Publicystyka
Tylko gejowska propaganda
W strasburskim Trybunale znów górę wzięły względy ideologiczne. Bo zgodnie z polskimi przepisami większy problem z „dziedziczeniem" prawa najmu może mieć wnuczek po babci, niż homoseksualista po swoim partnerze – pisze publicysta „Rz"
Tytuły ogólnopolskich dzienników w środę wywoływały nieodparte wrażenie, że wyrok Trybunału w Strasburgu nie tylko po raz kolejny surowo napiętnował Polskę jako kraj dyskryminujący osoby homoseksualne, ale wręcz postawił na głowie porządek prawny nie tylko u nas, ale w całej Europie.
Warto jednak wrócić na ziemię i na spokojnie zadać pytanie: czy polskie prawo rzeczywiście dyskryminuje mniejszości seksualne? Odpowiedź może być tylko jedna: to niemożliwe, ponieważ zabrania tego konstytucja. Mówiąc o równości wszystkich obywateli wobec prawa, zabrania ona ustawodawcy traktowania kogoś lepiej lub gorzej.
Modna linia
Wyrok Trybunału wydaje się wpisywać w ostatnio modną w Strasburgu linię orzeczniczą, w której ideologia może brać górę nad twardą weryfikacją porządku prawnego danego państwa. Tak było np. w sprawie krzyży we włoskich szkołach, wyrok odbił się szerokim echem w znacznej część Europy. Tego typu wyroki mają jednak to do siebie, że choć efektowne, ich siła oddziaływania na porządek prawny zdaje się niewielka.
Wróćmy jednak do wtorkowego orzeczenia. Trybunał uznał, mówiąc w skrócie, że 50-letni Piotr Kozak jest traktowany gorzej od innych obywateli, ponieważ jako osoba homoseksualna nie mógł wejść w stosunek najmu po zmarłym partnerze życiowym. Trybunał przyznał mu rację, orzekając, że krajowe sądy naruszyły jego prawa. Nie miał znaczenia nawet fakt, że urzędnicy odrzucili wniosek Kozaka w sprawie najmu z przyczyn formalnych.
Ich zdaniem, nie działał on w dobrej wierze, gdyż w tym samym czasie, gdy starał się o lokal po zmarłym partnerze, mieszkał na stałe w innym miejscu. To, według urzędników, dyskwalifikowało jego wniosek.
Jednak, patrząc na przepisy kodeksu cywilnego, trudno tu mówić o dyskryminacji. Artykuł 691 § 1 mówi, że w razie śmierci najemcy lokalu mieszkalnego w stosunek najmu lokalu wstępują "małżonek (...) oraz osoba, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą". Kropka. Przepis nic nie mówi, że chodzi o wspólne pożycie kobiety i mężczyzny. To wynika z orzecznictwa.
Czytając wprost ten przepis, można więc odnieść nawet wrażenie, że osoba homoseksualna ma paradoksalnie znacznie większe szanse na wejście w stosunek najmu lokalu po zmarłym partnerze niż np. wnuczek po babci, który z oczywistych względów nie może pozostawać we "wspólnym pożyciu".
Ideologia górą
Sprawę możliwości przejęcia najmu mieszkania przez wnuka badał zresztą Sąd Najwyższy w 2002 r. Stwierdził wtedy, że wnuk nie ma takiego prawa, nawet gdy łączyła go z najemcą (babcią lub dziadkiem) więź gospodarcza czy uczuciowa. Zdanie to SN podtrzymał w niedawnej uchwale z 2009 r. w sprawie, w której przedłużenia najmu chciał brat zmarłej najemczyni.
Przepisami tymi zajmuje się zresztą ostatnio Sejm. Do tzw. komisji Palikota trafił projekt, który miałby umożliwić "dziedziczenie" najmu właśnie przez wnuka. Komisja jednak rekomendowała go negatywnie, uznając, że takie rozszerzenie kręgu uprzywilejowanych uderza w prawa właściciela lokalu (w tym przypadku chodziło o gminę). Bo to właśnie właściciel powinien w jak najszerszym stopniu decydować o tym, komu nadal będzie wynajmował lokal – biorąc pod uwagę np. kwestie finansowe czy poziom kultury lokatorów.
Właśnie kwestia ochrony praw właściciela wywołała zresztą już jakiś czas temu dyskusję w środowisku prawniczym, w której coraz częściej wspomina się o konieczności zawężenia tego przepisu.
Ciekawe, jak zachowaliby się strasburscy sędziowie, gdyby na wokandę trafiła sprawa wspomnianego wnuczka. Czy również wtedy argument o dyskryminacji byłby ważniejszy niż ochrona prawa decydowania własności? Wyrok, jaki zapadł we wtorek w Strasburgu, wskazuje, że w Trybunale względy ideologiczne wzięły górę.
Jakie znaczenie ma taki wyrok dla Polski? Z powyżej wymienionych względów w praktyce niewielkie. Świetnie podsumował to wczoraj w "Dzienniku Gazecie Prawnej" jeden z prawników: "Polskie prawo nie odnosi się do związków homoseksualnych, nie ma regulacji w tym zakresie, więc wyrok nie stanowi bezpośredniej podstawy do dochodzenia roszczeń".















