Witajcie w klinice profesora Kaczyńskiego!

Piotr Gabryel 26-11-2008, ostatnia aktualizacja 26-11-2008 19:46

Są weta mniej i bardziej szkodliwe, co oznacza: mniej i bardziej kosztowne dla Polaków. Środowe weto Lecha Kaczyńskiego do ustaw zdrowotnych bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii.

Ile będzie nas ono kosztować? Inaczej mówiąc, ile każdy z nas zapłaci za weto Lecha Kaczyńskiego do ustaw reformujących polskie szpitale? I czy zapłacimy za nie zdrowiem, wyższymi składkami na Narodowy Fundusz Zdrowia, czy też jednym i drugim? Za jakiś czas da się to oszacować.

Podobnie jak nie trzeba nie wiadomo jakiego wysiłku, by ocenić, ile miliardów złotych co roku kosztuje Polaków weto prezydenta Kwaśniewskiego do przygotowanej w 1999 przez ministra finansów Leszka Balcerowicza ustawy podatkowej, zakładającej radykalne obniżenie obciążeń fiskalnych. Gdyby Aleksander Kwaśniewski jej nie zawetował, o ileż mniej Polacy zapłaciliby do tej pory fiskusowi, a więc o ileż więcej mogliby przeznaczyć na inwestycje lub konsumpcję, która przecież w konsekwencji też nakręca inwestycje. I o ileż szybciej rozwijałaby się Polska!

A wracając do weta prezydenta Kaczyńskiego. Rzecz jasna nie ma stuprocentowej pewności, że forsowana przez rząd Donalda Tuska reforma szpitali przyniosłaby wyłącznie dobre skutki; z zagrożeń chyba wszyscy zdają sobie sprawę. Ale też chyba wszyscy rozumieją, że dalej tak, jak jest w służbie zdrowia, po prostu być nie może, bo grozi nam katastrofa. Zwłaszcza w obliczu nadchodzącego kryzysu gospodarczego, czyli spodziewanego co najmniej spowolnienia tempa wzrostu ilości pieniędzy napływających do NFZ.

Gdyby prezydent Kaczyński nie zawetował ustaw zdrowotnych koalicji PO-PSL, wówczas za to, co się dzieje w szpitalach nadal odpowiadałby tylko rząd. Od środy odpowiedzialność za to - przynajmniej w części - spada również na Lecha Kaczyńskiego.

Skomentuj

Rzeczpospolita