Edukacja

Studentów jednak więcej

Uniwersytet Jagielloński otrzymał zgodę na zwiększenie liczby studentów aż o 22 proc., czyli o ponad 5 tysięcy
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Uczelnie przekonały ministerstwo, że wprowadzone ograniczenia liczby studentów są nierealne
Państwowe uczelnie miały od tego roku akademickiego ograniczyć liczbę studentów. Ale większość – za zgodą Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – ten zakaz obeszła.
Ministerialne ograniczenie (wzrost o 2 proc. w stosunku do liczby studentów w roku akademickim 2009/2010 na studiach stacjonarnych), które ma obowiązywać od tego roku akademickiego, okazało się bowiem nierealne. Aż 57 uczelni publicznych (czyli zdecydowana większość) odwołało się od tego nakazu, a resort zgodził się im podnieść dwuprocentowy próg. O jego podwyższenie wnioskowały prawie wszystkie renomowane uczelnie. Wprowadzenie przez resort minister Barbary Kudryckiej limitów (weszły w życie pod koniec maja tego roku) ma ograniczyć napływ młodych ludzi na masowe kierunki, po których nie znajdują oni pracy, oraz, jak podkreśla Bartosz Loba, rzecznik resortu, poprawić strukturę kształcenia. – Dotychczas była ona zachwiana nadreprezentatywnością kierunków społecznych i humanistycznych oraz charakteryzowała się nieprzystawaniem do lokalnych rynków pracy i trendów ogólnopolskich – tłumaczy Loba.
Nieoficjalny powód jest też taki, że limity mają również uchronić uczelnie prywatne, a więc płatne, przed masową likwidacją – na studia wchodzi bowiem niż demograficzny. Rektorzy bali się, że limity przyjęć uderzą w uczelnie, zwłaszcza te renomowane i oblegane, jak Uniwersytet Warszawski czy Jagielloński. – Według naszych szacunków po rekrutacji w połowie sierpnia pozostawało jeszcze ok. 80 tys. wolnych miejsc na studiach stacjonarnych – dodaje Loba. 57 publicznych uczelni wyższych odwołało się od nakazu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jednak Jacek Szymik-Kozaczko, rzecznik UŚ, mówi: – Ze względu na tworzenie nowych kierunków i specjalności Uniwersytet Śląski w Katowicach wnioskował o możliwość zwiększenia liczby studentów stacjonarnych aż o 19 proc., otrzymaliśmy natomiast zgodę na podniesienie tej liczby o 4,5 proc. MNiSW zgodziło się podnieść limit Uniwersytetowi Warszawskiemu do 7 proc., choć potrzeby są większe. – Oznacza to, że ogólna liczba nie może być większa niż 33 496 osób. W zeszłym roku przyjęliśmy 32 852 osoby – wylicza Anna Korzekwa, rzeczniczka UW. Uniwersytet Jagielloński szacuje, że liczba studentów studiów stacjonarnych sięgnie blisko 33 tys. osób, a więc o ponad 9 tys. studentów więcej (różnica blisko 38,5 proc.). UJ dostał zgodę resortu na zwiększenie liczby studentów o ponad 5 tys. (aż 22 proc.) do tego, ile miał trzy lata temu. Ostateczna rzeczywista liczba studentów zostanie ustalona dopiero po zakończeniu tegorocznej rekrutacji. Mimo elastyczności ministerstwa uczelnie nadal krytykują wprowadzoną „zasadę 2 proc.". – Wprowadzenie reguły zostało usankcjonowane bardzo niejednoznacznym brzmieniem przepisów, w których zamiennie i w sposób nieprecyzyjny używane są pojęcia roku kalendarzowego oraz roku akademickiego – mówi prof. Andrzej Mania, prorektor UJ ds. dydaktyki. – Powoduje to, wskutek niejednoznacznej interpretacji, problemy związane z prawidłowym ustaleniem sposobu obliczenia przyrostu liczby studentów. Rektorzy uczelni podkreślają, że to jakość uczelni powinna określać limity studentów, a nie obowiązująca dla wszystkich „zasada 2 proc.". Uniwersytet Wrocławski nie zwracał się do Ministerstwa Nauki o zwiększenie limitu. Dlaczego? – Z naszych analiz wynika, że zmieścimy się w limicie mimo wprowadzenia nowych kierunków studiów. Bierzemy pod uwagę fakt niżu demograficznego oraz że studia kończą absolwenci roczników, kiedy mieliśmy większą liczbę studentów – tłumaczy dr Jacek Przygodzki, rzecznik wrocławskiej uczelni. Ale zdaniem dr. Przygodzkiego nowe przepisy są niekorzystne dla uczelni. – Zmuszają władze szkół wyższych do prognozowania liczby studentów w sytuacji, kiedy istnieje wiele niewiadomych, nie wiemy, jaki będzie nabór na pierwszy rok studiów w czasach niżu demograficznego, ilu studentów zrezygnuje ze studiowania w trakcie pobierania nauki oraz ilu absolwentów rzeczywiście ukończy studia w danym roku – wylicza. Wtóruje mu Jacek Szymik-Kozaczko z UŚ. – Z jednej strony nakłada się limity całkowitej liczby studentów stacjonarnych na uczelni, a z drugiej do wzrostu liczby studentów obligują nas projekty realizowane ze środków UE, np. kierunki zamawiane, które realizuje obecnie uczelnia – dodaje rzecznik katowickiej uczelni.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL