Hobbystyczne
Wiosna zakochanych w ikarusach
Spotykają się na zlotach, kupują autobusy i fotografują pojazdy komunikacji miejskiej na całym świecie
W maju przejazd ikarusem po Śląsku: przez Katowice, Siemianowice Śląskie, Chorzów, Świętochłowice, Rudę Śląską, Bytom. Pod koniec przyszłego miesiąca zlot fanów tej węgierskiej marki w Niemczech. W tym samym czasie w Polsce – majówka z solarisem. W czerwcu – przejazd 25-letnim ikarusem po Wysoczyźnie Żelechowskiej we wschodniej Polsce.
– Zbieram chętnych, ale miłośników tej marki trochę w Polsce jest, więc na pewno nie zawiodą – mówi Konrad Lewandowski, organizator przejazdu po Wysoczyźnie Żelechowskiej.
To tylko niektóre z najbliższych imprez dla miłośników komunikacji miejskiej.
Fotostopy, czyli autobus na tle zabytku
Największą atrakcją w czasie przejazdu zabytkowym autobusem jest fotografowanie.
– Będziemy mieli tak zwane fotostopy, podczas których będzie można sfotografować ikarusa, na przykład na tle parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie czy chorzowskiego deptaka – zapowiada Łukasz Kulik, organizator imprezy na Śląsku.
Twierdzi, że posiadanie własnoręcznie zrobionego zdjęcia takiego ikarusa, jakie jeździły po polskich miastach jeszcze w czasach PRL, jest marzeniem każdego miłośnika komunikacji miejskiej. Choć są również tacy, którzy fotografują nowe autobusy.
Swoimi osiągnięciami z zakresu fotografii dzielą się później z innymi na przykład na portalu Phototrans. eu. Można tam obejrzeć zdjęcia zrobione w przeróżnych zakątkach Polski i świata. Na przykład autobus w Sosnówce w Karkonoszach, a w tle późnobarokowy kościół pw. Matki Boskiej Ostrobramskiej i Zamek Chojnik albo PKS jadący z miejscowości Szaciły do Białegostoku na tle podlaskiego krajobrazu. Jest też Wielka Brytania i niebieski autobus zdążający do miejscowości Aberdare, a nawet autobus na placu Tiananmen w Pekinie na tle Mauzoleum Mao.
– Fotografujemy przede wszystkim na tle kościołów, zabytków czy pięknego krajobrazu. Zarówno stare, jak i nowe autobusy – tłumaczy Patryk Majchrzak, założyciel Ogólnopolskiego Serwisu Komunikacyjnego, na którym można znaleźć sfotografowane autobusy i autokary jeżdżące po Polsce. Na razie najwięcej zdjęć jest ze Śląska, skąd pochodzą Majchrzak i jego koledzy współtworzący portal.
Majchrzak zaznacza, że portal dopiero się rozwija. W przyszłości mają być w nim zamieszczane również zdjęcia tramwajów, pociągów oraz trolejbusów.
Natomiast portal Phototrans.eu ma już swoją tradycję. W marcu obchodził dziewiąte urodziny. Z tej okazji do Gdańska przyjechali miłośnicy komunikacji miejskiej z całego świata. Główną atrakcją imprezy była możliwość przejechania się po Trójmieście i Szwajcarii Kaszubskiej autobusami marki Ikarus. Jeden z nich został wyprodukowany w 1985 r., drugi – cztery lata później.
– Przyjechało 120 osób, które zajmują się fotografowaniem autobusów – opowiada Łukasz Staniszewski, właściciel ikarusa z 1985 r., którego udostępnił na imprezę.
Na wesele i noc muzeów
– Każdego kręci coś innego. Jednych interesuje historia autobusów, innych nowinki taborowe, a jeszcze inni robią zdjęcia. Jednak największym marzeniem każdego jest usiąść za kierownicą ikarusa, i to można było zrobić podczas imprezy w Gdańsku – dodaje Łukasz Staniszewski.
Swoją przygodę z ikarusem rozpoczął w marcu 2009 r. Kupił go na aukcji, podczas której licytowano 30 starych autobusów tej marki. 27 z nich zostało oddanych na złom, bo aukcję wygrał złomiarz. Staniszewski nie chce zdradzić, ile dokładnie zapłacił; jak mówi – nie więcej niż 6 tys. zł.
Najwięcej kosztowało go odnowienie pojazdu. Doprowadził go do takiego stanu, że teraz jeździ nim nawet z Gdańska do Warszawy, na przykład po to, żeby wziąć udział w zlocie starych autobusów z okazji nocy muzeów.
– Z Warszawy do Gdańska wracaliśmy cztery i pół godziny, a nie przekraczaliśmy 80 km na godzinę, bo nasz autobus więcej nie wyciągnie – chwali się Staniszewski i z dumą przyznaje, że wśród znajomych ma nawet przezwisko Ikarus.
Przyznaje, że utrzymanie własnego autobusu sporo kosztuje. – Ikarus waży 9 ton, a samochód osobowy 1,5 tony – to sześć razy więcej. Koszty jego utrzymania także są sześć razy większe – porównuje Łukasz Staniszewski.















