REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Sztuka

Sztuka

Kruche piękno świata

mm, Justyna Nowicka 15-11-2009, ostatnia aktualizacja 17-11-2009 09:33
Aldona Mickiewicz, laureatka Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego
autor: Piotr Guzik
źródło: Fotorzepa
Aldona Mickiewicz, laureatka Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego
Aldona Mickiewicz -  Trzy okresy z życia mężczyzny, 2003, olej na płótnie,68x102 cm
źródło: Archiwum autora
Aldona Mickiewicz - Trzy okresy z życia mężczyzny, 2003, olej na płótnie,68x102 cm
Aldona Mickiewicz - Ablucje, 1998, olej na płótnie, 70x70 cm
źródło: Archiwum autora
Aldona Mickiewicz - Ablucje, 1998, olej na płótnie, 70x70 cm

Aldona Mickiewicz, laureatka Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego, opowiada Justynie Nowickiej o tradycji i artystycznych inspiracjach

Rz: Musimy zacząć od pani nazwiska. Z tych Mickiewiczów?

Aldona Mickiewicz: Jak wiadomo – "my z niego wszyscy"! Rodzina pochodzi z Kresów. Istnieje tradycja, że są jakieś rodzinne związki. Ale nigdy tego nie dociekałam z obawy przed demistyfikacją.

Nie chciała pani pisać?

Ależ tak, nazwisko stanowi wyzwanie. I staram się pisać – głównie o mojej pracy. Tego nauczyłam się od moich profesorów Zbyluta Grzywacza i Stanisława Rodzińskiego, którzy swoje artystyczne poglądy zawsze werbalizowali. Pisanie to ważny element autorefleksji. Uważam, że każdy artysta powinien umieć opowiedzieć o swojej twórczości. Jest to nawet dla mnie rodzaj sprawdzianu autentyczności postawy.

Zobacz galerię zdjęć prac Aldony Mickiewicz

Tradycja wydaje się dla pani kluczowym słowem. Jakie są źródła inspiracji?

Ideał obrazu urzeczywistniają dla mnie dzieła Vermeera. Cenię sztukę manieryzmu, nawet w tych jej przejawach, które uważamy dziś za nieudane. Uważam, że jest wiele podobieństw między tą epoką a czasami współczesnymi. Piero della Francesca i Juan Sanchez Cotan to inne bieguny inspiracji.

A jaki wpływ miała krakowska ASP, z duchem Matejki, Malczewskiego?

W moich czasach na akademii bardzo mocna była opcja postkolorystyczna. Dla mnie to było zdecydowanie za mało. Wybrałam więc pracownię Brzozowskiego, a po jego odejściu – Rodzińskiego i Grzywacza, którzy także byli nieco zdystansowani od postkoloryzmu. Na początku lat 80. otworzyła się także możliwość słuchania wykładów na powstającej wtedy Papieskiej Akademii Teologicznej. Biegałam na wykłady ks. Tischnera, o. Kłoczowskiego, Karola Tarnowskiego. To miało znaczenie fundamentalne, pozwalało zmierzyć się z pytaniami o sens uprawiania sztuki.

Bardzo szybko odnalazła się pani w ruchu kultury niezależnej, wśród artystów wystawiających swoje prace na przykład w kościołach.

Ukończenie studiów przypadło na ciemne lata stanu wojennego, bojkot był czymś oczywistym i my także chcieliśmy naszą postawę zamanifestować. To były wyjątkowe czasy, sztuka nabierała ogromnego znaczenia. Nigdy się to już nie powtórzyło – takie napięcie, taka publiczność. Nie zapomnę pytań zadawanych nam przez ludzi, ich dociekliwości, prostoty, śmiałości. Pytano o istotę. Bardzo brakuje mi dziś tego w życiu artystycznym, które często bywa miałkie.

Dominującym motywem pani twórczości jest martwa natura. Skąd biorą się przedmioty na pani obrazach?

Na początku motywacja była natury psychologicznej. Dużo kosztowały mnie spotkania z innymi ludźmi. Nawet tak zdawałoby się neutralne i oczywiste jak praca z modelem na akademii. Zmęczony, obnażony wobec innych człowiek był przejmujący. Miałam trudności ze zdystansowaniem się, a obraz tego wymaga. Przedmiot zaś jest czymś neutralnym, nie "patrzy na mnie", nie wymaga interakcji. Po pewnym czasie okazało się, że przewrotnie piękny świat zgrzebnych przedmiotów mnie pochłonął. Wystarczy, że pochylimy się nad nimi, a one ukazują nam swoją godność. Nawet te najbardziej upodlone, jak znajdowane przypadkowo kości.

Kości odsyłają do wanitatywnych wątków w pani sztuce, do motywów przemijania. Ale ja mam wrażenie, że to taki interpretacyjny wytrych. Widziałabym tu chyba więcej zachwytu niż przemijania.

To prawda. Motyw vanitas zawsze wydawał mi się przewrotny. Z jednej strony nawiązuje do biblijnego "marność nad marnościami" Eklezjasty. Kiedy jednak patrzymy na przedstawienia vanitas, widzimy, jak artyści opiewali w zachwycie kruche piękno świata. Próbuję robić to samo. Dla mnie obrazy są jakby małymi relikwiarzami, zawierającymi szczątki materii, które trzeba ocalić. To może naiwne. Ostatecznie z materii nie ocaleje nic. Warto jednak ją zachować, pozachwycać się choćby przez moment.

Całe pani malarstwo budzi skojarzenia z barokiem, jego duchowością, religijnością, ale i ikonografią. To nie są dziś modne wartości.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Superman ze stolicy kontra dworcowy kanibal

Komiks "Biały Orzeł" opowiada o polskim superbohaterze walczącym ze złem na ulicach Warszawy - powiedział Tomasz Gromadka >>