Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Oferta dla lemingów

Piotr Zaremba
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Można wyœmiewać liberalnych naiwniaków. Ale polska prawica mogłaby częœć z nich pozyskać - pisze publicysta
W wymęczonej upałami Polsce lemingi stały się ulubionym tematem debaty, niezależnie od tego, czy sš zwierzštkami o skłonnoœciach samobójczych, czy postaciami z gry komputerowej. Któryœ tydzień z rzędu tekst Roberta Mazurka w „Uważam Rze" „Alfabet leminga" pobudza do wystšpień: za lub przeciw. Zaledwie kilka dni temu profesor Andrzej KoŸmiński uznał za stosowne na łamach „Rzeczpospolitej" napisać kolejny manifest wysławiajšcy bohaterów niecnej satyry jako ludzi rzutkich i przedsiębiorczych. Te polemiki nakładajš się w znacznej mierze na podziały polityczne. Deklaracje Marcina Mellera, Michała Koboski, Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki, ba, aluzyjne wystšpienia samego Tomasza Lisa (aspirujšcego skšdinšd do roli lidera lemingów) ustawiajš całš dyskusję pod kštem sporu obrońców obecnego obozu rzšdzšcego z ludŸmi prawicy. Ale tekst nie podobał się również bliższemu prawicy Krzysztofowi Kłopotowskiemu, który uznał na swoim blogu, że zamiast przeœmieszek należało napisać poważnš analizę. To satyra Należy jednak tę uwagę zadedykować także pozostałym krytykom - głos przeciwko wszelkiej satyrze. Ona zawsze upraszcza, jest bezwzględna i niesprawiedliwa. Michałowi Kobosce troskajšcemu się, że Mazurek okazał „pogardę ludziom inaczej myœlšcym i inaczej działajšcym", polecam połowę udajšcych całkiem poważne tekstów w jego własnym tygodniku - „Wprost". Bijš w inaczej myœlšcych jak w bęben, bez cienia refleksji, a satyrš przecież nie sš.
Satyra rzšdzi się swoimi prawami. Jeœli, też zresztš niezbyt chętnie, przyłšczyłem się niedawno do krytyków Figurskiego i Wojewódzkiego, to nie dlatego, że satyryk nie może nikogo dotykać. To absurd, sprzecznoœć sama w sobie. Tamci panowie majš dwie słaboœci. Po pierwsze lubiš bić w słabszych. Po drugie uwielbiajš popisywać się wulgarnoœciš i okrucieństwem. Mazurek bije w grupę z pewnoœciš społecznie silnš, dobrze się majšcš. I wulgarnoœci ani okrucieństwa u niego nie zauważyłem. Ale niektóre z tych głosów warto potraktować serio, bo przy okazji inicjujš, lub raczej cišgnš za Mazurkiem i za „Uważam Rze", ciekawš dyskusję o polskim społeczeństwie. Pisze Krzysztof Kłopotowski: „Nie należy się odcinać od najbardziej dynamicznej grupy w Polsce. Po co antagonizować wehikuł modernizacyjny kraju?".

Pożyteczna Dulska

Powtórzę: Mazurek nie jest politykiem i ma prawo, a może i obowišzek, antagonizować, kogo chce. Ale też choć dowcipów się z reguły nie tłumaczy, tu najwyraŸniej trzeba. Nie jest to ani portret całej klasy œredniej, ani wszystkich zwolenników PO. Nie chodzi też o poszczególne utrwalone w nim nawyki i gusty. Piszę to, bo nawet do redakcji „Uważam Rze" napływały pełne niepokoju listy młodych konserwatystów, którzy lubiš sushi lub oddajš się innym opisanym przez Mazurka rozrywkom z pytaniami: czy to chodzi o nas. Nie, nie o was. I nie o wszystkich przedsiębiorczych. Pierwszš cechš lemingów jest totalna skłonnoœć do przyjmowania gotowych wzorów z całkowitym odrzuceniem własnej przeszłoœci i własnych doœwiadczeń. Niektórzy podejrzewali autora o szyderstwa z ludzi z prowincji, którzy dorobili się czegoœ własnš pracš. I znowu pudło: Robert Mazurek sam jest jednym z takich ludzi. On opisał tych, którzy wstydzš się własnych korzeni. Którzy majš nieustannie wrażenie, że im słoma wystaje z modnych półbutów, więc udajš, przedrzeŸniajš, małpujš. Wœród przyjmowanych w ramach tego małpowania „wartoœci" sš również polityczne slogany rodem z TVN-owskiego „Szkła kontaktowego". Czy nie piszę w tym momencie zarazem o ludziach energicznych, pracowitych i godnych szacunku? Ależ możliwe, tylko że œwiat bywa wielobarwny. Czy Pani Dulska, bohaterka komedii Gabrieli Zapolskiej, dawny symbol kołtuństwa, nie była zarazem pożytecznš matkš mieszczańskiej rodziny? A czy zdominowany przez niš Felicjan Dulski nie sprawdzał się jako sumienny urzędnik? Z pewnoœciš tak, co nie przeszkodziło złoœliwej pisarce wzišć pewne ich niepiękne cechy na tapetę. Dulskich można zrozumieć, dowiódł tego Andrzej Wajda w uroczym filmowym cyklu „Z biegiem lat, z biegiem dni". Ale co z tego?

Odruchy stadne

Naturalnie jednowymiarowoœć dyskusji o lemingach (Kłopotowskiego tu nie wliczam, to głos odrębny) wynika z jednowymiarowoœci wszelkich tego typu dyskusji w obecnej Polsce. Gdzie poglšdy dawno zostały zastšpione przez zbiory etykietek, a głównym obowišzkiem polemisty jest wypowiadać się możliwie hałaœliwie i radykalnie. Tylko że, powtórzę po raz trzeci, gdyby Mazurek nie pisał pamfletu, a zwykłš publicystykę, szukałby socjologicznych komplikacji. O jego antagonistach (tym razem wyłšczajšc Mellera) nie da się tego powiedzieć. Pałka to ich ulubiony instrument perswazji. Tu dochodzimy do drugiej ważnej cechy lemingów, która stała się przedmiotem sporu. Robert Mazurek powołał się na mojš wczeœniejszš obserwację o „bezrefleksyjnych pożeraczach medialnych mšdroœci". Zareagował Kłopotowski: „Ale to okreœlenie pasuje również do wielu zwolenników PiS. Bezrefleksyjne stadne myœlenie jest cechš ludzkš, a nie partyjnš". Całkowicie się z tym ostatnim zdaniem zgadzam. Życie publiczne preferuje zdyscyplinowanych odbiorców cudzych mšdroœci, którzy nie filozofujš, nie dzielš włosa na czworo, a chłonš opinie swoich liderów, choćby mówili rzeczy wewnętrznie sprzeczne albo nieustannie zmieniali zdanie. Polskie życie publiczne z powodu cech, które opisałem przed chwilš, preferuje ich szczególnie. Masa sympatyków prawicy, ba, intelektualistów i polityków tego obozu, nie jest wolna od stadnych odruchów i psychoz. Uprawiajš na potęgę moralnoœć Kalego, wychwalajš swojego przywódcę (Jarosława Kaczyńskiego), nie dostrzegajšc jego błędów i złych postępków. Okładajš po głowach w bardzo niemšdry sposób, także tych, którzy nie sš ich przeciwnikami, a nie zgadzajš się z jakimœ jednym czy drugim szczegółem. Pod tym względem sš nawet bardziej zaciekli niż lemingi, bo poczucie bycia w mniejszoœci, więc własnego zaszczucia, popycha ich do sekciarstwa. Doznał tego na własnej skórze i Krzysztof Kłopotowski. Lżony w Internecie jako rzekomy oportunista przez ludzi, którzy nie rozumiejš, czym jest wolna wymiana myœli. Dlaczego jednak odróżniam te œrodowiska od lemingów? Dlaczego to inna grupa i inny problem?

Kto chciał wiedzieć?

Należałoby sięgnšć jeszcze do lat 90. Wtedy jednym z podstawowych kryteriów politycznego zróżnicowania nie był wcale stosunek do gospodarki czy nawet do Koœcioła i jego nauk. Ja to nazwałem podziałem na tych, którzy chcš wiedzieć, i tych, którzy nie chcš. Szeroko rozumiana prawica zachęcała, aby zaglšdać za kulisy nowo powstajšcego państwa, aby dostrzegać tam niejawne układy i zakulisowe interesy. Tak zwany obóz modernizacji wolał słodki idiotyzm wiary w automatyczny postęp. Mamy demokrację, mamy rynek, więc jest byczo tak wyglšdała ta filozofia. A afery, a żerowanie na państwie? Wymysły oszołomów. Nakładało się to na fundamentalny spór o korzenie III RP. O rozliczenie komunizmu, o to, jak wiele mechanizmów i powišzań rodem z PRL przetrwało w nowym systemie. Ludzie, którzy wtedy „chcieli wiedzieć", kierowali się po częœci własnš intuicjš i doœwiadczeniem. Ale miewali też wychowawców. Choćby braci Kaczyńskich, którzy z seminarium postmarksistowskiego profesora Ehrlicha wynieœli przekonanie o ukrytych sprężynach polityki. Przekonanie słuszne, choć czasem absolutyzowane. Ten podział jest podstawš podziałów dzisiejszych, nawet jeœli pewne dylematy zniknęły albo się zasadniczo zmieniły. Z tego punktu widzenia czciciele „słodkiego idiotyzmu" nie sš dla mnie tym samym co ci, którzy odznaczajš się choćby i nadmiernš nieufnoœciš wobec oficjalnych medialnych prawd. Dochodzi do tego układ sił między stronami. Powtarzanie po TVN nie wymaga żadnego wysiłku, to przekaz wszechogarniajšcy, premiowany w różnych miejscach i instytucjach. Przejœcie na stronę jego przeciwników to wybór ludzi odważnych, nawet jeœli potem w ramach przyrodzonych człowiekowi stadnych odruchów powtarzajš już tylko œrodowiskowe banały. Dochodzi do tego coœ jeszcze: stosunek obu stron do własnego państwa i społeczeństwa. Ci, „co chcš wiedzieć", własne państwo i panujšce w nim stosunki dziœ demonizujš. A sami skłonni sš ulegać rewolucyjnemu myœleniu. Lemingi, pozornie bardziej optymistyczne i bezproblemowe, też majš swojš ciemnš stronę. Tę częœć społeczeństwa, która nie pasuje do ich wizji modernizacji, skłonni sš traktować zgodnie z wręcz rasistowskš logikš jako klasę niższš. Ich wrogoœć wobec Kaczyńskich to po częœci niezgoda na ich politycznš filozofię. Ale po częœci przenoszenie na nich niechęci do „Polski B", ze wszystkimi tego konsekwencjami. Otóż w dzisiejszych warunkach wolę nieraz i tromtadrackš rewolucyjnoœć niż zapisywanie samych siebie do rasy panów. Ta pierwsza postawa prowadzi nieraz do opowiadania głupstw, bywa też autodestrukcyjna. Ale to ta druga jest głęboko niemoralna (choć zastrzegam dotyczy to tylko niektórych lemingów, nie mówišc już o całej polskiej klasie œredniej itd.).

Pytanie do prawicy

Naturalnie niepotrzebnie atakujšc Mazurka, Krzysztof Kłopotowski dotknšł przy okazji poważnego problemu. Bo satyryk nie ma problemu z „odcinaniem się" od kogokolwiek. Ale polityk mieć powinien. Jeœli przyjšć założenie, że lemingi to dziœ duża i ważna grupa społeczna (choćby dlatego, że ci, którzy aspirujš do klasy œredniej, mogš takie wzorce powielać), jest obowišzkiem prawicowych polityków, i tych, którzy im doradzajš, zastanowić się nad ich aspiracjami i interesami. Z tego punktu widzenia przyznaję pewnš racjonalnoœć nawet diagnozie Janickiego i Władyki z „Polityki" - mamy do czynienia z grupš na wskroœ konserwatywnš, choć nie jest to konserwatyzm ideologiczny, a zbiór postaw, które współbrzmiš z postawš partii status quo, czyli Platformy Obywatelskiej. I prawica nie ma pojęcia, co z tym zrobić. W gruncie rzeczy coœ podobnego zauważa, już z życzliwych PiS pozycji, profesor Andrzej Zybertowicz. Znalezienie drogi do duszy przynajmniej częœci lemingów to jego zdaniem warunek równorzędnej walki polskiej prawicy o władzę i rzšd dusz w Polsce. Niestety, dziœ wydaje się ona bardziej niezdolna do tego niż kiedykolwiek. Rewolucyjne sekciarstwo, wyrażone myœlš poety Jarosława Rymkiewicza, o 30 proc. polskich patriotów i reszcie, o którš nie warto zabiegać, zdaje się przysłaniać jakikolwiek inny kierunek myœlenia tego obozu. Nie twierdzę, że Jarosław Kaczyński przyjšł myœl Rymkiewicza. Twierdzę, że próbuje zbyt nieœmiało tę intencję (uprawnionš w ustach poety, samobójczš, gdy można jš przypisać politycznej partii) równoważyć. Nie zwalajmy wszystkiego na medialny przekaz, skoro kontroferta jest nie tylko zagłuszana, ale także ubożuchna, skierowana nieomal wyłšcznie do wewnštrz, do swoich, do już przekonanych. W takiej sytuacji zapatrzony w telewizor leming nie ma nawet okazji poczuć się od czasu do czasu nieswojo. Autor jest publicystš „Uważam Rze"
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL