Opinie
Być jak John Wayne
Amerykański western „Rio Bravo” pokazuje, jak należy prowadzić skuteczną politykę i osiągać cele – mówi szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak
Rz: Czego nam dziś w Polsce brakuje?
Władysław Stasiak: Planowania strategicznego i modernizacji państwa.
I pan to mówi? Były minister rządu PiS?
Tak. Musimy ustalić nasze cele strategiczne i planować działania, które mają do nich doprowadzić.
Co pan rozumie przez słowo „modernizacja”?
Potrzebujemy pogłębionego planu rozwoju. Porządnych dróg, dobrej kolei, lotnisk. Niezwykle ważne jest też bezpieczeństwo energetyczne, bo jego stan pokazuje też, czy państwo jest nowoczesne i suwerenne. Trzeba rozmawiać też o szerokopasmowym Internecie w całym kraju, o dobrej edukacji, która da nam szansę na uczestnictwo w globalnym wyścigu. Uczmy porządnie matematyki, ale i historii. Victor Orban napisał taką książkę: „Ojczyzna jest jedna”. Człowiek, który kojarzony jest z wolnorynkowym poglądem na rzeczywistość, mówi, że ludziom potrzebna jest wspólnota. Potrzebny jest sztandar. Tego sztandaru nam brakuje. Sztandaru, czyli przekonania, że wspólnie możemy wiele dokonać.
W każdej sprawie warto walczyć do końca. Mainstream nie ma monopolu na słuszność.
Woli wspólnego działania nam brakuje, to fakt.
Brakuje nam uruchomienia potencjału społecznego, niektórzy nazywają to kapitałem społecznym. Brakuje nam takiej spójności społecznej, zaufania nie tylko na czas exposé, ale na co dzień. Zaufania, które sprawia, że ludzie są w stanie dokonywać poważnych rzeczy, że ludzie chcą uczestniczyć w poważnych projektach, by osiągnąć poważne cele. Do tego potrzebne jest też poczucie zakorzenienia. Poczucie tego, że razem skądś pochodzimy, że mamy pewne wspólne wartości. Modernizacja bez wspólnego działania nie jest możliwa.
Tę siłę społeczną muszą budować przywódcy. Coś się takiego dzieje, że w Polsce postsolidarnościowym przywódcom, zwłaszcza tym rządzącym po 2005 roku, nie udało się tego zrobić. Tuż przed przejęciem przez nich władzy był taki rzadko zdarzający się w historii moment gotowości społeczeństwa do głębokich przemian, kiedy jest gotowe na więcej. I to siadło.
Siadło. Ale to fałszywa alternatywa, że albo grillujemy, albo są nerwy, napięcie, spory i walka.
Ale jeden przywódca zaproponował nam jedno, a inny – drugie.
A ja myślę, że są momenty, kiedy jest fajnie pogrillować, i są momenty, kiedy trzeba powalczyć. Nie ma nic złego w grillu, ale walczyć też czasem trzeba. Fajnie jest, kiedy możemy wypocząć, ale są też chwile, kiedy trzeba uruchomić potencjał. I to w formie bardzo pozytywnej.
Jak?
Powiem panu, jak uruchamialiśmy potencjał do budowy jakości życia w Warszawie. Parę lat temu z ówczesnym prezydentem miasta Lechem Kaczyńskim zachęciliśmy warszawiaków, żeby powiedzieli nam, co im doskwiera pod względem bezpieczeństwa. Początkowo było wiele nieufności. Zaczęliśmy robić spotkania z mieszkańcami, na których wspólnie zaczęliśmy określać priorytety, wskazywaliśmy miejsca zagrożone i problemy do rozwiązania.
To zadziałało, przyznaję. Na tym Lech Kaczyński zbił kapitał, dzięki któremu wygrał prezydenturę kraju. Ale dziś tego nie ma.
Bo teraz niestety wielu Polaków zostało przekonanych, że państwo nie może skutecznie dbać o jakość ich życia. Że państwo nie powinno się interesować, czy jest im jest dobrze czy źle – czy stoją w korkach, czy mają odpowiednie warunki, żeby się leczyć, czy mogą bezpiecznie wyjść z domu. Charakterystyczna decyzja – rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Co ma rząd do waszego bezpieczeństwa ludzie, radźcie sobie sami, jak kto potrafi. To nie problem rządu, piszcie na Berdyczów.
To pan mocno przerysował, by nie powiedzieć: poszedł w populizm.
Z pełną premedytacją. Zjawiskiem patologicznym dzisiaj jest powszechne opowiadanie o odpolitycznianiu wszystkiego. Odpolitycznianiu rządu, prezydentury, odpolitycznianiu państwa i wszystkiego. Polityka to sztuka rządzenia dla dobra wspólnego.
Politycy rzadko o tym pamiętają.












