REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Kuchnia

Kuchnia

Dinozaur wśród bananów. Historia wymarłego gatunku

Adam Robiński 14-11-2011, ostatnia aktualizacja 14-11-2011 15:05
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa

Ci, którzy jedli Gros Michel, przekonują, że banany, które znamy ze sklepowych półek, są tylko marną imitacją tego owocu. Wkrótce może się jednak okazać, że zabraknie także ich

Pierwsze historyczne wzmianki o uprawie bananów sięgają piątego tysiąclecia przed naszą erą. Badania archeologiczne wskazują, że jako pierwsi zerwali je z drzewa mieszkańcy górskich terenów na Papui Nowej Gwinei.

Aleksander Wielki znalazł je w czwartym wieku p.n.e. w dżunglach Chin i południowo-wschodniej Azji. Wiele z nich prawie wcale nie przypominało kształtem ani kolorem owocu, który znamy ze sklepów. Jedne były mdłe, okryte różową skórką. Inne – w biało-zielone paski, z wnętrzem w kolorze oranżady. Jeszcze inne po ugotowaniu smakowały jak truskawki. Chińska nazwa gatunku Go San Heong znaczyła tyle, co „Jego smród wyczujesz z sąsiedniej góry". Poszczególne gatunki różniły się od siebie dużo bardziej niż jabłka, pomarańcze czy melony. Wiele z nich było twardych i niejadalnych.

W 1870 roku niejaki Lorenzo Dow Baker, kapitan kutra rybackiego z przylądka Cape Cod, sprowadził pierwsze banany do Stanów Zjednoczonych. Wybrał gatunek słodki, jadalny na surowo. Wypatrzył go na Jamajce. Banany Gros Michel – bo tak je nazwano – miały miękką, elastyczną skórę, dzięki czemu bez problemu wytrzymywały transport w ładowni statku. Szybko podbiły serca i żołądki Amerykanów. W 1900 roku zjadali oni 15 milionów kiści. Dziesięć lat później – 40 milionów. W 1930 roku firma Bakera – wówczas nazywająca się United Fruit, dziś znana światu jako Chiquita – była warta ponad 200 milionów dolarów.

By sprostać potrzebom rozrastającego się rynku, United Fruit wyruszyła na podbój Ameryki Południowej. Wykupywała ziemię od Gwatemali po Kolumbię, wprowadzając na ogromne obszary dziewiczej dżungli uprawę Gros Michel. Do lat 60. ubiegłego wieku firma kontrolowała 700 milionów akrów ziemi. Zajęła dzikie dotychczas tereny, zbudowała kolej, infrastrukturę telekomunikacyjną, irygacyjną. By przyspieszyć rozwój firmy, jej właściciele nieraz mieszali się do południowoamerykańskiej polityki. Potajemnie wsparli pucze w Hondurasie i w Gwatemali. Jeden z dyrektorów firmy popełnił w 1975 roku samobójstwo po tym, jak wręczył milion i dwieście pięćdziesiąt tysięcy dolarów łapówki wysoko postawionemu oficjelowi z Hondurasu.

Ale nie tylko polityka była problemem owocowego giganta. O swoje upomniała się także natura. Już w latach 20. XX wieku firma zmagała się z grzybem, który niszczył uprawy. Choroba panamska atakowała korzenie bananowców. Najpierw pojawiła się w Surinamie, by szybko rozprzestrzenić się na tereny basenu Morza Karaibskiego. Trafiła też do Hondurasu, który posiadał największe uprawy bananów.

Przez trzy dekady tysiące akrów Gros Michel zostały wyparte z Ameryki Łacińskiej. Przemysł spożywczy stracił z tego powodu 2,3 miliarda dolarów.

United Fruit kontrolowało 90 proc. rynku bananów w Stanach Zjednoczonych, jednak to jego główny konkurent, Standard Fruit – dziś znany jako Dole – szybciej zareagował na tajemniczą plagę. Zamiast ubóstwianych przez Amerykanów Gros Michel, wprowadził do sprzedaży pochodzący z Chin gatunek Cavendish.

Trudniejszy w uprawie i transporcie Cavendish przynosił mniejsze zyski. Był wrażliwy na inne choroby, walka z którymi wymagała stosowania drogich pestycydów. Jego skóra często obijała się w transporcie, co wymuszało pakowanie owoców do skrzyń. Banany musiały dojrzewać w szklarniach. Gdy wreszcie trafiały do sklepów, po tygodniu gniły. Co więcej, ci, którzy znali smak Gros Michel, przekonywali, że Cavendish nie umywa się do poprzednika.

Pełen obaw, że klienci nie pokochają tego gatunku, United Fruit wciąż szukał innego rozwiązania problemu panamskiej zarazy. W Hondurasie powstało laboratorium, którego zadaniem było wypracowanie gatunku równie smacznego, jak Gros Michel, jednak odpornego na zabójczy grzyb. Przez czterdzieści lat badań powstało 20 tysięcy bananowych hybryd, jednak żadna z nich nie okazała się na tyle udana, by wyprzeć z rynku Cavendisha. Naukowcy ponieśli porażkę, a szef laboratorium, Phil Rowe, w 2001 roku powiesił się na jednym z eksperymentalnych bananowców. United Fruit zostało zmuszone do uprawy Cavendisha, banana, którego dziś jemy wszyscy.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Dole, Gros Michel, Standard Fruit, United Fruit, banany, cavendish, chiquita, choroba panamska, gwatemala, honduras

rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Show-biznes nad patelnią

W krajach rozwiniętych jedzenie stało się nowym rodzajem rozrywki. Klasa średnia zdobywa erudycyjną wiedzę o winach, prestiż zawodu kucharza rośnie z roku na rok >>