REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Tusk na budowie

Michał Szułdrzyński 17-08-2011, ostatnia aktualizacja 17-08-2011 21:45
Michał Szułdrzyński
autor: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa
Michał Szułdrzyński
Przekaz jest banalnie prosty: nie zbudowaliśmy autostrad, ale trochę jednak ich się buduje, kilka stadionów też już mamy. Ktoś zrobiłby to lepiej? (na zdjęciu premier na budowie autostrady A4, Nowa Wieś 13.11.2010 r.)
autor: Krzysztof Łokaj
źródło: Fotorzepa
Przekaz jest banalnie prosty: nie zbudowaliśmy autostrad, ale trochę jednak ich się buduje, kilka stadionów też już mamy. Ktoś zrobiłby to lepiej? (na zdjęciu premier na budowie autostrady A4, Nowa Wieś 13.11.2010 r.)
Redakcja poleca:

Hasło "Polska w budowie" sprawnie wytrąca opozycji broń z ręki. No bo jak tu wierzyć w krytykę, skoro Platforma sama przyznaje się do błędów? – pyta publicysta "Rzeczpospolitej"

Wymyślając hasło "Polska w budowie", sztabowcy Platformy Obywatelskiej kolejny raz udowodnili, że dobrze rozumieją odczucia Polaków i potrafią z sondaży odczytywać sygnały. Jeszcze lepiej można to dostrzec w instrukcji rozsyłanej przez kampanijną centralę działaczom chodzącym od domu do domu i przekonującym rodaków do ponownego oddania głosów na partię Donalda Tuska. Sztabowcy przedstawiają najprostszą opowieść o rządach Platformy – o fajnych chłopakach, którzy trzymają ster władzy w Polsce i na których po prostu trzeba jeszcze raz zagłosować.

Zarzut czy atut

Dlaczego hasło "Polska w budowie" wydaje się trafione? Bo odpowiada na najpoważniejsze zarzuty, jakie opozycja stawia rządowi Tuska. Że rząd nic nie robi oraz że każdym swoim działaniem realizuje interes obcych mocarstw, oddając suwerenność Polski Berlinowi i Moskwie. Drugi typ zarzutów można spotkać u najtwardszej części elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. A szanse na przekonanie do Donalda Tuska tej grupy bliskie są zera. Dlatego PO w ogóle nie podejmuje z nimi polemiki. Wybiera natomiast zarzut nicnierobienia, dosyć powszechny nawet wśród zadeklarowanych wyborców Platformy i stara się go przekuć w sukces albo przynajmniej rozbroić tę minę tak, by z głównego oskarżenia stała się atutem rządzącego ugrupowania.

W instrukcji czytamy: "Nie zaprzeczamy, że nie wszystko idzie tak, jak zaplanowaliśmy, zgodnie z rządowym harmonogramem. Ale Polska jest w budowie i jak to na budowie zdarzają się opóźnienia, niedociągnięcia, nierzetelni wykonawcy, których trzeba wymienić, itp.". Przekaz Platformy jest więc banalnie prosty: zdajemy sobie sprawę, że cztery lata to nie było pasmo sukcesów. Ale jesteśmy tacy jak wy. Czy wam się wszystko w ciągu ostatnich lat udało? Zrealizowaliście wszystkie plany? Czy to, co wam się nie udało, wynikało wyłącznie z waszej winy? A może z powodu kryzysu czy na skutek działania innych? No i rozejrzyjcie się dookoła. Nie zbudowaliśmy autostrad, ale trochę jednak ich się buduje, kilka stadionów też już mamy. Ktoś zrobiłby to lepiej? Kaczyński? Napieralski?

Naszym atutem jest to, że jesteśmy świadomi własnych błędów, nie ukrywamy ich przed wami. I mówimy szczerze: dajcie nam jeszcze cztery lata, wtedy będzie lepiej.

Sztabowcy pouczają prowadzących lokalne kampanie działaczy wielkimi literami pisząc: "Bardzo ważne: NIE CHWALIMY SIĘ! Ludzi to odpycha". Bo wszystkie sondaże pokazują, że Polacy za bardzo nie wierzą, że premier dotrzymuje słowa, że spełni dane obietnice, że ciężko pracuje dla Polski. Zamiast więc udawać, że jest inaczej, pokażmy, że on jest taki sam jak wy.

A gdyby ktoś z rozmówców kandydata PO był zbyt dociekliwy i pokazywał dziury w całym? Na kogo zwalić winę? Najprościej byłoby na PiS i Lecha Kaczyńskiego. Ale instrukcja tego surowo zabrania: "Nie tłumaczymy problemów działaniami opozycji ani byłego prezydenta. Ludzie są zmęczeni wojnami polityków".

Co to oznacza? Że niepowodzeniom Platformy nie są winni ani jej politycy, ani politycy opozycji. Platforma nie zrealizowała obietnic, bo obiektywnie się nie dało – można zrozumieć z przedstawianej nam narracji.

Postpolityka

Diagnoza zmęczenia politycznymi wojnami to rozwinięcie głównego wątku ostatniej kampanii samorządowej. Pamiętamy wielkie billboardy z nieistniejącymi inwestycjami i hasłem: "Nie robimy polityki, budujemy stadiony/mosty/autostrady". I choć zimowa klęska infrastrukturalna na kolei, skandale z wykonawcami autostrad mocno nadszarpnęły wizerunek Platformy jako partii kompetentnej zajmującej się modernizacją Polski, samo hasło wyborów samorządowych pomogło Platformie je wygrać.

Bo Polacy są naprawdę zmęczeni polityką. Pasjonują się nią, gdy dochodzi do gorących sporów i wojen, ale zarazem te wojny ich nużą. Na co dzień marzą o bogactwie, nowoczesności i normalności. A normalność wydają się rozumieć tak: my głosujemy na partię, która przez cztery lata rządzi po cichu, nie zawracając nam zbytnio sobą głowy. Czyż nie tak właśnie jest w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii?

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Saryusz-Wolski: Grecja: próba dla całej Unii

Groźny jest jednak nie tylko finansowy aspekt kryzysu greckiego, ale też jego konsekwencje geopolityczne w postaci potencjalnej destabilizacji na południowo-wschodniej flance Unii Europejskiej >>