Śmierć Bartłomieja Frykowskiego. Czyja ręka wbiła nóż

aktualizacja: 15.09.2012, 13:54
Bartek Frykowski żył w kulcie ojca, który imponował mu stylem życia
Bartek Frykowski żył w kulcie ojca, który imponował mu stylem życia
Foto: FPM/Getty Images, Ian Cook Ian Cook

O tajemniczej śmierci Bartłomieja Frykowskiego w dworku córki wybitnego reżysera i pierwszej damy polskiego filmu media w zasadzie milczały. Samobójstwo operatora filmowego było tematem tabu. Już na początku śledztwa środkom masowego przekazu uniemożliwiono wypowiedzi. Skutecznie

Tekst z tygodnika "Uważam Rze"
Czy zagadka śmierci Bartłomieja Frykowskiego zostanie kiedykolwiek wyjaśniona? Gdzie przebywa koleżanka Karoliny Wajdy – Katarzyna Z.? Mogłaby uchylić rąbka tajemnicy. Gdyby zechciała. Kim jest młody asystent dziennikarza, który kilka lat temu zbierał informacje do reportażu dla TVP? Szybko zniknął z korytarzy na Woronicza. Twierdził, że wie, kim była czwarta osoba przebywająca wówczas w dworku w Głuchach...
Śledztwo w sprawie śmierci Bartłomieja Frykowskiego zostało prawomocnie umorzone po czterech miesiącach z orzeczeniem, że popełnił samobójstwo. Nie ma jakichkolwiek dowodów wskazujących, że nóż w brzuch wbiła mu inna niż jego ręka.
Nóż w brzuchu w opinii publicznej był leitmotivem, fatum unoszącym się nad rodziną Frykowskich. Ojciec Bartłomieja Wojciech został zabity nożami przez bandę Charlesa Mansona. Ofiarami masakry w willi jego przyjaciela Romana Polańskiego w Kalifornii byli: żona reżysera, aktorka Sharon Tate w ósmym miesiącu ciąży, „Gibby" Folger, przyjaciółka Frykowskiego, fryzjer celebrytów Hollywood oraz młody mężczyzna, przypadkowy świadek. Bestialska zbrodnia była przypadkowa. Ofiarą masakry miał był poprzedni właściciel willi – Terry Melcher, który nie chciał wydać Mansonowi płyty. Szef komuny „Rodzina" nie wiedział, że producent muzyczny sprzedał dom.
Bartek nie miał kontaktu z ojcem. Wojciech, postrzegany jako „książę życia", opuścił syna, kiedy ten miał dwa lata. Matka, Ewa Morelle, nieco później. Też wyjechała za granicę i na dłużej słuch o niej zaginął. Została pozbawiona praw rodzicielskich, a Bartka wychowywali dziadkowie Frykowscy. Od dziecka uwielbiał bawić się nożami. Kiedyś, dla żartu, z dużej odległości wycelował nóż sprężynowy tuż pod nogi najlepszego szkolnego przyjaciela. Innym razem odwiedził go w domu. Siedzieli w piwnicy, w barku, rozmawiali, coś popijali.
– Bartek bawił się toporkiem w dość niebezpieczny sposób. Powiedziałem: „Przestań, nie mogę patrzeć, jak ten topór wbijasz sobie w brzuch" – wspominał.
Miewał różne zakręty w życiu. Największym zawirowaniem było spotkanie z matką Ewą Morelle w Łodzi, w kultowej restauracji Honoratka. Miał wtedy 14 lat, nie wiedział, że ma matkę. Żył w przekonaniu, że Morelle jest jego babcią Tolą. W młodości miał dziewczynę Anię. Zaszła w ciążę. Ewa Morelle przyczyniła się do rozpadu ich związku. Bartek opuścił Anię przed narodzinami ich córki Agnieszki. Morelle, która po latach wróciła do kraju, stanęła na drodze nie tylko młodzieńczej miłości. Przekonała syna, że jest stworzony do wyższych celów – zabierała go z Łodzi do Warszawy, wprowadzała na salony oraz w filmowy świat. Żył w kulcie ojca, który imponował mu stylem życia i koneksjami. Kobiety uwielbiały Bartka tak jak jego ojca. Obaj nie grzeszyli wielkim talentem, ale byli barwni, urokliwi, męscy. W szary koloryt PRL-owskiego pejzażu wprowadzali klimat Hollywood. Jeden i drugi miał związki z elitami intelektualno-artystycznymi największej wytwórni filmowej. Każdy w innym czasie.
Wielką miłością Bartka, zwieńczoną na ślubnym kobiercu, była śliczna, filigranowa Monika. Pobrali się. Urodziła mu dzieci – Sergiusza i Rozalię. Kilka lat spędzili w Niemczech. On, jako operator kamery, sporadycznie dostawał angaż przy produkcji filmów. Ona pracowała w domu opieki społecznej. Zarabiała na utrzymanie rodziny. Ale i ten związek się rozpadł po powrocie do Polski. Bartek poznał na planie „Pana Tadeusza" Karolinę Wajdę. Zaprzyjaźnili się. Przyjeżdżał do Głuchów. Mieszkał przez tydzień, czasami miesiąc. Szukał w Warszawie pracy. Chciał szybkiego rozwodu z Moniką. Ona zaś wierzyła, że romans się skończy i on wróci na łono rodziny.
Śledztwo w sprawie śmierci Bartłomieja Frykowskiego zostało prawomocnie umorzone po czterech miesiącach z orzeczeniem, że popełnił samobójstwo
– Twórczego poweru dostał, gdy zaczął spotykać się z Karoliną. Nie wiem, dlaczego później, po tragedii, wyparła się bliższej relacji z Bartkiem. Byli parą, a ona utrzymywała, że był jej kolegą, który u niej, w Głuchach, rozwija swoją jeździecką pasję. Twierdziła, że kiedy przebywał w jej dworku, spał w saloniku na kanapie, a ona w sypialni. Po powrocie ze Stanów mówił mi, że były prowadzone rozmowy na temat filmu, w którym postać jego ojca miał grać Robert De Niro. Osobiście docierałem do kilku producentów, którzy byli zainteresowani jego scenariuszem „Unosząc się lekko nad ziemią" – wspomina przyjaciel ze szkolnej ławy.

Noc 7/8 czerwca 1999 r.

Około godz. 22 Karolina wróciła do Głuchów z Warszawy. Bartek z wewnątrz otworzył automatyczną bramę wjazdową. Siedział w salonie z jej przyjaciółką, współlokatorką Katarzyną Z., oglądali film, pili wino. Ona wnosiła zakupy do domu i rozpakowywała je. Chodził za nią, nieustannie coś mówił spokojnym tonem. Miał pretensje, że go nie rozumie, nie zauważa. Nie słuchała go, bo zdenerwował ją jego stan upojenia. Poszła do kuchni zrobić sobie herbatę.
W tragedii, jaka rozegrała się za chwilę, nie było z pewnością podtekstu erotycznego.
Karolina nie podejrzewała koleżanki o flirt z Bartkiem. Był w kuchni, kiedy tam weszła, skierował się do szafek kuchennych, sięgnął do stojaka z nożami i jeden z nich wbił sobie w brzuch.
Katarzyna w śledztwie: – Karolina rozmawiała z Bartkiem w kuchni, ale nie wiem o czym. Za chwilę biegła w moją stronę: „Kasiu, Bartek pchnął się nożem".
Bartek siedział na krześle, jedna ręka mu zwisała, drugą trzymał na brzuchu. Nóż leżał na kaflowej kuchni. Nie wiem, kto go wyjął. Po chwili Bartek upadł na podłogę. Karolina zadzwoniła po policję i pogotowie.
Wyszłam na drogę, czekałam na pogotowie. Najpierw przyjechała policja. Policjanci zapytali mnie, czy mogą wejść. Powiedziałam, że za chwilę, gdy przyjedzie pogotowie.
Komenda Powiatowa Policji w Wyszkowie:
„Melduję, że w dniu 7.06. o godz. 22.45 KPP zostałam telefonicznie powiadomiona przez dyspozytorkę Pogotowia Ratunkowego, że przed chwilą otrzymała telefoniczne zgłoszenie od Karoliny Wajdy, że w jej domu przebywa mężczyzna z obrażeniami brzucha".
Na miejscu śledczy ustalili, że Bartłomiej Frykowski znajdował się najprawdopodobniej w stanie po spożyciu alkoholu. Według relacji zgłaszającej i mieszkającej z nią Katarzyny, bez żadnego powodu, w trakcie rozmowy z Karoliną dokonał samookaleczenia, uderzając się nożem w brzuch. Według świadków, jego wcześniejsze zachowanie nie wskazywało na to, że może dokonać tak desperackiego czynu. Frykowski w skrajnie ciężkim stanie został przewieziony karetką do szpitala rejonowego w Wyszkowie. Poddano go operacji.
Notatka urzędowa: „Zabezpieczono nóż kuchenny, dł. 33 cm z plastikową rękojeścią z widocznymi na ostrzu brunatnymi plamami, przypominającymi krew. Z uwagi, że rodzice zgłaszającej są osobami publicznymi, Karolina W. zwróciła się z prośbą, aby informacje na temat przedmiotowego zdarzenia nie były publikowane w lokalnej prasie".

Karygodny błąd śledztwa

Frykowski zmarł 8 czerwca 1999 r. o godz. 4.20 nad ranem. Przyczynami były rana kłuta brzucha z uszkodzeniem naczyń i wstrząs krwotoczny. W tym samym dniu na zlecenie prokuratora badaniom lekarskim zostały poddane Karolina Wajda i Katarzyna Z.
Biegła lekarka zaświadczyła, że u Katarzyny stwierdziła drobną ranę prawego kciuka. U Karoliny Wajdy natomiast ranę przedramienia lewego od strony grzbietowej o długości 7,8 cm. Rany dwóch kobiet powstały na trzy–cztery dni przed zdarzeniem...
Pierwotnie na nożu nie było żadnych odcisków palców. Po kolejnym badaniu ujawniono ślad. Na górnej krawędzi ostrza.
– Ale to nie był odcisk palca Bartka, a ślad linii papilarnej palca policjanta. Tłumaczył później, że w trakcie pobierania odcisków nóż mu wypadł, a on go złapał – wyjaśnia śledczy.
Przed przyjazdem policji i pogotowia nóż został umyty. Na podłodze też nie było żadnych śladów krwi.
– Historia jest przedziwna... – kontynuuje śledczy. – Przyjechało dwóch policjantów na rowerach. Ona stała z nimi na ganku, palili papierosy. Prosiła, żeby nie wchodzili, żeby nie zatrzeć śladów. Przyjechała karetka. Zabrała go do szpitala w Wyszkowie. W ambulansie wykrwawiał się. Nie mogliśmy już nic w tej sprawie zrobić. Tak była spier... od początku. Proponowałem, że zorganizuję specjalne preparaty, którymi pod działaniem lampy fluorescencyjnej można było spryskać całą kuchnię. W świetle ultrafioletowym wyszłyby wszystkie ślady krwi. Cały świat używa tego preparatu. W Polsce w dużych miastach można go nabyć. Ale nikt nie był tym zainteresowany.
Następnego dnia przyjechała mama Karoliny, pierwsza dama polskiego filmu, znana też z produkcji zagranicznych. Pojawił się też mąż Karoliny Artur Nowakowski, z którym od pewnego czasu żyła w separacji.
Czy istniała potencjalna możliwość ustalenia wiarygodnej wersji tragedii? Przy założeniu spiskowej teorii dziejów? Czy mogło w grę wchodzić nakazanie Katarzynie milczenia? Czy był to naprawdę zbieg nieszczęśliwych okoliczności? To pytania retoryczne...
– Śledztwo było skandaliczne. Na miarę kompetencji posterunku w Głuchach – oficer policji nie kryje oburzenia. – Niestety, w 99 proc. w Polsce taka nieudolność jest rutyną. Regularnie oglądam dokumenty na Discovery Investigation na temat sposobów zabezpieczenia śladów i dowodów. I nawet jeśli w chwili obecnej nie można wysnuć żadnej hipotezy czy też znaleźć sprawcy, to one są na tyle zabezpieczone, że po 15 czy 20 latach do tego się wraca. Bo są nowe metody ustalenia DNA.
Opinia biegłego Teresy Radeckiej: – Przyczyną zgonu było skrawienie się do jamy brzucha w następstwie rany kłutej. Umiejscowienie rany kłutej brzucha nie wyklucza możliwości powstania jej w wyniku ręki własnej.
– Ta sprawa na ówczesnym etapie była nie do ruszenia. Pamiętam, że próbowali robić różne rzeczy – analizę odzieży po tym, jak znalazły się w samochodzie denata. Nic nie wychodziło – dodaje policjant.

Żona Frykowskiego walczy

Mecenas Piotr Kona, pełnomocnik Moniki Frykowskiej, złożył zażalenie na postanowienie prokuratora rejonowego w sprawie umorzenia śledztwa.
Zdaniem skarżącej w uzasadnieniu decyzji pominięto najistotniejszy dowód. To opinia biegłego Stanisława Woropińskiego, z której wynika, że „brak substancji potowo-tłuszczowej na trzonku noża pozwala stwierdzić, że substancja ta została celowo usunięta z trzonka przez jego wytarcie, np. tkaniną".
Kto zatarł ślady linii papilarnych albo komu na tym zależało? W śledztwie nie omówiono tego dowodu...
„Brak śladów krwi wówczas, gdy śmierć nastąpiła wskutek ran otwartych, wskazuje, iż miejsce znalezienia zwłok nie jest miejscem zabójstwa, czyli zwłoki zostały przemieszczone" – pisze prof. Brunon Hołyst w „Kryminalistyce" (PWN, Warszawa 1996).
Wątpliwości zdaniem Moniki Frykowskiej budzą też billingi rozmów, zarówno z telefonu Frykowskiego, jak i Karoliny Wajdy. Świadek D. Kamińska zeznała, że 7 czerwca 1999 r. otrzymała SMS z telefonu Bartka. Do innej koleżanki o godz. 21 również wysłał wiadomość tekstową. W billingu nie ma tych połączeń. Nie ma też połączeń na policję i pogotowie, a Karolina Wajda dzwoniła tam. Telefonu Bartka nie znaleziono.
Skarżąca pyta: – Dlaczego wszystkie rzeczy Bartka Frykowskiego znalazły się w otwartym samochodzie, ale następnego dnia. Dlaczego w dniu tragedii nikomu z ekipy dochodzeniowej nie udało się otworzyć samochodu zmarłego? Podczas wizji lokalnej M. Frykowska pytała, gdzie znajdują się przedmioty jej męża, np. zegarek. Zwróciła uwagę na telefoniczny sposób relacji między matką a córką.
– Tego dnia około godz. 24 telefonowałam do Karoliny, która spokojnym tonem powiedziała, że wszystko jest w porządku – zeznawała w śledztwie aktorka.
Ewa Morelle, matka Bartka: – Zadzwoniła Karolina i spokojnym głosem, beż żadnej emocji powiedziała, że Bartek pchnął się nożem. „Jest w szpitalu w Wyszkowie, nie wiem, czy przeżyje" – mówiła.
Wątpliwości Moniki Frykowskiej budzą zeznania matki Karoliny. Mianowicie prośba o dyskrecję, by informacje nie były przekazywane prasie. To fakt. Potwierdzają go m.in. dziennikarze pracujący wówczas w „Super Expressie" i Tomasz Lachowicz, ich ówczesny szef.
„Czy była to śmierć samobójcza, nieszczęśliwy wypadek, czy wreszcie zbrodnia – winno być bezspornie ustalone w postępowaniu, które toczyć się będzie na skutek niniejszego zażalenia" – pisał pełnomocnik Moniki Frykowskiej.
Odbyło się posiedzenie w sądzie. Sędzia utrzymał postanowienie o umorzeniu w mocy.
– Nie ma się do czego przypiąć. Spowodowała to indolencja śledztwa na początkowym etapie – oznajmił w prywatnej rozmowie bliskiemu koledze Bartka.
Został natomiast ukarany policjant za nieprawidłowe badanie śladów noża.

Brak odpowiedzi

Czy sekcja zwłok daje odpowiedź na pytanie, czy śmierć nastąpiła wskutek samookaleczenia, czy z ręki innej osoby?
Biegły, medyk sądowy: – Generalnie tak. Ale w tym przypadku było to takie uderzenie, że mogło być zrobione ręką własną i cudzą. Czasami rana wyklucza wersję samobójczą. Sekcja zwłok była wykonana po operacji.
W związku z tym wszystkie materialne ślady zostały zniszczone podczas ratowania życia. Jeżeli była to rana drążąca, natychmiast nastąpiło szerokie cięcie, rozerwanie. Trudno było potem zbadać głębokość kanału.
Biegły nie ma wątpliwości, że szybsza reakcja uratowałaby życie Frykowskiemu. W zgłoszeniu na policję i pogotowie ratunkowe nie było elementu grozy, czytelnej informacji o zagrożeniu życia i potrzebie natychmiastowej pomocy. – To są tylko moje domysły, bo z materiału śledczego nic takiego nie wynika – mówi.
Sekcja zwłok wykazała, że denat miał 0,6 promila alkoholu we krwi.

Taki był...

Aktor, któremu sławy przysporzyła wystawa „Naziści" w Zachęcie (krótko przed tragedią panowie rozmawiali przez telefon na tematy zawodowe): – Był to „pistolet", osoba gotowa na wszystko. Odważny, dzielny, obarczony jednak legendą ojca, której tragedii usiłował sprostać. W nocy po jakimś bankiecie jeździł czołgiem na planie „Ogniem i mieczem". Zatarł silnik. Jak ojciec lubił balansować na krawędzi ryzyka. Fascynowała go biała broń. Myślę, że było to związane z pewną jego samotnością, brakiem ojca. Przypuszczam, że igrał z własnym życiem, musiał ciągle coś udowadniać. Nie sądzę, że chciał się zabić, ale tacy ludzie zrobią wszystko, aby na siebie zwrócić uwagę.
– Dużo w tym prawdy – przyznaje kolega ze szkolnych lat.
Monika Frykowska: – Mąż nie był chory na żadną przewlekłą chorobę, nie brał żadnych leków. Po alkoholu zachowywał się normalnie. Miał mocną głowę. Uważam, że nie upiłby się jedną butelką wina.
Karolina Wajda: – Tego wieczoru był pijany, chwiał się na nogach. Trzymał nóż, skierowany ostrzem do brzucha, obiema rękoma. Odwrócił się do mnie: „Ja ci pokażę mój świat, którego ty nie widzisz" – powiedział i dźgnął się w brzuch. Usiadł na krześle. Jedną ręką wyjął nóż, drugą trzymał się za brzuch. Myślałam, że udaje. Ale on podniósł koszulkę, zobaczyłam trochę krwi i jelita wychodzące na zewnątrz. Rana mogła mieć około 6 cm.
Z Katarzyną podjęły akcję ratunkową, tamując upływ krwi bandażem i ręcznikiem. Karolina wyszła do samochodu i podstawiła go pod bramę.
– Nie uważam, że to była próba samobójcza. To raczej chęć zwrócenia na siebie uwagi, która zakończyła się takim skutkiem. Nie wiem, dlaczego on to zrobił. Prosiłam policjantów, żeby nie stali nad nim w kuchni, bo chciałam, żeby miał spokój.
Pogrzeb Bartłomieja Frykowskiego odbył się w Łodzi. Nie przyjechały Karolina Wajda ani jej koleżanka Katarzyna Z. W pożegnaniu Bartka wzięli udział jego matka Ewa Morelle, córka Agnieszka, wujowie Kajetan i Maciej Frykowscy oraz najbliżsi przyjaciele.
Ewa Morelle bardzo przeżyła śmierć syna. Do tej pory nie może pogodzić się z umorzeniem śledztwa. Obwinia Karolinę. Dążyła do wszczęcia śledztwa w Stanach. Bezskutecznie. Największym wrogiem pani Ewy jest jej wieloletnia przyjaciółka, mama Karoliny Wajdy.
Prokuratura może udostępnić akta śledztwa. W przypadku zwykłych śmiertelników – oskarżonych lub świadków – nie ma problemu z zapoznaniem się z przebiegiem śledztwa. Gdy w aferę jednak zamieszani są celebryci, wymiar sprawiedliwości chroni ich przed opinią publiczną.
Prokurator rejonowy w Wyszkowie, gdzie było prowadzone śledztwo, odmówił wglądu do akt. Tłumaczył, że znajdują się w Warszawie, w okręgowym sądzie administracyjnym, gdzie toczy się postępowanie administracyjne... W rozmowie telefonicznej pani prokurator obiecała, że udostępni część akt, ale najpierw musi dokonać selekcji. – Zeznania świadków, osób publicznych są objęte tajemnicą z uwagi na ochronę ich dóbr osobistych – uzasadniała.
Trudno dociec, jakie postępowanie administracyjne jest prowadzone i gdzie. Okręgowy sąd administracyjny nie istnieje. Prawnicy z biura prasowego sądu okręgowego nie kryją sarkastycznego uśmiechu. Wyjaśniają, że w Warszawie są wojewódzki sąd administracyjny i Naczelny Sąd Administracyjny. Pani z WSA jest zdziwiona. Prosi o pytanie, kto był skarżącym i na czyją decyzję wszczęto postępowanie, o podanie numeru decyzji. Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Prokuratura Rejonowa w Wyszkowie.
Akta śledztwa już wróciły do Wyszkowa. Prokurator w rozmowie telefonicznej odpowiada:
– Proszę się zwrócić na piśmie. Odpowiemy, jakie postępowanie administracyjne toczyło się... (w jakim sądzie – przyp. red.).
O Katarzynie Z. słuch zaginął  wkrótce po tragedii. Wyjechała za granicę i dziś nie sposób ustalić miejsca jej pobytu.
Nadkomisarz Krzysztof Hajdas z KGP:
– Miejsca pobytu osób poszukiwanych ustalamy na podstawie numeru PESEL i naszych informacji. W tym przypadku nie ma powodu, by na prośbę dziennikarza szukać tej osoby. Wymiar sprawiedliwości, jeśli jest takie uzasadnienie, może wydać postanowienie o ustaleniu miejsca zamieszkania świadka. Ale ta osoba wcale tam nie musi przebywać.
Wrzesień 2012
Komentarz dnia
Żródło: Uważam Rze

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

Reforma edukacji
Edukacja Szkoła we mgle

POLECAMY

KOMENTARZE