Publicystyka
Prezydent na serio
- Większość Polaków nie wróci już raczej tak po prostu do dawnego dyskursu o obciachowym Kaczorze – pisze publicysta
Próbując ogarnąć, co właściwie się wydarzyło tragicznego 10 kwietnia, wciąż omijamy to, co najważniejsze. Każdy obdarzony choćby minimum wrażliwości metafizycznej musi być wprost porażony wielopiętrową symboliką. Miejsce: nieopodal katyńskiego lasu. Czas: sakralny – wigilia Niedzieli Miłosierdzia Bożego; świecki – 70. rocznica mordu katyńskiego; sakralno-świecki – tuż po piątej rocznicy odejścia Jana Pawła II. Osoby: prezydent RP, jego małżonka, ludzie zasłużeni dla państwa i społeczeństwa, komplet dowódców wojska, duchowni różnych wyznań, rodziny pomordowanych w Katyniu.
To nie był jeden z tysięcy samolotów, jakie przemierzają przestrzeń powietrzną całego świata. Okoliczności katastrofy: jeśli potwierdzi się hipoteza rosyjskiego hobbysty lotniczego i samolot rzeczywiście uderzył o ziemię, odwróciwszy się na grzbiet, będzie to znaczyło, że w tych warunkach nikt nie miał szansy na przeżycie.
A mogło być zupełnie inaczej, mniej tragicznie: niewielka prędkość i wysokość lotu, mała ilość paliwa, o czym świadczyłby niezbyt intensywny pożar. Ale było tak: musieli zginąć wszyscy. Ktoś tak dopuścił. I jeszcze ten wulkan...
Naprawdę, głowa pęka od tej symboliki. Rozmawiamy o tym, bo nie sposób nie rozmawiać, ale nikt nawet nie próbuje tego interpretować. Ja z pewnością też nie będę. Za wcześnie na to. I nie chodzi tu o racjonalne zrozumienie. Nie warto próbować, to prosta droga na manowce. Jednak każdy znak – a to naprawdę Znak przez ogromne „Z” – wymaga naszej odpowiedzi.
Więc te gorączkowe rozmowy, pytania bez odpowiedzi, nieudolne próby interpretacji – to nie jest tylko rozpaczliwe poszukiwanie sensu w czymś, co po ludzku sensu nie ma. Szukać trzeba, nawet jeśli dziś nie sposób nawet znaleźć choćby pierwszych, wstępnych słów do opisania tego, co naprawdę – w najgłębszym sensie – się wydarzyło i co to znaczy dla nas – tych, którzy pozostali.
Nędza protestów
Nie jest natomiast moim zdaniem za wcześnie na próby opisania Narodowej Żałoby (te duże litery nie są nadużyciem) na poziomie bardziej ludzkim. Trwa już zresztą podskórny spór o sens ostatnich dni. Nie zawsze zresztą podskórny, jak pokazuje choćby kontrowersja w sprawie pochówku pary prezydenckiej na Wawelu.
Należy przy tym odróżnić dwie warstwy tego sporu. Jedna to poważny namysł, w którym racje są po obu stronach. Nie będę ukrywał, że moim zdaniem Lech i Maria Kaczyńscy na Wawel zasługują. Nie mam jednak zamiaru odmawiać dobrej woli wszystkim, którzy są innego zdania. Choć nie, niektórym jednak odmawiam. Zwłaszcza tym, którzy zaangażowali się w hałaśliwą, dramatycznie uwłaczającą powadze żałoby kampanię listów, demonstracji itp.
O ile nie dziwi, choć smuci, udział w niej ludzi młodych, którzy uwierzyli, że świętości są wyłącznie po to, by je szargać, o tyle niepojęte dla mnie jest to, że twarz tej kampanii chciał dać Andrzej Wajda. Legenda kinematografii, kręcący filmy nie z pustej fascynacji obrazkami, ale po to, by mówić o sprawach ważnych – nie dostrzegł małości i nędzy akcji, na której czele stanął.
Niepojęte to, tym bardziej że właśnie jego „Katyń” odegrał w ostatnich wypadkach tak ogromną rolę, sprawiając, że siłą filmowego obrazu mord na polskich oficerach zyskał po tylu latach świadków – nas wszystkich, którzyśmy film Wajdy widzieli.
„Obciachowa” prezydentura
Na czym jednak polega spór o sens żałoby – ten prawdziwy, pod warstwą mętnej piany? Otóż moim zdaniem chodzi o odpowiedź na pytanie, co właściwie czcimy w Narodowej Żałobie. Czy wyłącznie warstwę symboliczną: powagę urzędów, majestat śmierci – nagłej, niespodziewanej, masowej i okrutnej – czy także osoby? Paradoksalnie, co do osób towarzyszących parze prezydenckiej odpowiedź jest raczej oczywista: jedno i drugie.
Różnice dotyczą samego prezydenta. Jedni zdają się sugerować, że właściwie obojętne, kto by zginął, pełniąc najwyższy urząd w państwie – reakcja ludzi byłaby taka sama. Inni – przeciwnie: nie ujmując znaczenia powyższym czynnikom symbolicznym, są zdania, że setki tysięcy ludzi składają hołd temu właśnie prezydentowi – śp. Lechowi Kaczyńskiemu.















