REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Cała władza w ręce lokalnych sitw

Michał Szułdrzyński 23-05-2008, ostatnia aktualizacja 23-05-2008 03:50

Decentralizacja silne państwo zamienia w jeszcze silniejsze, słabe zaś w jeszcze słabsze. W polskim przypadku efektem będzie konfederacja sitw i układów – pisze publicysta

Decentralizowanie słabego i zepsutego państwa przypomina budowanie kapitalizmu w Afryce. Liberalizowanie gospodarki i tworzenie wolnej konkurencji pozornie daje wszystkim równe szanse. W rzeczywistości jednak prowadzi do tego, że wąska grupa wpływowych watażków i plemiennych przywódców w krótkim czasie – dzięki przewadze politycznej i brutalnej sile – skupia w swych rękach większość zasobów, przez co – zgodnie z kapitalistycznymi ideałami, w akompaniamencie deklaracji o zbawiennej roli wolnego rynku i jego demokratycznych efektach – staje się bogaczami, zniewalając wszystkich innych.

Fałszywą decentralizację można też porównać do budowania liberalnej demokracji w państwie, w którym właśnie upadł totalitaryzm. Uznanie równych praw politycznych dla wszystkich sił i partii, równy polityczny start – bez rozbicia sieci powiązań dawnego aparatu partyjnego czy też służb specjalnych – bardzo szybko wykrzywi liberalną demokrację w oligarchiczny twór – pełen jednak zaklęć o wolności, równości i prawach człowieka.

Magiczne słowo

Decentralizację ogólnie można uznać za słuszną. Zakłada bowiem, że władza powinna należeć do podmiotów, które najlepiej sobie radzą z rozwiązywaniem konkretnych problemów. W takim rozumieniu bliska jest zasadzie pomocniczości. Przemawia za nią również argument skuteczności – władza państwa jest tym skuteczniejsza, im bardziej ograniczona.

Państwo, które zajmuje się wszystkim, z pewnością nie robi dobrze niczego. Nie ma ważnego powodu, dla którego o tym, kto będzie dyrektorem dzielnicowego domu kultury, gminnej szkoły czy miejskiego szpitala, decydowali urzędnicy w stolicy. Ale nie oznacza to jeszcze, że państwo powinno wyrzec się wszelkiej ingerencji w dziedzinie kultury, edukacji czy opieki zdrowotnej.

Decentralizacja jest – szczególnie w Polsce – magicznym słowem polityki, podobnie jak jednomandatowe okręgi wyborcze czy liberalizacja gospodarki. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że proces decentralizacji – gdyby zrealizowano wszystkie postulaty, które ostatnio padają z ust polityków rządzącej partii lub wypływają z ich gabinetów – zamiast do większej wydajności i skuteczności doprowadziłby nasze państwo raczej do rozpadu.

Szpitalna renta władzy

Problem nie jest wyłącznie akademicki, dotyczy bowiem ogromu władzy i wpływów, które zostaną w ten sposób sprywatyzowane. Istotą ostatnich zapowiedzi politycznych jest przekazywanie ogromu władzy w ręce samorządom, według zasady, że skoro samorządy przez ostatnie lata okazały się skuteczne, trzeba dorzucić im jeszcze zadania, z którymi nie radzi sobie państwo. Samorządy jednak wcale nie są mitycznym rezerwuarem społecznych i politycznych sił i energii. Oczywiście zdarzają się gminy i miasta zarządzane świetnie, ale właśnie samorządy to centrum lokalnych układów polityczno-biznesowych, a owe układy są najpoważniejszą chorobą naszej demokracji.

Czy więc umożliwienie samorządom przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego i danie im prawa swobodnego nimi dysponowania – jak za dotknięciem magicznej różdżki – rozwiąże problemy polskiej służby zdrowia? Oczywiście nie. Utrudni tylko egzekwowanie przez państwo jednego ze swych fundamentalnych obowiązków – dbania o stan zdrowia obywateli. Co gorsza, możliwość sprzedania szpitala daje samorządom olbrzymią władzę i olbrzymią pokusę. Szpital to bowiem wielki kapitał, który można stosunkowo łatwo przekazać, na przykład za długi, albo sprywatyzować.

Lokalni politycy dysponujący tak intratnym zasobem jak szpital mogą się nim posłużyć do uzyskania tzw. renty władzy i długotrwałego utrwalenia swej władzy politycznej poprzez sprzedanie, różne formy dzierżawy czy też upadłości szpitala, w efekcie czego przejdzie on w ręce biznesu dobrze zakorzenionego w lokalnych układach.

Doświadczenie polskich prywatyzacji dotychczas pokazuje, że w wielu przypadkach najlepiej na prywatyzacji wyszedł ten, kto o niej decydował, oraz ten, kto kupił. Nie można już tego powiedzieć o klientach (przypomnę „prywatyzację” największego rodzimego operatora telefonii stacjonarnej), pracownikach (zwolnienia) ani też samej branży. Pozytywne skutki są raczej wyjątkami niż złotą regułą polskich prywatyzacji, której mottem było: „Prywatyzować, bo państwowe jest złe”.

Poprzednia
1 2 3

Przeczytaj więcej o:  decentralizacja

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Szułdrzyński: O plemieniu zwanym Platformą

W tym tygodniu po raz kolejny zyskał lider "Solidarności" Piotr Duda. Szczerze mówiąc zyskiwał każdego dnia >>