REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Połóżmy kres despotyzmowi sądów

Bronisław Wildstein 23-08-2009, ostatnia aktualizacja 24-08-2009 10:28
Wielkość tekstu: A A A

Uderza, że sąd, wydając wyrok w sprawie małej Róży, zupełnie nie wziął pod uwagę głosu lokalnej wspólnoty: dyrektora szkoły, sołtysa, proboszcza, sąsiadów

Skomentuj

Odrzucenie przez poznański sąd zażalenia rodziców dziecka, które zostało im odebrane decyzją sądu niższej instancji, jest zjawiskiem niezwykłym i precedensowym. Potwierdza ono praktykę, którą od jakiegoś czasu można zaobserwować w Polsce, a która polega na funkcjonowaniu sądów nie jako jednej z władz, ale władzy nadrzędnej. Wynika z tego, że żyjemy w systemie sądokracji, który z demokracją nie ma nic wspólnego.

W sprawie małej Róży z Błot Wielkich w stopniu skrajnym odbijają się zagrożenia tego stanu rzeczy. Oglądamy ludzką tragedię w całości zawinioną przez sądy, które wykazują się nieprawdopodobną wręcz pychą, arogancją i brutalnością. W starciu z nimi zwykli ludzie są bezradni, a nawet zorganizowana opinia publiczna ma wielkie kłopoty, aby się im przeciwstawić.

Bałagan zagraża dziecku

Zacznijmy od faktów, które są wstrząsające. W stosunkowo biednej wiejskiej rodzinie przychodzi na świat czwarte dziecko. Trójka poprzednich jest zadbana i dobrze wychowana, a – wszyscy są co do tego zgodni – całą rodzinę łączy silna więź uczuciowa.

Im słabsze kulturowa spójność i tradycja, tym rozleglejsza i bardziej arbitralna stawała się władza sądownicza

Czwarty dzień po porodzie sąd odbiera karmiącej matce dziecko, aby przekazać je rodzinie zastępczej. W celu usunięcia pokarmu w szpitalu matce podaje się środki farmakologiczne i stosuje zabiegi fizyczne. Jedyną przesłanką do odebrania niemowlęcia jest opinia kuratorki, która uznała, że w domu panuje bałagan, co miało świadczyć o tym, że rodzina nie jest w stanie się zająć należycie kolejnym dzieckiem.

Niezwykle pozytywnych opinii przedstawicieli opieki społecznej, dyrektora szkoły, sołtysa, proboszcza, sąsiadów wreszcie sąd nie wziął pod uwagę. "Sąd, kierując się dobrem dziecka, przy pasywności matki w sprawowaniu opieki rodzicielskiej oraz braku czasu u ojca dziecka postanowił zażalenie odrzucić" – oświadczył prezes Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Społeczna eugenika

Warto się przyjrzeć temu pseudouzasadnieniu, które bije rekordy arbitralności. Jak wygląda ocena stopnia "aktywności matki w sprawowaniu procesu rodzicielskiego"? Czy ciężka praca ojca, która owocuje brakiem czasu, jest czynnikiem patologicznym?

Oficjalnie u matki został stwierdzony lekki stopień upośledzenia umysłowego. Tego typu kwalifikacje przy pozorach naukowości są umowne. Dzieci tej matki są inteligentne i dobrze się uczą. Niezależnie jednak od tego – czy nawet lekkie upośledzenie matki jest wystarczającym powodem, aby sąd miał prawo ingerencji w życie rodziny, włącznie z odbieraniem dziecka? Przecież to nic innego jak rodzaj społecznej eugeniki.

Eugenika była nauką o ulepszaniu gatunków. Od początku XX wieku do II wojny święciła triumfy w krajach Zachodu. Uznawana była za kolejne osiągnięcie nauki umożliwiające budowę doskonałego społeczeństwa. Dopiero eksperymenty narodowego socjalizmu i eugeniczny charakter tej ideologii doprowadziły do jej kompromitacji, chociaż – jak dowiedzieliśmy się niedawno – w Szwecji jeszcze długo po wojnie funkcjonował nakaz przymusowej sterylizacji osób "niepełnowartościowych". Okazuje się, że wprawdzie trudno sobie wyobrazić, aby sąd w Polsce wydał dziś nakaz sterylizacji upośledzonej matki po urodzeniu kolejnego dziecka, ale zamiast tego odbiera się je i przekazuje "lepszej" rodzinie.

Biorąc pod uwagę, że trudno cokolwiek (poza nieporządkiem) zarzucić pozbawionej dziecka rodzinie, wniosek nasuwa się jeden. Głównymi problemami dla sądu wydają się status materialny i pozycja społeczna rodziców Róży. Jakoś nie za bardzo wyobrażam sobie odbieranie dziecka, nawet przez polski sąd, znanym osobom życia publicznego, choćbyśmy wszyscy wiedzieli, że brakowi czasu ojca towarzyszy dużo bardziej realna niż w Błotach Wielkich "pasywność matki w sprawowaniu opieki rodzicielskiej".

Uderzające, że sąd wziął pod uwagę wyłącznie opinię przedstawiciela administracji. Nie obchodzi go głos wspólnoty lokalnej. Sąd, administracja to związane ze sobą organy władzy państwowej. To one, zdaje się, zdaniem sądu są władne decydować o życiu i śmierci obywateli. Jakiekolwiek wspólnoty naturalne: rodzina, społeczność lokalna, nie mają nic do powiedzenia.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Petru: Poszły konie po betonie

Dziś Polska wymaga sensownego i zaplanowanego wysiłku reformatorskiego – w duchu zapowiedzi premiera z exposé – po to, aby wejść na ścieżkę szybkiego wzrostu >>