Komentarz
Dlaczego w 2015 roku też zaskoczy nas powódź
Od kilku dni Polskę zalewa nie tyle fala wody, ile konsekwencji elementarnego braku odpowiedzialności i wyobraźni, fala konsekwencji niedbalstwa, dojutrowatości i braku krztyny zdrowego rozsądku.
Wyrazistą miarą przegranej naszego państwa w walce z obecną powodzią jest choćby liczba apartamentowców zbudowanych na wrocławskim Kozanowie, doszczętnie zalanym w 1997 roku. Apartamentowców postawionych już po tamtej powodzi stulecia czy nawet tysiąclecia. Miarą klęski naszego kraju w walce z obecną powodzią jest liczba wszystkich domów wzniesionych na terenach zalewowych w całej Polsce po kataklizmie, jaki dotknął nas 13 lat temu. Dotknął i – jak się okazuje – niczego nie nauczył. A w najlepszym razie nauczył niewiele.
Miarą przegranej jest także liczba wciąż nieubezpieczonych od skutków powodzi budynków stojących na terenach zalewowych. Wreszcie miarą przegranej są oczywiście wszystkie niewyremontowane i nieutrzymywane w należytym stanie zabezpieczenia przeciwpowodziowe, których – jak wynika z niedawnego raportu NIK – wciąż w Polsce jest bez liku.
I niestety, obawiam się, miarą kolejnej dużej przegranej naszego państwa w walce z następnymi powodziami będzie liczba domów, które zostaną zbudowane na terenach zalewowych po tegorocznej klęsce żywiołowej oraz liczba stojących w tych miejscach nadal nieubezpieczonych nieruchomości. Doświadczenie uczy, że nie będą to liczby małe. Oto dlaczego przewiduję, że tradycyjnie zaskoczy nas i zatopi także powódź w roku 2015 i ta w roku 2021, i ta w 2027. I zapewne jeszcze wiele następnych.
Być może jedynym sposobem na to, abyśmy któregoś roku ostatecznie nie utonęli w powodzi konsekwencji owego kompletnego braku roztropności, byłoby nałożenie na tych samorządowców, którzy pozwalają budować domy w niebezpiecznych miejscach, obowiązku wypłacania powodzianom odszkodowań z własnych pensji. Może to nauczyłoby ich odpowiedzialności.















