Komentarz
Wszystko tajne. Dlaczego i po co?
Na Salonach karierę zrobiła, na różne sposoby formułowana, teza: nie dopytujmy się, nie próbujmy kontrolować, nie okazujmy żadnych wątpliwości, bo to obraża Rosję.
Wypada to podkreślać przy każdej okazji, tak jak wypada ostro dawać odpór oszołomom, którzy bezpodstawnie rzucają oskarżenia o celowe spowodowanie katastrofy prezydenckiego samolotu.
Podstaw do formułowania tak ciężkich oskarżeń w istocie nie ma i rzucanie nimi publicznie bez żadnych dowodów jest nieodpowiedzialne. Co nie zmienia faktu, że w ramach śledztwa musi być zbadana i wykluczona w sposób niewątpliwy także taka ewentualność. Są jednak przesłanki, wskazujące na zaniedbania obsługi lotniska − i nie ma powodu, żeby czynić z tego tematu tabu, skoro publicznie rozważa się winę załogi samolotu, która, w przeciwieństwie do kontrolerów lotu, nie żyje i nie może się bronić.
Ale przede wszystkim − jest oczywiste prawo Polaków do poznania wszystkich okoliczności katastrofy i wszystkich faktów oraz dowodów.
I ci, którzy usiłują w swoisty sposób zastraszyć Polaków, że samo domaganie się „czarnych skrzynek”, wszelkich zapisów i zeznań obsługi naziemnej szkodzi pojednaniu, prowadzi do międzynarodowego skandalu i – jak to ujął rzecznik Graś − „byłoby źle odebrane”, sami tymi słowami obrażają rosyjskiego premiera i prezydenta w sposób najbardziej dobitny z możliwych. Oni właśnie! − znacznie bardziej nie polscy i rosyjscy internauci, dywagujący masowo na forach, czy to był zamach rosyjskich służb specjalnych, czy może polskiej WSI.
Bo w ten sposób nasze władze i autorytety sugerują, że Rosjanie mają się czego bać, mają co ukrywać. W ten sposób stawiają polskie władze i polskie ośrodki opiniotwórcze znak równości pomiędzy Putinem i Miedwiediewem a Stalinem, który wszak − przypomnijmy sprawę Katynia, skoro to ona właśnie jest tłem obecnej tragedii − „obraził się” śmiertelnie i zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem RP za to, że ten śmiał mu nie wierzyć i chciał, by zbrodnię zbadała międzynarodowa, neutralna komisja.
A przecież i wtedy, i przez całe bez mała 70 lat Polska miała otwartą prostą, oczywistą drogę do pojednania z Moskwą. Wystarczyło się przestać upierać i powiedzieć: tak, to zrobili Niemcy. Wszyscy nas do tego, w imię wygładzenia kantów międzynarodowej polityki, namawiali, z Niemcami, gotowymi wziąć winę na siebie, włącznie.
Dziś rządy Rosji i Polski powinny jak ognia unikać wszelkich podobieństw do tamtej sytuacji. Nie ma powodu nie wierzyć władzom rosyjskim, gdy deklarują, że jak na niczym innym zależy im na oczyszczeniu swego kraju z wszelkich podejrzeń. Nic nie zrobi tego skuteczniej, niż stwierdzenie faktów przez komisję międzynarodową. Każde inne orzeczenie natomiast będzie przez wiele jeszcze lat kwestionowane, a już szczególnie takie, które zapadnie po jakichś tajnych naradach i bez ujawnienia światu kluczowych dowodów.
Obsesja tajności, właściwa systemowi sowieckiemu, wciąż trwa w aparacie państwa, służb i armii, które Rosja odziedziczyła po ZSRR. W pierwszych godzinach po tragedii płynęło do nas morze wyrazów współczucia i szczerej solidarności od Rosjan, ale też, od niektórych przedstawicieli władz, rozmaite kłamstwa, na czele z rzekomym „czterokrotnym podchodzeniem do lądowania”. Dlatego trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć: w tej sprawie nie ma powodu niczego utajniać. Nie ma żadnych powodów trzymać czegokolwiek pod korcem. Ujawnienie wszystkich szczegółów, wszystkich rozmów zapisanych na czarnych skrzynkach i przekazanie ich do ekspertyz nie zagraża dobru śledztwa w najmniejszy sposób. Nic lepiej ni ucina spekulacji i oskarżeń, niż ujawnienie wszystkich faktów.
Chyba, że…
Właśnie o wykluczenie tego „chyba że” zależy, jak rozumiem, i władzom Rosji, i naszemu rządowi.
Czy premier Tusk to rozumie? Przekonamy się podczas jego zapowiedzianej na jutro konferencji.
Skomentuj













