaidy, walczšcej w Pakistanie i Afganistanie, Abu Dżihad al-Masri, szef rady wywiadowczej Al-Kaidy, Baitullah Mehsud, pierwszy przywódca ruchu pakistańskich talibów, Mansur al-Shami, jeden z głównych ideologów i religijnych liderów Al-Kaidy), Samir Khan, wydawca internetowego magazynu Al-Kaidy „Inspire" oraz przede wszystkim Abu Yahya al-Libi, w obecnym kierownictwie Al-Kaidy człowiek nr 2, którego zabiła rakieta wystrzelona z drona, w czerwcu br. w północno-zachodnim Pakistanie. Otłowski stawia wprawdzie w swoich analizach pytanie, na ile skuteczne sš operacje prowadzone przy pomocy dronów (wiele „wyeliminowanych celów" nie zostało jednoznacznie potwierdzonych), dostrzega jednak zalety tej formy walki z terroryzmem. I podkreœla jej elastycznoœć. – Korzystanie z dronów, w przeciwieństwie do klasycznych samo- lotów czy œmigłowców uderzeniowych, w znacznie większym stopniu gwarantuje, że potencjalny atak nie skończy się jakšœ hekatombš. Pilot myœliwca czy bombowca ma na decyzję ułamki sekund, zdalny pilot drona ma czas i możliwoœć oceny sytuacji i bieżšcej analizy oraz weryfikacji danych dotyczšcych celu. Potwierdzajš to zresztš statystyki, a znam afgańsko-pakistańskie, że odsetek „niechcianych" ofiar jest naprawdę niewielki. Otłowski podkreœla jeszcze jeden, obok „selektywnej skutecznoœci", aspekt walki za pomocš dronów. – To efekt psychologiczny – mówi ekspert. – Drony budzš strach do tego stopnia, że nawet odważni afgańscy talibowie przestali zimować w górach Pakistanu, odkšd zaczęły się tam operacje z udziałem dronów. I dodaje, że Amerykanie dzięki dronom zyskali niezwykle skuteczny, strategiczny oręż do walki z terroryzmem. – A najlepszym tego potwierdzeniem jest to, że za rzšdów prezydenta Baracka Obamy liczba zatwierdzonych ataków dronów, w porównaniu do jego poprzednika, znacznie wzrosła – mówi Otłowski. Jan Bury jest znacznie bardziej krytyczny: – Często mówi się o „selektywnym ataku", o „chirurgicznej precyzji", tymczasem trzeba sobie uœwiadomić, że nawet rakieta z drona wybuchajšc razi w promieniu 100-150 m i zabija też osoby postronne – dzieci, starców, kobiety. Ataki dronów, niestety, bardzo często przyczyniajš się do œmierci osób niewinnych. To działanie pozaprawne, bo odbywa się bez wyroku sšdu. To po prostu wykonywanie wyroków œmierci. Można powiedzieć – zabójstw politycznych. Badacz z UKSW wskazuje na przypadek Anwara al-Alwakiego, który zginšł w ataku drona. Według USA był kaznodziejš Al-Kaidy, czyli elementem wrogim Ameryce. – To z pochodzenia Arab, ale przecież obywatel USA – wskazuje Bury. – To znaczy, że Amerykanie zlikwidowali bez wyroku sšdu obywatela własnego kraju. Drony niewštpliwie nie sš jeszcze doskonałe. Jak wskazuje Jan Bury, zdarzały się przypadki, gdy odpowiednio przygotowani talibowie na ekranach telewizorów łapali obraz tego, co namierzajš samoloty bezzałogowe. – Zdarzały się też sytuacje, w których dron się „zbuntował" na skutek jakiegoœ błędu w systemie i na wszelki wypadek Amerykanie musieli zestrzeliwać własny sprzęt. Głoœno było też o przechwyconym przez Irańczyków nowoczesnym bezzałogowcu RQ-170, którego system udało im się zhakować, prawdopodobnie przy pomocy Rosjan lub Chińczyków. Dzięki temu Iran może budować teraz własnego drona. Stosowanie nowej technologii „eliminacji" terrorystów na masowš skalę budzi jednak coraz więcej kontrowersji natury etycznej i prawnej. A przede wszystkim prowadzi do poważnych implikacji politycznych i społecznych na Bliskim Wschodzie.

Dron odbiera suwerennoœć

Niezrażeni krytykš Amerykanie dali niedawno dowód, że nie zamierzajš zmieniać swojej strategii. Amerykańskie bezzałogowe samoloty pojawiły się nad Libiš, tropišc ekstremistów islamskich, których USA obcišżajš odpowiedzialnoœciš za zamordowanie ambasadora Christophera Stevensa. Intencja była jasna – sam Barack Obama zapowiedział wówczas, że „nie ma wštpliwoœci, że sprawiedliwoœć będzie wymierzona". Tymczasem pojawienie się dronów nad Benghazi wywołało o wiele większš wœciekłoœć rebeliantów niż eskadra amerykańskich myœliwców. Libijczycy przez wiele godzin ostrzeliwali niebo przy pomocy artylerii przeciwlotniczej w poszukiwaniu „czarnych aniołów", choć musieli wiedzieć, że to bezcelowe. Skšd ta irracjonalna reakcja? Jan Bury wskazuje, że ataki dronów budzš często większš wœciekłoœć w œwiecie islamu, niż najbardziej szydercze karykatury Mahometa. – One niezwykle antagonizujš rzšdy tych państw i ich społeczeństwa – mówi badacz z UKSW. – Drony operujš przecież w krajach, z którymi USA nie sš formalnie w stanie wojny. Sš przypadkowe, niewinne ofiary. Na dodatek œmierć przychodzi nie wiadomo skšd, po drugiej stronie nie ma wroga-człowieka, na którym, w ramach tradycji kultury islamskiej, można by się zemœcić. To wszystko budzi strasznš frustrację. I jeszcze większš nienawiœć do USA, co wydaje się prowadzić do wniosku, że strategia walki z terroryzmem przy pomocy dronów jest przeciwskuteczna, bo na miejsce jednego zabitego natychmiast jest trzech zastępców żšdnych odwetu i amerykańskiej krwi. Bury uważa, że operacje z dronami to raczej PR, za którym stoi wielki, amerykański biznes militarny. – To sposób na budowanie i wzmacnianie mitu o technologiczno-militarnej sile USA. Podobnie jak rozdmuchany jest mit terroryzmu. Ameryka przecież w Syrii wspiera bojówki Al-Kaidy, bo tam akurat taki ma interes. A w Afganistanie USA nie potrafiš sobie poradzić ze słabo uzbrojonymi, żyjšcymi w trudnych warunkach talibami, choć próbujš od 11 lat – mówi. – W sensie stricte wojskowym, zastosowanie dronów ma wielka przyszłoœć – mówi natomiast Tomasz Otłowski. – Ale rzeczywiœcie działania Amerykanów, nawet w krajach, gdzie operacje z użyciem dronów odbywajš się za wiedzš ich rzšdów, spotykajš się z coraz silniejszš krytykš. Bo jednak jest tak, że jedno duże i silne państwo roœci sobie prawo do przeprowadzania operacji wojskowych na suwerennym terytorium innego państwa. Praktyka amerykańskiej walki z terroryzmem, niezależnie od intencji, kwestionuje tę suwerennoœć. Dlaczego Amerykanom wolno? Otłowski: – Bo sš Amerykanami. Gdyby jakiœ inny kraj pozwolił sobie na takie operacje, społecznoœć międzynarodowa by tego nie wybaczyła. Taka jest geopolityczna rzeczywistoœć. Tymczasem prof. Ronald Arkin z politechniki stanu Georgia, specjalista w dziedzinie symulacji komputerowych z udziałem dronów, w rozmowie z „GW" wytłumaczył niedawno wprost, jak kwestie etyczne widzi amerykański rzšd: – W œwietle koncepcji wojny sprawiedliwej i konwencji genewskiej zabicie cywilów nie stanowi zbrodni wojennej ze względu na zasadę podwójnego skutku, znanš jeszcze z czasów œredniowiecza. Usprawiedliwia ona zabijanie niewalczšcych, pod warunkiem że jest to działanie niezamierzone, choć możliwe do przewidzenia jako skutek uprawnionych moralnie działań wojskowych – powiedział. Arkin uważa, że wojna, która zawsze przynosi ofiary także cywilne, może być bardziej humanitarna właœnie dzięki technologii. – Jestem przekonany, że uda się wyeliminować częœć czynników negatywnie wpływajšcych na zachowanie żołnierzy: złoœć, strach, frustrację, zamknięcie poznawcze mogšce wywoływać zjawisko samorealizujšcej się przepowiedni i wprowadzić mechanizm œciœlejszego przestrzegania praw wojny – wskazuje profesor. I dodaje, że zamiast zasady „Najpierw strzelaj, potem pytaj" – autonomiczne systemy będš kierowały się mniej agresywnš strategiš zgodnie z zasadš: „Nie czyń niepotrzebnie krzywdy". – Nie zrobimy tego, odtwarzajšc w robocie cały ludzki proces wnioskowania moralnego, ale możemy pokusić się o zapisanie w nim zasad zawartych w międzynarodowym prawie humanitarnym. Roboty stanš się etyczne, gdy zostanš wyposażone w oprogramowanie zmuszajšce je do przestrzegania praw wojny.

Nowe eskadry

Tyle amerykański pesymistyczny optymista. Tymczasem antyterrorystyczna aktywnoœć amerykańskich dronów rodzi jednak i inne pytanie: czy walka z islamskimi bojownikami przy pomocy bezzałogowców to nie jest po prostu dogodny poligon dla technologii, która w niedługiej przyszłoœci zdominuje współczesne pola walki? I czy drony nie sš zwiastunem rzeczywistoœci, jakš znamy jedynie z filmów s-f? Takiej, w której cyberwojny prowadzić się będzie całkiem zza biurka, dzięki uzbrojonym po zęby automatom? Pytanie nie jest od rzeczy. Przesłankš choćby dane dotyczšce rozwoju dronów w armii amerykańskiej. Cena za ich utrzymanie w cišgu dziesięciu lat wzrosła ponad dziesięciokrotnie – z 284 milionów dolarów do 3,3 mld dolarów. Nic dziwnego – jak wyliczył kongres USA, obecnie co trzecia latajšca maszyna to dron. Nie wszystkie oczywiœcie majš charakter bojowy, ale odsetek tych ostatnich stale i lawinowo wzrasta. I będzie ich więcej. I jeszcze nowoczeœniejszych. Jeszcze w tym roku dziewiczy lot ma odbyć superdron Notrhrop-Grumman X-47B (koszt projektu dotyczšcy dwóch prototypów to niemal 636 mln dolarów), który już bardziej przypomina latajšcy talerz, niż samolot. Maszyna będzie startować z lotniskowców, będzie niewidzialna dla radarów, a jej zasięg nie będzie ograniczony, bo superdron będzie mógł tankować w powietrzu. 12-metrowy X-47B z niemal 19-metrowš rozpiętoœciš skrzydeł ma latać z prędkoœciš poddŸwiękowš na wysokoœci do 12 km. Do służby ma wejœć już za 6 lat. Superdron Grumman to jednak nie wszystko – przyszłoœciš amerykańskich sił lotniczych ma być też testowany już naddŸwiękowy Falcon HTV2, który mógłby zastępować rakiety balistyczne z konwencjonalnym ładunkiem. Na polu dronów szykuje się zresztš już wyœcig międzynarodowy, bo Amerykanom pozazdroœciły i inne armie. W Europie (projekt konstruktorów francuskich, hiszpańskich, włoskich i szwedzkich) trwa praca nad dronem nEUROn w technologii stealth, Koreańczycy budujš KUS-X, Niemcy testujš RQ-4 Eurohawka dla Luftwaffe, Brytyjczycy zaœ drona „Taranis", także niewykrywalnego przez radary. A powietrze to przecież nie jedyny żywioł, który w przyszłoœci kontrolować majš drony. USA już dysponujš dronami podwodnymi Sea Fox, do wykrywania min, które operowały w Zatoce Perskiej.
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL