Komentarz
Służby specjalne czy totalne?
Państwo musi chronić swych obywateli przed zagrożeniami, żeby zaś móc to czynić skutecznie, powinno – zwłaszcza w czasach wojny z terroryzmem – dysponować niezbędną wiedzą, której z reguły dostarczają służby specjalne. Ale też te same służby mają – często dla obywateli fatalną w skutkach – skłonność do omnipotencji.
A rządowy projekt nowelizacji ustawy o zarządzaniu kryzysowym, który już dziś może trafić pod głosowanie Sejmu, tej skłonności sprzyja. Nowela zobowiązuje bowiem niektóre przedsiębiorstwa samorządowe i prywatne, stanowiące tzw. infrastrukturę krytyczną (a więc wskazane firmy wodno-kanalizacyjne, energetyczne, transportowo-komunikacyjne, ciepłownicze i teleinformatyczne), do wyznaczenia osoby odpowiadającej za kontakty „z właściwymi miejscowo organami administracji publicznej w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej”. A organem takim – zgodnie z ustawą o ABW i AW – jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Natomiast niejasno brzmiący pkt 2 art. 12a tejże nowelizacji nakłada na organy administracji publicznej, ale też na „posiadaczy samoistnych i zależnych obiektów, instalacji lub urządzeń infrastruktury krytycznej”, obowiązek przekazywania szefowi ABW wszelkich informacji dotyczących „zagrożeń o charakterze terrorystycznym dla tej infrastruktury krytycznej, w tym zagrożeń dla funkcjonowania systemów i sieci energetycznych, wodno-kanalizacyjnych, ciepłowniczych oraz teleinformatycznych istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, a także działań, które mogą prowadzić do zagrożenia życia lub zdrowia ludzi, mienia w znacznych rozmiarach, dziedzictwa narodowego lub środowiska”. Cytat długi, ale smakowity.
Przy tak ogólnie sformułowanym zapisie pod pojęciem „działania, które mogą prowadzić do zagrożenia (...) mienia w znacznych rozmiarach, dziedzictwa narodowego lub środowiska”, zmieści się niemal wszystko. Czy o to właśnie chodzi twórcom noweli?















