Komentarz
Poprawianie Kisiela
Określenie „kundlizm” nie zostało wymyślone przez Stefana Kisielewskiego, tylko przez Melchiora Wańkowicza. Ale po cyrku, jaki właśnie odstawiło towarzystwo, żeby przejąć Nagrodę imienia Kisiela, będzie pewnie kojarzone raczej z tym pierwszym.
Towarzystwu nie wystarczy bowiem stawianie na baczność żywych, czuje się ono także w prawie przywoływać do porządku umarłych.
W roku 1990 Kisiel wolał Wałęsę od Mazowieckiego, porzucił „Tygodnik Powszechny” i nie zaczął pisać do „Gazety Wyborczej”, tylko do tygodnika „Wprost”. A kiedy, korzystając z technicznego wsparcia tego pisma, przyznał swoje prywatne nagrody, zamiast Michnika czy Szczypiorskiego nagrodził Korwin-Mikkego i Wilczka. Słowem pobłądził. Na szczęście towarzystwo czuwa.
Po śmierci mistrza nagrodę jego imienia powierzył „Wprost” pierwszym osobiście przez niego wskazanym laureatom, a ci także tym wybranym przez siebie. W ten sposób kapituła co roku się powiększała.
Niestety, z czasem stała się też miejscem wzajemnego „rozprowadzania się” towarzystwa, które dzięki zręczności w towarzysko-szeptanych gierkach i zdyscyplinowaniu w głosowaniach z roku na rok wciągało do niej kolejnych ludzi niemających wiele wspólnego z dziedzictwem Kisiela, za to swoich. W tym roku uznali oni, że przy okazji wielkiego historycznego zwycięstwa nad siłami reakcji czas odebrać jej także mistrza i uciąć wszelkie wątpliwości, kto ma do niego prawo własności.
Że sam Kisiel chciał inaczej? Widocznie zwariował, jak Herbert. Ale towarzystwo mu to łaskawie wybaczy i poprawi jego błędy. Wśród oficjalnych postulatów nie ma wprawdzie weryfikacji laureatów, ale organizując ten żałosny rozłam w tajemnicy przed częścią z nich, już jej właściwie dokonano.















