Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

REKLAMA
|
  • Warszawa
  • Białystok
  • Bydgoszcz
  • Gdańsk
  • Kalisz
  • Katowice
  • Kielce
  • Kraków
  • Lublin
  • Łódź
  • Olsztyn
  • Opole
  • Poznań
  • Rzeszów
  • Szczecin
  • Toruń
  • Wrocław
  • Zielona Góra
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Amerykańska mapa świata

Dariusz Rosiak 25-10-2012, ostatnia aktualizacja 25-10-2012 17:55
Dariusz Rosiak
Dariusz Rosiak
źródło: Fotorzepa
autor: Darek Golik

Zarówno Mitt Romney, jak i Barack Obama są niespecjalnie zainteresowani Ameryką w roli mocarstwa światowego. Łatwiej im zaakceptować wersję świata skurczoną do kilku obszarów – zauważa publicysta „Rzeczpospolitej”

Barack Obama przegrał pierwszą debatę, Mitt Romney drugą, trzecią przegrała amerykańska polityka zagraniczna. Żaden z kandydatów tak naprawdę nie chciał o niej mówić, woleli wracać do gospodarki, finansów, ewentualnie przekonywania Amerykanów, jak bardzo – w przeciwieństwie do konkurenta – nadają się na stanowisko naczelnego wodza największej armii świata. Można oczywiście uznać, że to wszystko nieważne, w kampanii chodzi wyłącznie o zdobycie głosów, wszelkie metody są dozwolone, skoro Amerykanów nie interesuje Afryka subsaharyjska, albo Niemcy, to nie ma sensu o nich mówić.

Glob się kurczy

A jednak kurczenie się świata według kandydatów na prezydenta USA to nie tylko zagrywka w kampanii. To postępujący element amerykańskiej polityki, którego prezydencka debata była ciekawą ilustracją. Jeśli ktoś miał jeszcze jakiekolwiek złudzenia co do zakresu realnego zainteresowania światem (czyli sfery ochrony amerykańskich interesów), to ta debata otwiera oczy.

Debata kandydatów na prezydenta obnażyła prawdę. Liczy się Bliski Wschód z przyległościami, liczą się Chiny i szerzej – rejon Pacyfiku. Reszta, w tym Europa, z punktu widzenia Ameryki jest drugorzędna

Jeszcze w trakcie debaty blogger serwisu Slate Matthew Yglesias opublikował „mapę świata według debaty prezydenckiej na temat polityki zagranicznej w 2012 roku”. Większa część globu jest na niej zaczerniona jako nieistniejąca. Istnieją tylko Rosja, Chiny na wschodzie, potem, idąc na zachód, Afganistan i Pakistan. Następnie mamy Iran, Irak, Syrię, Izrael, Arabię Saudyjską, wreszcie pasek na północy Afryki złożony z Egiptu i Libii, a na zakończenie w tej niewiarygodnie skurczonej wersji globu nieoczekiwanie występuje Mali. To egzotyczne nawiązanie do słów Romneya, który właśnie w Mali dostrzegł dowód na nieprawdziwość słów Obamy o tym, że za czasów jego prezydentury światowy terroryzm został osłabiony. Słusznie zresztą dostrzegł to Romney akurat w odniesieniu do Mali.

Na mapie nie było Polski – widać autor nie dosłyszał tego słowa z ust Romneya albo uznał (słusznie, jeśli tak uznał) tę cytowaną u nas powszechnie wstawkę za raczej pozbawioną znaczenia. Nie było mowy o największym sojuszniku USA po drugiej stronie Atlantyku – Wielkiej Brytanii, w ogóle nie było mowy o Europie. I znowu – możemy uznać, że w takiej debacie kandydatów interesuje wyłącznie to, co może im przynieść głosy wyborców, dlatego odwołują się oni wyłącznie do tego, co Amerykanów przeraża, czym można ich nastraszyć po to tylko, by siebie obsadzić w roli jedynego zdolnego uratować naród i państwo. Najwyraźniej kryzys euro Amerykanów nie przeraża, w każdym razie nie na tyle, by stanowił on realne zagrożenie dla interesów USA. Podobnie kandydaci nie mieli nic do powiedzenia na temat Indii – liczącej miliard ludzi rodzącej się potęgi.

Obrona Izraela

...
Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Barack Obama , Mitt Romney , usa

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Tu nas znajdziesz: DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Nowi liderzy

W Polsce pojawiła się nowa grupa działaczy społecznych łączących dwie wielkie polskie tradycje: romantyczną i pozytywistyczną – piszą publicyści Piotr Zbieranek i Jan Szomburg >>
common