REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Komentarz

Komentarz

Ratujmy dzieci (2)

Rafał A. Ziemkiewicz 01-08-2009, ostatnia aktualizacja 01-08-2009 09:31

Subotnik Ziemkiewicza

Recenzent „Polityki” miażdży francuski film animowany: „Prawdziwa historia kota w butach” (ogólna ocena – dwa na skali sześciostopniowej):

„Mimo wielce obiecujących plakatów reklamowych proszę się nie spodziewać kolejnego »Shreka«… To bardzo prosta i WIERNA DUCHOWI ORYGINAŁU (podkr. moje) ekranizacja znanej bajki Charlesa Perraulta, przeznaczonej dla przedszkolaków. Polscy adaptatorzy dokonali cudów, żeby nadać jej trochę bardziej dorosły charakter, ale i tak wrażenia, że jest to ciąg skleconych ze sobą dobranocek, NIE UDAŁO SIĘ ZATRZEĆ (podkr. moje). Dopisane przez polskiego tłumacza żarty z „Czterech Pancernych i psa”, „Tańca z gwiazdami”, a nawet Dody i teczek nie dodają jednak tempa rozwlekle prowadzonej akcji…”

Wystarczy.

Filmu nie oglądałem i nawet cytowana wyżej recenzja zapewne nie skusi mnie by zabrać córki do kina. Kilka prób wybiło mi już z głowy podobne pomysły − to tak, jakby wrzucić dziecko do szamba, potem trzeba cały dzień, jeśli nie więcej poświęcić na jego czyszczenie, to znaczy na niwelowanie w zarodku spustoszeń, jakie współczesne filmy „dla dzieci” powodują w młodej psychice.

Ale brednie wypisywane przez pana krytyka z „Polityki” są dobrą ilustracją piramidalnego nonsensu, jaki tu panuje. Film dla dzieci jest zły dlatego, że jest filmem dla przedszkolaków i przypomina dobranockę.

Nie dziwi to państwa? Być może nie, bo podobnie jak cytowany mędrzec przywykli państwo, że film reklamowany jako film dla dzieci musi przyciągać do kina przede wszystkim dorosłych. Głównie wartką akcją (proszę porozmawiać z psychologiem dziecięcym, jaki to świetny pomysł ładować je wartką akcją i suspensem a la Hitchcock) i dowcipami krążącymi wokół tematyki moczopłciowej. Oczywiście, dla dzieci też tam coś może być − jak w „Shreku”, pozostającym niedoścignionym wzorem takiego filmu, królewna czasem pierdnie i beknie przy stole, dzieci to, jak wiadomo, uwielbiają.

Ogólnie jednak potrzeby dzieci nie są przy produkowaniu kolejnych wielkich animacji „dla dzieci” brane pod uwagę. To nie dzieci trzymają kasę, tylko rodzice. A jest to pokolenie rodziców spod ciemnej gwiazdy, rodziców wychowanych bezstresowo, którym jako dzieciom wbito do głów, że są najważniejsi i cały świat musi dostarczać im przyjemności. Póki mieli rodziców, pasożytowali na nich jak huby − teraz, gdy oni sami stali się rodzicami, podporządkowują swoim przyjemnościom swoje dzieci.

Nie dla nich trudy rodzicielstwa. Dziecko to zbędna mitręga, w którą nie należy się dawać wciągnąć. Niech ile się da siedzi przy komputerze i telewizorze (w swoim pokoju − rodzice w tym czasie relaksują się przy swoim kinie domowym w salonie), i niech się cieszy, jeśli w ramach „quality time” zostanie zabrane do fast-foodu, gdzie do smażeliny ze słodzonego łoju dostanie plastikowa figurkę.

Aby tego rodzaju rodziców skłonić do zabrania dzieci do kina, amerykańscy specjaliści wymyślili, że trzeba robić filmy trafiające w ich potrzeby. A że te potrzeby są w głębokiej sprzeczności z potrzebami dziecka? A kogo to obchodzi? Przecież to nie dzieci trzymają kasę i podejmują decyzję, na co ją wydać. Zresztą, jak się gówniarze będą od małego wychowywać na „Shrekach”, to się z czasem przyzwyczają.

Jak widać, jeśli z tego amerykańskiego wzorca ktoś się wyłamuje − na przykład Francuzi, robiąc film dla dzieci w duchu Charlesa Perraulta i dobranocek − to dystrybutor zatrudnia „dośmieszacza” wymyślającego dowcipy o Dodzie, a recenzenci są zbrzydzeni niezmiernie. Co za pomysł, film dla dzieci bez wartkiej akcji i dowcipów dla dorosłych!

Najśmieszniejsze jest, że cytowana recenzja pochodzi z pisma, które uporczywie nazywa swego czytelnika „inteligentem”.

Skomentuj na blogu

"Rz" Online
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pietryga: Internet – twardy orzech do zgryzienia dla Tuska

Konsultacje rządu z internautami nie przyniosły chyba spodziewanego efektu. >>