Polityka

Ludzie Platformy na etatach

Co drugi radny PO w Warszawie zarabia w instytucjach rządowych lub samorządowych
Mimo zapowiedzi Donalda Tuska o wysokich standardach w jego partii w warszawskiej PO?dzielenie posad kwitnie. Na 217 stołecznych radnych Platformy Obywatelskiej blisko 40 proc. pracuje w urzędach czy spółkach zależnych od polityków tej partii – ustaliła „Rz".
Tylko niewielka część działaczy PO była zatrudniona w tych miejscach, jeszcze zanim zostali radnymi. Większość po prostu skorzystała z politycznej możliwości łączenia funkcji w samorządzie i instytucjach podległych rządowi, marszałkowi czy wojewodzie. A w Warszawie i na Mazowszu od kilku lat jest stabilnie – w mieście od 2006 r. rządzi PO, w regionie od trzech kadencji – PO z PSL. Więc zatrudnionych „swoich" przybywa.
– Czy wszyscy ci radni dostaliby posady w tych miejscach, gdyby nie byli z PO? Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz na takie pytanie odpowiada zawsze: – Nikogo nie zatrudniam z klucza partyjnego. Zawsze kryterium jest fachowość danej osoby.

Eksperci od likwidacji, spółek, telewizji

Ponad połowa z 31-osobowego klubu PO w Radzie Warszawy zarabia lub dorabia na posadzie objętej w instytucji kontrolowanej przez PO. Choć każdy zapytany zaprzeczy, że to zarobek polityczny. Radna PO Dorota Lutomirska w 2011 r. została likwidatorem podległego ministrowi skarbu Przedsiębiorstwa Budowlano-Usługowego Holbud. Za ubiegły rok wykazała dochód 136 tys. zł. Umiejętności radnego Lecha Jaworskiego (były członek KRRiT i były szef Rady Warszawy) Platforma wykorzystała podwójnie. Obsadziła go w kierownictwie Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego i w radzie nadzorczej Toruńskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Warszawscy samorządowcy znaleźli też pracę w Polskim Holdingu Nieruchomości (troje rajców PO), Wojskowej Agencji Mieszkaniowej (troje kolejnych) czy Agencji Nieruchomości Rolnych (czworo radnych). Radnych miasta znajdujemy też w kierownictwie muzeów podległych marszałkowi Mazowsza np. Muzeum Niepodległości i Muzeum Sportu i Turystyki. Niektórzy – wprost – wybrali typowo polityczne funkcje doradcze. Na przykład były szef PO w radzie miasta, dziś poseł Marcin Kierwiński korzysta ze współpracy dwóch radnych Zofii Trębickiej i Małgorzaty Rogulskiej. Poseł Michał Szczerba z kolei dawał zlecenia w swoim gabinecie radnemu Woli Kamilowi Giemzie. Trzech radnych ze stolicy zatrudnili też ministrowie w gabinetach politycznych. Były prokurator Michał Czaykowski jest teraz doradcą ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, szefem jego gabinetu z kolei został radny Śródmieścia Krzysztof Pietrzykowski, a przewodniczący Młodych Demokratów Dariusz Dolczewski doradza ministrowi cyfryzacji Michałowi Boniemu. Dolczewski jednak wkrótce przestanie być radnym. Jako jedyny z grona politycznie zatrudnionych rajców złożył rezygnację z mandatu. Od radnych aż roi się też w dzielnicowych zakładach gospodarowania nieruchomościami. Na przykład radny dzielnicy Bielany jest inspektorem w ZGN na Mokotowie, radny Rembertowa wylądował w ZGN na Pradze-Południe, radny z Włoch szefuje ZGN w Ursusie.

Partyjna wymiana stolicy i regionu

Prezydent Warszawy nie wpuszcza stołecznych radnych do rad nadzorczych miejskich spółek. Te większe obsadzają wiceprezydenci, skarbnik, dyrektorzy biur z ratusza (zasada – maksymalnie dwie rady na osobę), a więc prominentni, niepolityczni urzędnicy. Z funkcjonariuszy partyjnych w stołecznych spółkach znajdziemy za to radnych PO z Mazowsza (ich zakaz nie dotyczy). W radach można dorobić rocznie nawet 40 tys. zł. Z kolei w stołecznej ekipie Platformy popularne są rejsy „za pracą" do spółek na Mazowszu, rządzonym przez koalicję PO–PSL z marszałkiem Adamem Struzikiem na czele. Gigantyczną przechowalnią jest tu Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych (opisywana już w kontekście zatrudniania tam działaczy PSL oraz członków rodzin prominentnych polityków). Spośród stołecznych rajców Platformy pracuje tu czterech z Bielan, troje z Targówka, czworo z Pragi-Południe. W sumie ok. 60 działaczy Platformy lub ich rodzin na ponad 500 pracowników.

Trudno zabronić radnym pracować

Małgorzata Kidawa-Błońska posłanka, szef PO w Warszawie Rz: Blisko połowa warszawskich radnych Platformy pracuje w instytucjach rządowych lub samorządowych zależnych od polityków PO czy PSL. To normalne? Małgorzata Kidawa-Błońska: Skala jest rzeczywiście spora, ale gdybyśmy w ten sposób podliczyli działaczy PiS czy SLD, podejrzewam, że proporcje pewnie wypadłyby podobnie. Ale to Platforma rządzi. Czy jednak te wszystkie osoby dostałyby posady w tych miejscach, gdyby nie były z Platformy? Trudno mi na to odpowiedzieć. Wierzę, że większość z tych osób jest zatrudniana ze względu na swoje kompetencje, a nie przynależność partyjną. Choć oczywiście mogą się zdarzyć inne przypadki. Ale przecież są konkursy na stanowiska. To nie Platforma je przygotowuje, ogłasza i obsadza. A w konkursach powinni wygrywać najlepsi. W konkursy, choćby były najuczciwsze, dziś nikt nie wierzy. Panuje powszechny pogląd o ustawianiu ich pod konkretnego kandydata. I często niestety – kandydata z nadania politycznego. Stołeczny samorząd to dziś chyba największy zakład pracy w Warszawie. Trudno zabronić komuś, kto zostanie radnym, pracować w swoim zawodzie na przykład w szkole, ośrodku kultury, zarządzie nieruchomości czy jakiejś spółce. Ale analizujecie skalę tego zjawiska w kierownictwie PO? Jest jakaś refleksja: „Chwileczkę, może należy przystopować"? Analizujemy na pewno każdy przypadek patologii wskazywany przez media. I na przykład radna PO z Ochoty, która zatrudniła się w ośrodku kultury, już tam nie pracuje. Ale proszę nie wymagać, że wezmę odpowiedzialność za 3 tys. członków warszawskiej PO. Każdy działa zgodnie z własnym poczuciem wartości. —rozmawiała Izabela Kraj
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL