Publicystyka
Komorowski tłumów nie porwie
Choć dziś pozycja marszałka Sejmu wydaje się niezwykle mocna, to jego zwycięstwo w wyborach prezydenckich nie jest ani takie pewne, ani oczywiste – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Bronisław Komorowski, zgodnie z przewidywaniami, został kandydatem Platformy Obywatelskiej w wyborach prezydenckich. To on stanie w szranki z Lechem Kaczyńskim. Jakim będzie rywalem dla obecnego prezydenta? Wiele wskazuje na to, że będzie trudniejszym przeciwnikiem, niż byłby Radosław Sikorski.
Początkowo się wydawało, że szef MSZ dzięki swojej wyrazistości i młodzieńczemu wizerunkowi mógłby być atrakcyjnym kandydatem, szybko się jednak okazało, że ta żywiołowość i antykaczyńska agresja nie są dobrze odbierane ani przez działaczy Platformy, ani – co wykazały sondaże – przez ogół wyborców. Można założyć, że Sikorski z dużą łatwością atakowałby Lecha Kaczyńskiego, jednocześnie sam wystawiając się na łatwy cel ataków przeciwników.
Silny mandat
Z Komorowskim sprawa będzie trudniejsza, choć marszałek Sejmu nie jest wolny od wad. Jednym z jego najsłabszych punktów jest – mówiąc delikatnie – szczególna troska o Wojskowe Służby Informacyjne. Zapewne będzie to przedmiotem badań dziennikarzy oraz zainteresowania konkurencyjnych sztabów wyborczych. W prywatnych rozmowach nawet posłowie Platformy Obywatelskiej się dziwią, skąd u Komorowskiego wzięła się taka sympatia do WSI.
Tyle że sprawa ta jest w stanie wywołać emocje przede wszystkim twardego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, a więc zdeklarowanych wyborców Lecha Kaczyńskiego. A z punktu widzenia strategii kampanii Komorowskiego ci wyborcy i tak są nie do zdobycia, nie ma więc sensu specjalnie przejmować się ich reakcjami. Dla marszałka Sejmu ważni są wyborcy Platformy, a ci dali mu już mocne poparcie w quasi-prawyborach.
Bo niezależnie od ocen, jakie wystawiamy samej imprezie, bez wątpienia dała ona Komorowskiemu silną pozycję startową. Niejasna sprawa WSI nie powinna być tu więc znacząca. Natomiast ta część wyborców PO, dla której stosunek do przeszłości jest ważny, będzie pamiętać Komorowskiemu przede wszystkim jego twardą antykomunistyczną działalność w latach 70.
I dla Lecha Kaczyńskiego, i dla Bronisława Komorowskiego – bo tylko oni tak naprawdę liczą się w grze – kluczowe będzie zachowanie wyborców, którzy w pierwszej turze zagłosują na Jerzego Szmajdzińskiego, Andrzeja Olechowskiego czy Waldemara Pawlaka. Mówiąc najogólniej: wyborców, którzy o PRL nie myślą z nienawiścią i którzy chcieliby jak najszybciej pogrzebać sprawy lustracyjno-historyczne. Tym wyborcom znacznie bliżej zaś jest do Bronisława Komorowskiego niż Lecha Kaczyńskiego. Słowem, nadzieje części zwolenników PiS i samego prezydenta, że sprawa WSI może w kampanii „zagrać”, są, moim zdaniem, płonne.
Medialna ofensywa kontra cicha kampania
Na rzecz Komorowskiego zdecydowanie przemawia to, że sprawuje funkcję marszałka Sejmu i nie jest członkiem rządu. To ważne, zwłaszcza dziś. Wiele wskazuje bowiem na to, że kończy się czas ogólnego zadowolenia.
W coraz większej grupie wyborców narasta obawa przed dalszym zadłużeniem państwa oraz przed pogorszeniem ich osobistej sytuacji ekonomicznej. Wielu ludzi zaczyna poważnie obawiać się utraty pracy, niemożliwości spłaty zaciągniętego kredytu, pogorszenia poziomu życia rodziny. W takiej sytuacji rząd (choć utrzymuje ciągle kraj na plusie, ale jest też oskarżany o brak reform) może stać się łatwym celem. A Bronisława Komorowskiego trudniej będzie atakować za to, czego rząd nie zrobił. Lech Kaczyński i jego sztab zatem na narastających lękach społecznych mogą wiele nie ugrać.
Co nie znaczy wcale, że wszystko już zostało rozstrzygnięte, i Bronisław Komorowski prezydenturę ma w kieszeni. Obecne sondaże – pokazujące dużą przewagę marszałka nad prezydentem – dość szybko mogą się zmienić.
Trzeba bowiem pamiętać, że ostatnie dni to był czas wielkiej i niezwykle intensywnej medialnej ofensywy Platformy Obywatelskiej. Obecny prezydent pozostawał w cieniu. Teraz można założyć, że na pewien czas zniknie Komorowski. Musi przecież sformować sztab, opracować strategię, która – jak się wydaje – jeszcze nie jest gotowa. A po stronie obecnego prezydenta ten etap pracy jest już wykonany. Tam wszystko było jasne: i założenia kampanii, i jej główne punkty są już mniej więcej gotowe. Kaczyński już za chwilę będzie mógł przejść do ofensywy.















