Publicystyka
W Unii tyle autonomii co w USA
W nowym traktacie europejskim pewne sprawy powinny być zawarowane dla państw członkowskich raz na zawsze. Edukacja, moralność publiczna, podatki dochodowe powinny być wyłączone spod władzy Unii – mówi szef polskiej dyplomacji Igorowi Janke i Dominikowi Zdortowi
Jesteśmy w momencie, kiedy z Europą może się stać wszystko. Jak pan sobie wyobraża Unię za pięć lat?
Radosław Sikorski: Aby uporać się z kryzysem, najpierw musimy ustalić, na czym on polega. Na pewno głównym źródłem kryzysu nie jest – jak stwierdził w swoim tekście w "Financial Timesie" współautor traktatu lizbońskiego Jean-Claude Piris – rozszerzenie Unii, a wobec tego lekarstwem na kryzys nie byłoby jej ścieśnienie. To oburzający nonsens. Oczywiście my skorzystaliśmy na rozszerzeniu, ale skorzystała też Europa Zachodnia. Wielokrotnie wzrósł eksport z krajów starej Unii do Polski i innych nowych krajów UE. Rozszerzenie nie tylko nie przyczyniło się do kryzysu, ale wręcz odwrotnie – pomogło niektórym krajom europejskim odwlec moment prawdy o tym, na co stać państwo socjalne. Więc to nie jest kryzys rozszerzenia. To nawet nie jest kryzys walutowy, bo euro ma się nieźle wobec innych walut. To jest także tylko w ograniczonym zakresie kryzys zadłużenia, bo rynki różnie traktują różne zadłużone kraje i nie ma to prostego związku z ich długiem. Moim zdaniem kryzys w UE to kryzys wiarygodności. Rynki pożyczają tym, co do których mają wiarę, że odzyskają od nich pieniądze z godziwym zarobkiem. Więc receptą na kryzys musi być zwiększenie wiarygodności. Dlatego tak ważne było exposé premiera Tuska. Bo on nie czekał na kryzys naszej wiarygodności, uprzedzając testowanie naszej wiarygodności, zrobił coś, aby ją umocnić. Dokonując cięć na parę miliardów, możemy dzięki większej wiarygodności zarobić na kosztach obsługi zadłużenia.
Na pewno, choć gdyby zrobił to trzy czy cztery lata temu, nasza wiarygodność byłaby większa, a koszty obsługi długu już od jakiegoś czasu byłyby mniejsze. Ale wróćmy do pytania o przyszłość. Jak Europa może odzyskać wiarygodność?
Jeżeli instytucje wzajemnego miękkiego nadzorowania się, takie jak dobrowolny pakt stabilizacji, zawiodły, a ewidentnie zawiodły, to trzeba wprowadzić skuteczniejsze instrumenty. Wyobrażam więc sobie w przyszłości Europę bardziej zintegrowaną politycznie. Wyobrażam sobie instytucje europejskie z większymi prerogatywami wobec członków Unii, którzy łamią zasady rozsądnego gospodarowania.
Z różnych wypowiedzi członków polskiego rządu wynika, że nie jesteście przeciwni zmianom w traktacie lizbońskim.
Trudno się wypowiadać na temat propozycji zmian, które na razie są mgliste. Spodziewam się, że to będzie wersja tradycyjnego kontraktu europejskiego: trochę więcej wspólnego bezpieczeństwa za trochę mniej prawa do nieodpowiedzialności.
W trakcie takich negocjacji różne kraje próbują zwykle coś dla siebie ugrać. Mówi się, że Brytyjczycy już szykują listę żądań zwiększających ich suwerenność. Czy Polska będzie walczyć o coś dla siebie?
My naszą rolę widzimy inaczej niż Brytyjczycy, bo w Unii czujemy się komfortowo. Uważamy, że Unia jest projektem politycznym. I że powinna być raczej bardziej spójna niż mniej.
Niczego nie będziemy chcieli przy okazji renegocjacji zyskać dla Polski?
Korzyścią dla Polski będzie przetrwanie i rozwój federacji, przez członkostwo w której realizujemy nasze potrzeby bezpieczeństwa i dobrobytu. Nie chcemy wyszarpywać jakichś prerogatyw po to, żeby z nimi uciec na peryferie, tylko abyśmy jako patriotyczni Polacy i patriotyczni Europejczycy zadbali, żeby z jednej strony federacja działała dobrze, a z drugiej szanowała tożsamości narodowe.
To znaczy?
Jeśli na nowo wyznaczamy – zgodnie z zasadą subsydiarności – to, co ma być federalne, i to, co ma być narodowe, to ja bym widział możliwość zawarowania pewnych spraw dla państw członkowskich raz na zawsze. Sądzę, że państwa członkowskie Unii powinny mieć co najmniej tyle autonomii, ile mają stany USA. Edukacja, moralność publiczna, podatki dochodowe powinny być wyłączone spod władzy Unii. Możemy oddać federacji więcej kompetencji tam, gdzie to ma sens z punktu widzenia efektywności, siły oddziaływania i prestiżu Europy w globalnym świecie, tam gdzie to ewidentnie jest dla wszystkich użyteczne. Tak jest już obecnie z polityką handlową. Jako kraj jesteśmy w tej dziedzinie ubezwłasnowolnieni ku olbrzymiemu naszemu pożytkowi.















