Rzecz o książkach
Bestsellery
Książki marca
Przed miesiącem wystartowała lista bestsellerów „Gazety Wyborczej”. Zaczęła od tego, że zaprezentowała się jako jedyna p r a w d z i w a lista najlepiej sprzedających się książek. Tym samym rankingi prowadzone od lat przez Andrzeja Rostockiego, jak również komentowana przeze mnie lista „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” i „Rzeczpospolitej” uznane zostały za nic niewarte. Proszę, w takim razie, porównać oba rankingi i znaleźć zasadnicze różnice między nimi. Informuję, że nasza lista powstaje na podstawie wyników sprzedaży w ponad 200 księgarniach całego kraju, w tym w sieciach Empik, Matras i regionalnych Domach Książki. Rezultaty te sumuje pani Anna Pietruczak; „Gazeta Wyborcza” wynajęła w tym celu wyspecjalizowaną firmę, która na dzień dobry pominęła w swoim zestawieniu księgarskie placówki sieci Matras. Ale niech będzie, że „GW”, choćby dlatego, że zestawia efekty sprzedaży z większej liczby księgarń, bliższa jest prawdy. Dopóki jednak nie będzie podawała dokładnej liczby sprzedawanych egzemplarzy poszczególnych tytułów, zaimponować może jedynie komuś, kto o metodologii powstawania list bestsellerów nie ma zielonego pojęcia. Naprawdę jedna tylko różnica między zestawieniami „Rz” i „GW” jest znacząca. Lista drukowana w „Plusie Minusie” jest listą autorską, lista „Gazety...” – nie. Niżej podpisany nie kryje swoich opinii o znajdujących się w rankingu książkach, także – a może przede wszystkim – opinii negatywnych. „GW” wytłuszcza te tytuły, które – zdaniem redaktorów z Czerskiej – przeczytać trzeba. Dlaczego? To nieistotne, nie od dzisiaj wiadomo przecież, że to „GW” ma monopol na rację i prawdę. A że prawda ta nie jest jeszcze tak doskonała, jak niezapomniana sowiecka „Prawda”... Jak to śpiewał Wojciech Młynarski? „Nic, że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny”.
Krzysztof Masłoń
1. Historia hitlerowskiego medalu prowadzi do kryminalnych tajemnic: i dawnych, i współczesnych. Po Larssonie Polacy odkryli kolejnego skandynawskiego pisarza, a dokładnie – pisarkę: Camillę Läckberg, autorkę „Niemieckiego bękarta” (Czarna Owca).
2. Dobry tytuł i jeszcze lepsza okładka gwarancją czytelniczego sukcesu: Janusz L. Wiśniewski „Łóżko” (Świat Książki).
3. „Trucicielkę” Erica-Emmanuela Schmitta (Znak) warto polecić czytelnikom z tego powodu, że książka składa się z czterech opowiadań. Gwarantuję, że przynajmniej jedno się spodoba. Niekoniecznie to najbardziej ckliwe.
4. Ze „Złotymi żniwami” Jana Tomasza Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross (Znak) jest dokładnie tak samo jak ze słynną już fotografią otwierającą książkę. Jest ona niewątpliwie prawdziwa, ale to wszystko, co możemy o niej powiedzieć. Książka Grossa też dotyczy faktów, które miały miejsce, ale już cała ich interpretacja przynależy do baśni o żelaznym wilku. Przy czym wilk jest – a jakżeby inaczej! – pochodzenia polskiego. Na okładce książki czytamy: „Wybitni polscy intelektualiści zajmują się przemilczanym aspektem stosunków polsko-żydowskich w czasie drugiej wojny światowej”. Darowałbym sobie przymiotnik „polski”, rezerwując go dla wilków. A swoją drogą, Gross to niesłychanie zdolny facet. Trzema swoimi książkami wzniecił na nowo antysemityzm nad Wisłą. Tylko tak dalej!
5. Piąty tom cyklu „Dom nocy”, czyli „Osaczona” Kristin Cast i Phyllis Christine Cast (Książnica). O czym? Jasne, że o wampirach.
6. „Listy na wyczerpanym papierze” Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory (Agora), czyli wszystko na sprzedaż.
7. Tytułowy bohater nowej powieści Andrzeja Pilipiuka „Wampir z M-3” (Fabryka Słów) jest krwiopijcą PRL-owskim, rodem z bazaru Różyckiego na Pradze, co samo w sobie czyni go nam bliższym niż postaci z książek śmiertelnie nudnej Stephenie Meyer.
8. Wśród „50 wielkich mitów psychologii popularnej” (Wydawnictwo CiS) znajdziemy i ten: chcieć to móc.
9. Mariusz Szczygieł o Czechach – „Zrób sobie raj” (Czarne). Swoją drogą, raj po czesku w hrabalowskim wydaniu byłby bardzo swojski, z kuflem piwa i parówkami, na przykład.















