Publicystyka
Wszyscy zahipnotyzowani
Subotnik Ziemkiewicza
Już po raz drugi w ciągu kilku tygodni „Polityka” daje na okładce zdjęcie mężczyzny, którego oczom graficzne podkreślenie nadaje wyraz kojarzący się z tzw. opowieściami niesamowitymi. Poprzednio miał to chyba być jakiś KGB-ista, symbolizujący spiskowe teorie na temat przyczyn katastrofy. W najnowszym numerze straszy twarz Jarosława Kaczyńskiego, komputerowo podretuszowana na Kaszpirowskiego. A właściwie straszy nie tyle twarz, co zapowiedź, że ten straszny hipnotyzer chce nas pozbawić pamięci. Nie całej, tylko pamięci o tym, jak wyglądały jego rządy.
Skomentuj na blogu
Właściwie… Wszystkie tuby władzy trąbią bezustannie: Polacy dobrze pamiętają, jak wyglądały rządy Kaczyńskiego! Polacy nie zapomnieli „IV Rzeczpospolitej”! Ale jeśli tak z Polakami pogadać i zapytać: no dobrze, co konkretnie strasznego było w tych rządach, przypomnijcie sobie, jak zagrażały one demokracji i wam osobiście? − to nagle okazuje się, że, faktycznie, „Polityka” ma rację. Kaczyński najwyraźniej zdołał Polaków zahipnotyzować, bo nawet ci najbardziej salonowi i antykaczyńscy długo się drapią w głowę z coraz bardziej głupią miną, mamrocząc: no, atmosfera nienawiści… podejrzliwości… ten, dzielenia ludzi. No, w ogóle, atmosfera, taka paskudna atmosfera… W końcu udaje im się wykrztusić: ZOMO! Powiedział, że przeciwnicy to ZOMO!
No dobrze, powiedział trochę inaczej, ale niech będzie to ZOMO. I to jedno zdanie stworzyło taką paskudną atmosferę? Niech sobie przypomnę… nazwał przeciwników przynajmniej „bydłem”? „Dewiantami”? Nie, to nie on, to Bartoszewski. Lepiej go dalej nie cytować. Niesiona, Palikota czy Nowaka też nie.
Drapię się w głowę, bo, proszę państwa, uświadamiam sobie, że i ja się do zahipnotyzowanych zaliczam. Były zagrożenia dla demokracji? Skoro pisała o tym cała prasa, i Polska, i światowa, to musiały być, ale jakie były? Myślę − może zamach na niezależność banku centralnego?
Tak, coś pamiętam, był zamach na niezależność banku centralnego, próba wyssania z NBP czterech miliardów złotych na łatanie dziur w budżecie, i Europejski Bank Centralny musiał interweniować… Ale nie, to przecież było za Tuska.
To może… Ziobro! Tak, Ziobro, ten to ma na sumieniu… Tylko co? Laptop, coś sobie przypominam, ale o co właściwie szło z tym laptopem? Że mu spadł i się klapka ułamała? Bo przecież mimo żmudnego śledztwa poza scenariuszem Patrycji Koteckiej niczego zdrożnego tam nie odkryto.
Służby specjalne. Przecież Adam Michnik bał się, że ktoś mu zapuka do drzwi o piątej rano, tyle gwiazd ekranu i celebrytów zwierzało się z lęku, jaki czują na widok obcego samochodu. Ziobro! Tak, Ziobro podobno naciskał… a nie, to jakiś czas temu umorzono. Ale za to chciał… nie, to też umorzono. Ostatnio umorzono zarzuty, jakoby złamał prawo informując o postępach któregoś ze śledztw Jarosława Kaczyńskiego. Cholera, wszystko zostało przez ostatnie dwa lata poumarzane, wszystkie zbrodnie Ziobry i Kaczyńskiego… No, to tylko świadczy o sile hipnotyzera, skoro obezwładnił tyle prokuratur, czego się prokuratorzy nie tknęli, po długim badaniu orzekali cichutko − nie, nic nie było, pic na wodę i fotomontaż. Pozostała do umorzenia jeszcze tylko jedna sprawa, rzekomych nadużyć CBA przy śledztwie w sprawie Leppera. Co prawda sąd już uznał, że dowody były zdobyte legalnie, ale prokuratura wciąż bada, pewnie głupio jej umorzyć, skoro na podstawie zmieniono szefa CBA. No, ale w końcu też umorzy, wiadomo − hipnoza.
CBA? Zaraz, zaraz… Premier zmienił szefa tej służby łamiąc prawo, bez zasięgnięcia opinii prezydenta, choć ustawa mówi to wyraźnie. No, wreszcie coś mamy! Ale nie, to przecież też był Tusk…
Nie jest dobrze, taka luka w pamięci? Może coś z dziedziny „brak szacunku dla litery prawa”? Kaczyński skrytykował wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ten w sprawie ubeckich emerytur… A nie, ten to skrytykował Komorowski. A jak Komorowski krytykował, to krytyki Kaczyńskiego też nie można już dłużej uznawać za atak na podstawy demokracji. Dobrym przykładem lekceważenia prawa byłoby też przejęcie obowiązków prezydenta w sposób zupełnie nie liczący się z ustawą (cóż, nie było jej w Wikipedii), ale i ten przykład na nic, bo i to Komorowski. Niestety, wszystkie przypadki obchodzenia czy łamania prawa, jakie mi przychodzą do głowy, na nic się tu nie przydadzą, bo dotyczą rządów PO. A za Kaczyńskiego to nic nie było? Musiało coś być, skoro wszyscy o tym pisali, autorytety skarżyły się zagranicznym gazetom i nawet urządziły sesję na UW. Tylko nikt nie potrafi dziś powiedzieć, co. Hipnoza.















