Film
Lalka ma duszę
Bracia Quay o twórczości inspirowanej prozą Brunona Schulza
Bracia Quay polubili Polskę - Oglądaj tv.rp.pl
W każdym filmie podpisani jesteście: Bracia Quay. Bez podania imion. Czy przygotowując kolejny film zawsze jesteście jednomyślni w swych decyzjach i nigdy nie ma między wami konfliktów?
Recenzja książki - „13 miesiąc. Kino Braci Quai”
Bracia Quay: Prywatnie każdy z nas ma oczywiście swoje imię, ale zarówno w filmach, jak i w wywiadach, na festiwalach nie mamy osobnych biografii. Jesteśmy jednym bytem i filmy, które robimy, są właśnie dziełem tego bytu.
Od czego zwykle zaczynacie pracę nad filmem?
Najczęściej od muzyki. Ona nie tylko buduje nastrój filmu, ale wręcz wyznacza nasz sposób myślenia o nim. Jest dla nas czymś, co określaliśmy jako "sekretny scenariusz" naszych opowieści. I film w dużym stopniu podporządkowujemy tej muzyce.
Czy podobnie było z waszym najnowszym dziełem, czyli "Inventatorium śladów" realizowanym w Łańcucie…
Tak, "Sekretnym scenariuszem" i jednocześnie jednym z ważniejszych bohaterów tego filmu była muzyka Krzysztofa Pendereckiego. "Inventatorium śladów" to takie połączenie dokumentu z animacją. Wit Wojtowicz, dyrektor zamku w Łańcucie, zaprosił nas na festiwal filmu animowanego i zapytał, czy bylibyśmy zainteresowani zrobieniem dokumentu o niezwykłych dziejach łańcuckiego zamku. Chętnie się zgodziliśmy, stawiając w zasadzie tylko jeden warunek. Chcieliśmy wejść do niego niejako kuchennymi drzwiami i mieć nieograniczony dostęp do wszystkich pomieszczeń. Bardzo inspirująca okazała się też historia Jana Potockiego.
Reżyserzy mają swoich ulubionych aktorów, wy macie pewną lalkę, która dzięki wam stała się prawdziwą gwiazdą. Pojawiła się choćby w "Stille Nacht", "Grzebieniu", "Stroicielu trzęsień ziemi". Dlaczego wydała wam się szczególna i jak ją odkryliście?
Zauważyliśmy ją na jednym z targów staroci. Poczuliśmy niemal od razu wokół niej aurę tajemnicy. Kiedy spojrzeliśmy na jej wielkie oczy i obtłuczone uszy, wydawała nam się istotą odciętą od zewnętrznego świata. Bardzo nas zaintrygowała.
Uważacie, że lalki mają duszę?
Nikt, kto ogląda nasze filmy, nie powinien mieć wątpliwości, że tak.
Jednym z najgłośniejszych waszych filmów jest "Ulica Krokodyli" według Brunona Schulza. Jak trafiliście na twórczość tego niezwykłego artysty?
Wielokrotnie się zdarza, że o niektórych zjawiskach dowiadujemy się przypadkowo. Tak było i tym razem. Dostaliśmy powieści Schulza i kiedy zaczęliśmy je czytać, poczuliśmy, że wchodzimy do świata, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Zrozumieliśmy, że proza Schulza jest w stanie popchnąć nas w inny wymiar myślenia, w świat nowych metafor i nowej metafizyki. Czytając jego "Traktat o manekinach", uświadomiliśmy sobie, że dzięki tej prozie możemy pomóc marionetkom przejść w nowy etap bytowania.
Mówiąc o inspiracjach, często wymieniacie nazwisko Wale- riana Borowczyka. Dlaczego?
Borowczyk kojarzy się na świecie z artystycznym kinem erotycznym, ale warto przypomnieć, że zaczynał jako twórca animacji. I niezwykle płynnie udało mu się przejść od zamkniętego świata filmu animowanego do kina aktorskiego. Jego film "Goto, wyspa miłości" sprawił, że odważylibyśmy się pójść w podobnym kierunku.
Czy można mówić, co często podkreślają krytycy, o waszym szczególnym zainteresowaniu kulturą europejską?
To jednak pewne uproszczenie. Pisze się, że odkryliśmy Europę dzięki Franzowi Kafce, potem – dzięki Brunonowi Schulzowi i innym twór- com, pisarzom, malarzom, muzykom. To prawda, że Europa, zwłaszcza środkowa, kryje w sobie wiele tajemnic. Ale absolutnie nie możemy powiedzieć, że jako Amerykanie pogardzamy kulturę amerykańską czy ignorujemy kulturę Japonii. Mieliśmy nawet taką wizję, że na rogu jednej z uliczek Paryża mijają się Felipe Fernandez i Bruno Schulz.















