Komentarz
Piotr Gabryel: Donald Tusk w potrzasku, czyli szansa dla Polski
Pytanie, czy jest już dostatecznie źle, żeby wreszcie mogło zacząć być lepiej, nie opuszcza mnie od chwili, gdy pojąłem, że Donald Tusk nie jest urodzonym reformatorem.
Że jest w najlepszym razie reformatorem nieprzeciętnie przeciętnym, czyli takim, który reformuje tylko wówczas, gdy już naprawdę nie ma innego wyjścia, albowiem niezreformowany w porę obiekt zaczyna się jego potencjalnym wyborcom po prostu walić na głowy.
I oto właśnie (co konstatuję z głębokim smutkiem) z wolna wstępuje we mnie nadzieja, że nasza służba zdrowia znalazła się już w na tyle złym, niemal agonalnym stanie, że jej natychmiastowe niezreformowanie nieubłaganie grozi również wyborcom Donalda Tuska utratą zdrowia, a być może wręcz śmiercią. Co w rezultacie może wreszcie zaowocować od dawna oczekiwanym remontem polskiego skansenu medycznego.
O takiej ewentualności świadczą zdobyte przez dziennikarki "Rzeczpospolitej" informacje, z których wynika, że premier Tusk nareszcie przestał się zasłaniać białym szczytem i zapowiedział parlamentarzystom Platformy Obywatelskiej przeprowadzenie w systemie ochrony zdrowia liberalnych zmian.
Nie ma co prawda na razie mowy o w pełni sprawnym, a więc w znacznej mierze sprywatyzowanym, rynku usług medycznych sprzężonym z systemem uzupełniających się publicznych i prywatnych ubezpieczeń. Ale już nawet zrealizowanie wyjawionego wczoraj przez szefa rządu zamiaru obowiązkowego ustawowego przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego to na pewno krok we właściwym kierunku – w stronę uzdrowienia naszego chorego systemu ochrony zdrowia.
Szkoda tylko, że aby go zrobić, musieliśmy najpierw przez całe lata – wliczając w to niemal pół roku rządów PO – kręcić się w miejscu.















