REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Odpolitycznienie TVP, czyli to samo, tylko bardziej

Dariusz Rosiak 25-07-2010, ostatnia aktualizacja 25-07-2010 23:36
Dariusz Rosiak
autor: Maciej Skawiński
źródło: Fotorzepa
Dariusz Rosiak
Redakcja poleca:

Pomysł sprywatyzowania misji publicznej przez ludzi, którzy wiedzą, na czym polega telewizja, jest nęcący. Chętnie oddałbym TVP w wieczystą dzierżawę katarskim szejkom z al Dżaziry – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Kolejny polski rząd podejmuje trudną i odpowiedzialną misję odpolitycznienia mediów publicznych poprzez wprowadzenie do nich polityków, głównie własnych. Powinniśmy się do tego przyzwyczaić, jak napisał Mariusz Max Kolonko w tekście „Telewizja bez maski”: „Polacy muszą przyjąć (upolitycznienie TVP) do wiadomości i uznać za fakt trwały, wynikający z relacji zachodzących między światem mediów i władzy”.

Upolitycznienie, a ściślej upartyjnienie mediów publicznych, czyli oddanie publicznej własności w pacht grupie funkcjonariuszy partyjnych, ma być więc czymś na kształt grawitacji albo prawa Archimedesa. A praw fizyki, jak wiadomo, pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb. Na szczęście, pisze Kolonko, „telewizja upolityczniona może być atrakcyjna”.

Po „słusznej” stronie

Przykładem upolitycznionej atrakcyjnej telewizji jest Fox News w Ameryce, najczęściej oglądana stacja na rynku. Z tym że, jeśli brać pod uwagę kryterium oglądalności, to wbrew temu, co sugeruje Kolonko, nasze upolitycznione media nie potrzebują Ruperta Murducha: TVP jest również najczęściej oglądaną stacją na rynku. Czyli, znaczy się: nie ma problemu. Jest oglądalność, a politycy byli, są i będą.

Główną winę za akceptację tego stanu rzeczy ponoszą nie politycy, tylko dziennikarze. Politycy zachowują się zgodnie z wymogami zawodu: biorą władzę wszędzie tam, gdzie leży. Gorzej, że polskie dziennikarstwo, nie tylko w mediach publicznych, psieje. Kolonko trafnie opisuje najbardziej cyniczne zachowania grup „mediaworkerów” w telewizji, ale nie taką zawodową demoralizację mam na myśli.

Istotą wykonywania zawodu dziennikarza w Polsce jest dziś posiadanie opinii. Nie chodzi o poszukiwanie prawdy i przedstawianie jej w stopniu najbardziej możliwym do osiągnięcia, gdyż prawdy, jak wiadomo, nie ma. Są tylko jej polityczne wersje. Nie chodzi o wyjaśnianie zawiłości zjawisk politycznych i społecznych, bo to trudne i nie ma takiego cudu, który sprawi, żeby zmieściło się w półtoraminutowym kawałku. Nie chodzi o bezstronność, bo nikt nie jest bezstronny, wszyscy mamy poglądy, a jeśli ktoś udaje, że nie ma, to jest kłamcą.

Dziennikarze nie tylko nie ukrywają swoich sympatii politycznych i partyjnych, ale chełpią się nimi. Kilka lat temu Jacek Żakowski, czołowy komentator polityczny, otwarcie przyznał na antenie stacji radiowej, na którą partię głosuje, co wywołało nieśmiałe pytania o wiarygodność i rzetelność jego analiz. Dziś swoje preferencje partyjne ujawniają otwarcie Tomasz Sakiewicz, Joanna Lichocka, Piotr Pacewicz, Tomasz Lis i inni czołowi polscy publicyści. Ujawniają je z dumą, otwarcie i z przekonaniem, że między rzetelnym wykonywaniem zawodu dziennikarza a otwartym wspieraniem partii czy kandydata w wyborach prezydenckich nie ma sprzeczności.

Jednocześnie regułą rządzącą polskim dziennikarstwem w ostatnich latach jest poniżanie kolegów o innych poglądach (zwłaszcza o poglądach życzliwych wobec PiS) i przyczepianie im etykiet, które mają podważyć ich wiarygodność. Dziennikarze sami sobie narzucają obowiązek stanięcia w wojnie polsko-polskiej po „słusznej” stronie, bo przecież inaczej nie da się uprawiać tego zawodu.

Test patelni

Otóż da się. Nie znoszę porównań Polski z krajami „bardziej cywilizowanymi”, ale akurat w tym wypadku wspomnę historię legendarnego brytyjskiego prezentera BBC Johna Humphrysa, który w latach 90. w programie „Today” prowadził wywiad z politykiem Partii Konserwatywnej. Na sugestię polityka, że wspiera labourzystów, Humphrys wybuchnął: „Jak pan śmie sugerować, że wie pan, na kogo ja głosuję?!”. Po czym przerwał wywiad i wyprosił polityka ze studia.

Dlaczego u nas ludzie, którzy powinni być katechetami, działaczami gejowskimi albo kustoszami muzeów pamięci narodowej, tak chętnie lgną do dziennikarstwa?

Martin Bell, znakomity brytyjski reporter, po wojnie na Bałkanach, którą relacjonował dla BBC, zrezygnował z uprawiania zawodu, tłumacząc, że nie może być bezstronnym dziennikarzem wobec ogromu zła, które widział. Wystartował w wyborach do Izby Gmin i zdobył mandat. Dziś, zamiast udawać dziennikarstwo, prowadzi działalność polityczną. Czy my, polscy dziennikarze, rozważamy w ogóle tego typu dramatyczne dylematy? A jeśli nie, to dlaczego?

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Szułdrzyński: O plemieniu zwanym Platformą

W tym tygodniu po raz kolejny zyskał lider "Solidarności" Piotr Duda. Szczerze mówiąc zyskiwał każdego dnia >>