Publicystyka
Kryzys bez lewicy
Bezrobocie szaleje, frank nas dobija, kapitalizm wyprowadza sztandary. A lewicowy elektorat topnieje z sondażu na sondaż. Gdzie oni są?
Historia lewicy składa się z ideologicznych zrywów od recesji do recesji. To patent na wykorzystywanie przejściowych trudności gospodarczych do budowania trwałych instytucji socjalnego państwa. Gigantycznych projektów społecznych regulujących i reglamentujących wolności osobiste po to, żeby pchnąć świat w inną stronę, niż popycha go natura człowieka.
Poparcie dla rządu
Przy kolejnych kryzysach, pod hasłami ochrony ubogich, w USA i Europie nadawano elitom związkowym specjalne przywileje. Gwarancje pracy niezależne od jakości, bezrobotnym królewskie świadczenia socjalne, nakazy zatrudniania kobiet i mniejszości rasowych. W imię sprawiedliwości ograniczano nawet wolność słowa. Pierwszy powojenny kryzys gospodarczy przyniósł pierwsze obostrzenia. "Fairness doctrine" zobowiązywała nadawców do oddawania krytykowanym takiego samego czasu antenowego jak krytykom. Potem kryzys energetyczny poszerzył ten zapis o obowiązek oddawania anteny wszelkim mniejszościom, których racji nikt nie chce słuchać.
Wraz z wejściem do Unii Europejskiej Polska przejmowała kolejne lewicowe zdobycze wraz z ich instytucjami – równego traktowania płci, ekologicznej odpowiedzialności, przestrzegania dobrych stosunków w pracy czy tolerowania destrukcyjnej roli związków zawodowych.
To już mamy. A co takiego lewica zaplanowała dla nas na ten kryzys?
Przejrzałem wszystkie publiczne wypowiedzi lidera SLD z ostatniego miesiąca. Szukałem śladu nowego wielkiego projektu społecznego. Okazuje się, że Grzegorz Napieralski najwięcej poświęcił miejsca obchodom rocznicy Okrągłego Stołu. Kiedy nie mówił o Okrągłym Stole, wymiennie powtarzał dwie frazy – czekamy na spotkanie z premierem albo czekamy na plan rządu. Kiedy już się doczekał, okazało się, że SLD popiera program rządu, w tym konieczność zaciskania pasa i szybkiego przyjmowania euro. Intelektualnym wkładem Sojuszu w program antykryzysowy ma być zmniejszenie liczby wiceministrów i osób zatrudnionych w gabinetach politycznych ministrów.
Sondaże SLD poleciały o kolejne dwa punkty. Szukam dalej. Jest: Dariusz Rosati. W długiej analizie dla "Wall Street Journal Polska" robi wrażenie, jakby krytykował rząd za redukcje wydatków.
Wczytujemy się i… lewicowa alternatywa dla SLD chce iść dalej w liberalnych rozwiązaniach niż rząd. Zamiast oszczędzać, chce ciąć KRUS i robić większe porządki w finansach publicznych. I już wiem, dlaczego jego frakcja nie może odnaleźć swojego lewicowego elektoratu.
To nie jest tak, że wszyscy na lewicy chwalą i popierają wszystko, co dzieje się na prawicy. Postępowym intelektualistom bardzo nie podoba się nowoczesny kapitalizm. Jacek Żakowski przy każdej okazji powtarza, że ten system po prostu się nie sprawdził. Ta linia krytyki specjalnie nie zdumiewa, od kiedy Karol Marks opublikował swój pierwszy manifest.
Potem była pierwsza międzynarodówka i wielokrotne zapowiedzi końca kapitalizmu. Trudno dziś wywołać entuzjazm i poszerzać elektorat nowym czarnowidztwem. Grzegorz Kołodko jednak próbuje. "Neoliberalizm to ostatnia wielka utopia XX wieku" – pisze lewicowy guru.
Establishment Europy
W poszukiwaniu realizmu i idei, które można by przekuć w nowy manifesty lewicy, zebrały się ostatnio w Madrycie centrolewicowe frakcje z całej Europy. Pod szyldem Partii Europejskich Socjalistów (PES) szukali wspólnej wykładni i programu na trudne lata kryzysu. Francuzi domagali się zakazu zwalniania pracowników w firmach, które przynoszą zysk. Hiszpanie i Portugalczycy chcieli obowiązkowych subsydiów dla największych producentów. Brytyjczycy chcieli stworzenia funduszu, z którego rząd finansowałby zagrożone miejsca pracy.
Mnóstwo doraźnych pomysłów i sprzecznych ze sobą interesów. Nie pojawiło się nic, co można przypiąć na sztandarze, aby maszerować z nim na podbój serc ludu pracującego. Po dwóch dniach poszukiwań uradzono, że jednomyślnie socjaliści mogą wydać z siebie oficjalne słowa krytyki pod adresem konserwatywnych sił, które "ślepo wierzą w zbawienną moc rynku".















