Publicystyka
O historii bez końca
Reforma edukacji zasadniczo obniżyła wiek, w którym uczeń zapoznaje się z systematycznym kursem historii. Dlatego wyrażam obawę o infantylizację tego nauczania – pisze historyk Andrzej Nowak.
Bardzo jestem wdzięczny paniom prof. Jolancie Choińskiej-Mice oraz dr Annie Radziwiłł za list („Końca historii nie będzie”), którego intencją było „wyjaśnić nieporozumienia dotyczące podstawy programowej i zmniejszyć niepokój o losy nauczania historii w szkole”.
Bez poważnej konsultacji
Niestety, zapoznanie się z ich argumentami nie zmniejsza mojego niepokoju. Ten niepokój wzrasta, przechodząc już teraz raczej w przygnębienie, albowiem pani minister Katarzyna Hall podpisała już rozporządzenie wprowadzające reformę programową w życie. 23 grudnia. To – trzeba przyznać – doskonała data, by uniknąć „zbędnych” debat czy kontrowersji. Wszyscy i tak zajęci są świętami. Dyskutujemy już o tym, co i tak zostało rozstrzygnięte. Po cichutku. I bez poważnej konsultacji. Tu właściwie mógłbym urwać swoją odpowiedź, ponieważ sprawa została już rozstrzygnięta siłą: siłą ministerialnego rozporządzenia. Koniec dyskusji.
Z szacunku dla moich polemistek i czytelników ich listu, pozwolę sobie jednak odpowiedzieć im krótko. Pierwszy swój zarzut muszę podtrzymać – tym więcej, że autorki nie zechciały się do niego ustosunkować. Obecna reforma jest na pewno najbardziej rewolucyjną zmianą w zakresie nauczania historii, jaka dokonuje się od czasu PRL. Tak radykalna reforma wymagała, przynajmniej w mojej opinii, konsultacji ze środowiskiem nie tylko nauczycielskim. Nie oceniam, na ile to środowisko było rzeczywiście poważnie i szeroko pytane o zdanie, choć wiem, że na termin konsultacji wybrano maj – czerwiec, czyli absolutnie najgorszy okres w pracy nauczyciela, praktycznie uniemożliwiający cokolwiek innego niż skupienie na pracy bieżącej szkoły.
Upominałem się jednak o coś innego – o potrzebę zapytania o zdanie także historyków akademickich. Dlatego postawiłem pytanie, czy projekt zmian był przynajmniej przekazany do opinii najważniejszym instytucjom skupiającym historyków zawodowych: do Polskiego Towarzystwa Historycznego, wydziałów historycznych uniwersytetów: UJ, UW, UAM, Instytutu Historii PAN lub bodaj grupy najbardziej znanych i uznanych badaczy historyków, których przykłady w swoim artykule wymieniłem. Na to pytanie właśnie panie nie odpowiedziały, a pozwoliłem je sobie zadać, ponieważ pracuję na Wydziale Historycznym UJ oraz w Instytucie Historii PAN, i w żadnej z tych instytucji nie dotarły do mnie wiadomości, by takie konsultacje były przez MEN organizowane.
Do pierwszej klasy liceum
Autorki listu, a zarazem współautorki reformy, zechciały użyć argumentu, iż „źródłem obaw jest ciągle jeszcze zbyt mała wiedza na temat samego projektu”. Argument wydaje mi się nietrafny, a nawet niestosowny: jeśli MEN nie zadbał o rozszerzenie wiedzy na temat swojego projektu reformy w kręgach kompetentnych do jego oceny, to sam tworzy owe „źródła obaw”. Ja akurat, jeśli zarzut ignorancji był skierowany pod moim adresem, zapoznałem się z projektami MEN dokładnie zainteresowany nimi przez przerażonych ich treścią przyjaciół – dyrektorów krakowskich szkół (a przy okazji historyków). I to właśnie nie „zbyt mała wiedza”, ale pogłębiona znajomość nowego programu, a dodatkowo jeszcze argumentów użytych na jego rzecz przez prof. Choińską-Mikę i dr Radziwiłł jest źródłem moich obaw.
Piszą panie, że powodem reformy są słabe efekty nauczania historii, zwłaszcza tej najnowszej, w dotychczasowym (po poprzedniej katastrofalnej reformie ministra Handkego) systemie. Zgadzam się – i pisałem o tym w swoim tekście. Kształt tego nauczania opisują panie jako „trzykrotne (szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła ponadgimnazjalna) powtarzanie cyklu żartobliwie określanego od Mieszka do Leszka”.
Minister Katarzyna Hall podpisała już rozporządzenie wprowadzające reformę programową w życie. 23 grudnia. To doskonała data, by uniknąć „zbędnych” debat czy kontrowersji
W istocie, po reformie ministra Handkego szkoła podstawowa nie daje praktycznie żadnej systematycznej wiedzy w zakresie „od Mieszka do Leszka”. Przekazywanie tej wiedzy zaczyna się przyspieszonym, krótkim kursem w gimnazjum, a ponawianym w liceum. Cykl, choć skrócony, powtarzany jest więc dwa razy. Teraz, po reformie, będzie już tylko raz: trzy lata gimnazjum + jedna klasa liceum.















