Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

REKLAMA
|
  • Warszawa
  • Białystok
  • Bydgoszcz
  • Gdańsk
  • Kalisz
  • Katowice
  • Kielce
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Olsztyn
  • Opole
  • Poznań
  • Rzeszów
  • Szczecin
  • Toruń
  • Wrocław
  • Zielona Góra
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Cenę 
zapłacą następcy Obamy

Maciej Andrzej Leszczyński 07-11-2012, ostatnia aktualizacja 07-11-2012 18:07
Przyszłym republikańskim prezydentom trudno będzie wyjść z cienia Obamy
Przyszłym republikańskim prezydentom trudno będzie wyjść z cienia Obamy
źródło: Associated Press

Demokratyczny prezydent wygrał więcej niż tylko wybory i drugą kadencję. Wygrał przepustkę 
do ligi najwybitniejszych przywódców w historii USA 
– pisze amerykański politolog

Przez ostatnie trzy tygodnie prezydent Obama powtarzał: nie zmieniać kursu. Złapaliśmy wiatr. Gospodarka nabiera tempa. – Wychodzimy z najgorszej zapaści w historii świata, jaką zgotowali nam republikanie.

Bezrobocie spada poniżej 8 proc. – jeszcze w piątek chwalił się główny ekonomista Białego Domu Alan Krueger. Sęk w tym, że ani bezrobocie nie spada, ani recesja, jaką odziedziczył Obama, nie była najgorsza w historii. Ale prawdą jest, że zwycięzca ma dziś gwarantowane miejsce w historii. Tytuł wielkiego uzdrowiciela. Człowieka, który przeprowadził Amerykę z krachu do boomu gospodarczego.

Miliony nowych miejsc pracy

Obecne 7,9 proc. to w rzeczywistości wzrost z 7,8 proc. w zeszłym miesiącu. A recesja, którą odziedziczył Obama, jest niczym w porównaniu z tym, co Ronald Reagan odziedziczył po Jimmym Carterze. Dziś może ciężko w to uwierzyć, ale kiedy Regan składał prezydencka przysięgę, bezrobocie szybko rosło do – uwaga! – 10,8 proc. Gospodarka skurczyła się wtedy o 6 proc. A podczas recesji w latach 2008–2009 o 5,7 proc.

Obama może chwalić się powolnym wzrostem gospodarczym nie z powodu naprawdę bardzo optymistycznych wskaźników ekonomicznych, ale dlatego, że tak niskie są oczekiwania mieszkańców USA.

Wciąż ponad 12 milionów Amerykanów stoi w kolejkach do urzędów pracy. 41 proc. z nich pozostaje bez zatrudnienia od co najmniej sześciu miesięcy. Jeżeli dodać do tej liczby bezrobotnych szukających pracy i tych, którzy stracili już nadzieję, okaże się, że bezrobocie przekracza dziś 14,6 proc.  Wśród osób do 25. roku życia – to już 23 proc., wśród czarnoskórych – 40,5 proc.

Nowe podatki i wielki zastrzyk publicznych pieniędzy w gospodarkę trudno uznać za skuteczną kurację. Ponad trzy lata od oficjalnego końca recesji, który nastąpił w czerwcu 2009 roku, to był okres najpowolniejszego wychodzenia z zapaści w historii Stanów Zjednoczonych. Wzrost gospodarczy zatrzymał się na średnim poziomie 2,2 proc. Obama stworzył 3,3 miliona nowych miejsc pracy poza rolnictwem – a więc o 
7,7 miliona mniej niż Reagan. Wtedy amerykańską gospodarkę napędzały niższe podatki i ścisła dyscyplina monetarna. Dziś – wręcz przeciwnie. Rosnące daniny publiczne i poluzowanie finansów dramatycznie opóźniły powrót na ścieżkę szybkiego wzrostu. Opóźniły, ale nie przekreśliły. Obama liczył, że proces odrodzenia zacznie się jeszcze przed kampanią wyborczą. Tak się nie stało, ale gospodarka może ruszyć z miejsca teraz, tuż po wyborach. Niezależnie od keynesowskiej polityki nowego-starego prezydenta.

Przedwyborcze zapewnienia Mitta Romneya, że stworzy 12 milionów nowych miejsc pracy, spotkały się z szyderstwami. Ekonomiści wskazywali, że to żaden wyczyn. To i tak musi nastąpić w ciągu najbliższych czterech lat. Według analityków agencji Moody,s liczba nowych miejsc pracy w najgorszym razie osiągnie poziom 11,7 miliona. Według analiz przygotowywanych na potrzeby Białego Domu należy się spodziewać możliwości zatrudnienia 12,3 miliona bezrobotnych. Co prawda eksperci komisji budżetowej Kongresu chłodzą entuzjazm i mówią o nie więcej niż 9,3 miliona nowych miejsc pracy, ale to wciąż są poważne liczby, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę obecne problemy z bezrobociem.

...
Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Tu nas znajdziesz: DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Abp Henryk Hoser: Człowiek nie jest niewolnikiem wykonywanego zawodu

Zadaniem Kościoła nie jest redagowanie przepisów, 
ale ustawianie kadru aksjologicznego, w którym takie rozwiązania prawne powinny się mieścić. 
Mowa zwłaszcza o sprawach dotyczących życia ludzkiego – pisze ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej. >>
common