Piątek+
Odlot w świat wyobraźni
Animacje ze studia Pixar bez kompleksów wdzierają się do bastionów sztuki. "Odlot", który w piątek wchodzi na nasze ekrany, otwierał ostatni festiwal canneński. A w Wenecji szef Pixara John Lasseter razem z innymi reżyserami studia odbierał Lwa za całokształt twórczości, zarezerwowanego dotąd dla największych artystów kina
Produkcje studia Disney-Pixar to już dziś coś więcej niż kreskówki dla dzieci. "WALL.E" przez wielu krytyków uznany został za najlepszy film ubiegłego roku, teraz furorę robi "Odlot" – najnowsza animacja studia, która wchodzi właśnie na polskie ekrany. Film zrobiony został w całości w systemie 3D, w którym animatorzy za pomocą komputerów dokonują cudów. Ale, jak sami mówią, technika nie wystarczy, by przyciągnąć do kin tłumy.
"Odlot" jest kryzysową bajką dla dzieci małych i dużych. W Ameryce, gdzie panuje kult młodości, reżyser Pete Docter przywraca godność starości. Proponuje wzruszającą opowieść o samotnym, niedołężnym i lekko zrzędliwym sprzedawcy balonów, którego świat się zawalił: stracił ukochaną żonę, a w miejscu jego małego domu ma powstać nowoczesny apartamentowiec.
Carl broni się przed wysiedleniem. Przez całe życie marzyli z żoną o dalekich podróżach, więc teraz postanawia spełnić dawne sny. Przywiązuje do domu tysiące baloników, wzbija się w powietrze i leci do Ameryki Południowej. Tam przeżyje niesamowite przygody, by się przekonać, że najpiękniejsze jest zwykłe, codzienne życie i że liczą się nie dobra materialne, lecz przyjaźń.
– Walt Disney mawiał, że w filmach muszą być i śmiech, i łzy – twierdzi jeden z dyrektorów Pixara John Lasseter. – Poza dobrym humorem trzeba mieć serce.
Lasseter ma 52 lata. Okrągły, jowialny, w ulubionych kolorowych koszulach w palmy, kwiatki i zwierzątka przypomina raczej amerykańskiego turystę pod wieżą Eiffla niż hollywoodzkiego producenta. A jednak jest jedną z kluczowych postaci światowej animacji. To reżyser m.in. "Toy Story", "Dawno temu w trawie" i "Aut", jeden ze współzałożycieli i szef studia Pixar, które powstało w 1986 roku, gdy Steve Jobs wykupił departament animacji wytwórni Lucas Film. Podczas ostatniego festiwalu w Wenecji odebrał nagrodę za całokształt twórczości. Przed nim uhonorowano m.in. Romana Polańskiego, Tima Burtona, Davida Lyncha czy Clinta Eastwooda.
Na przełomie lat 80. i 90. Pixar rozwijał się bardzo dynamicznie, owocnie współpracując z Disneyem. Jednak po dziesięciu latach wspólnych doświadczeń Lasseter chciał ten związek zerwać, film "Iniemamocni" miał być ostatnim wspólnym przedsięwzięciem obu wytwórni. Wówczas, w 2005 roku, szefowie Walt Disney Company wykupili kontrolny pakiet akcji Pixara. Do rozłamu nie doszło, a nowy współwłaściciel wcale mniejszego studia nie połknął. Bo i nie bardzo mógł. Pixar nie był już wówczas na rynku animacji ubogim krewnym.
Za Disneyem stała blisko 80-letnia tradycja, ale ostatni czas przyniósł mu sporo porażek, z potężnym rozczarowaniem, jakim była "Treasure Planet", na czele. Tymczasem Pixar szedł od sukcesu do sukcesu, miał na koncie takie hity jak "Potwory i spółka", "Gdzie jest Nemo?", "Iniemamocni". Twórcy tych filmów potrafili wykorzystać technikę komputerową i za jej pomocą osiągnąć wielką precyzję rysunku. Podbili serca widzów, znaleźli mocne miejsce na filmowym rynku. Lasseter pozostał więc w zarządzie swojej firmy, a dodatkowo stał się dyrektorem kreatywnym Disneya.
– Jesteśmy dzisiaj jedynym hollywoodzkim studiem prowadzonym przez filmowców, a nie przez urzędników – podkreśla z dumą. – Nawet w samym Disneyu nie było tak od momentu śmierci Walta Disneya.
Rodzinny interes
Na czym polega tajemnica sukcesu Pixara? – Mamy trzy zasady – twierdzi Lasseter. – Po pierwsze, szukamy pasjonującej historii, która zaciekawiłaby widzów w różnym wieku. Po drugie, staramy się stworzyć pełnokrwistych bohaterów. I po trzecie, wtłaczamy tych bohaterów w prawdziwy, wiarygodny świat.
Filmy Pixara opierają się na oryginalnych pomysłach. Twórcy z tego studia zdają sobie sprawę, że urokliwa skądinąd Myszka Miki nie zafrapuje pokolenia wychowanego na grach wideo, MySpace i kilkuset kanałach telewizyjnych.
– Nie przeglądamy książek z bajkami, szukamy tematów wokół siebie – mówi reżyser Pete Docter. – Często we własnym życiu. "Auta" powstały po podróży, jaką John Lasseter odbył z żoną i pięcioma synami. "Toy Story" też urodziło się dzięki temu, że obserwował bawiące się dzieci. Zaraz na początku naszej wspólnej pracy powiedzieliśmy sobie: Dość musicali, księżniczek, królewiczów, wzruszających zwierzaczków! Przyszedł czas na bohaterów, którzy mogą poruszyć wyobraźnię dzisiejszych młodych widzów. Jeszcze niedawno nie mógłby powstać film o samotnym robocie WALL.E albo o zrzędliwym starcu. W Pixarze te postacie pokochaliśmy.













