REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Muzyka

Muzyka

Gwiazda bez kaprysów

Jacek Marczyński 23-02-2010, ostatnia aktualizacja 23-02-2010 18:16
 Aleksandra Kurzak podczas próby przed  premierą
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Aleksandra Kurzak podczas próby przed premierą "Traviaty"
źródło: materiały prasowe
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
"Traviata"

Aleksandra Kurzak po debiucie w La Scali zaśpiewa na premierze „Traviaty" w Operze Narodowej

Rz: Nie zmęczyły panią ciągłe podróże po świecie?

Aleksandra Kurzak: Bardzo, ale niedawno kupiłam mieszkanie w Warszawie, dlatego propozycja występu w Operze Narodowej pojawiła się w dobrym momencie.

Zbacz na tv.rp.pl

Mama jest śpiewaczką, ojciec muzykiem, zatem od dziecka wiedziała pani, że artysta żyje na walizkach.

Mama jest etatowo związana z jednym teatrem. Owszem, wyjeżdżała, ale to były podróże z jej Operą Wrocławską, więc częściej bywała w domu. Ja natomiast jestem w rozjazdach dziesięć miesięcy w roku.

Docierają do nas informacje o pani sukcesach w Nowym Jorku, Londynie, Wiedniu czy Chicago. Niewiele osób natomiast wie, że często odmawia pani występów.

Ktoś nawet powiedział, że jestem chyba jedyną osobą, która w młodym wieku odrzuciła tyle kontraktów z nowojorskiej Metropolitan. Zdarzyło się to chyba cztery razy, zrezygnowałam też z dwóch ważnych ról w londyńskiej Covent Garden.

To kaprysy gwiazdy?

Wręcz przeciwnie – świadome kierowanie swoim losem. Nie zamierzam się rozdrabniać, mój głos się zmienia, rozwinął się w tzw. średnicy i całe szczęście, bo wysokie dźwięki, które mogłam wyśpiewać w czasie studiów, tak naprawdę do niczego nie są potrzebne. Mogę teraz sięgać po inne role, odkryłam dla siebie opery belcanta, bardzo mi odpowiadają.

Ma pani ulubiony teatr?

Uwielbiam Covent Garden, ludzi tam pracujących i sam Londyn. Urzekła mnie też atmosfera La Scali, w której niedawno debiutowałam.

Za to Włosi nie lubią obcokrajowców na scenie.

Byłam jedyną cudzoziemką w obsadzie "Rigoletta" i – nie chwaląc się – zostałam przyjęta znakomicie. Orkiestra po pierwszym akcie wstała z miejsc i biła mi brawo. A przed przedstawieniem podszedł do mnie legendarny Leo Nucci i powiedział: – Na scenie stawaj nieco w prawo od budki suflera. To miejsce Marii Callas, ma najlepszą akustykę, tam ona śpiewała wszystkie arie. Miał rację, inni soliści starali się też tak ustawić, a że była to inscenizacja dość muzealna, nie mieli z tym problemów. We Włoszech nadal w operze najważniejszy jest śpiew, za jeden dźwięk ludzie potrafią artystę pokochać lub znienawidzić. To zupełnie inny świat teatralny, miło jest go odwiedzić.

Takim wyznaniem bardzo się pani naraża reżyserom nowoczesnych inscenizacji.

Żaden, jak dotąd, nie skarżył się na mnie. Miewam jednak swoje zdanie, choć dużo biorę od innych. Jestem zwierzęciem scenicznym, kostium, aktorstwo bardzo mi pomaga, wręcz tego potrzebuję. Ale dobrze, że czasami ktoś docenia to, co najważniejsze, czyli nasz głos.

Korzysta pani jeszcze z uwag mamy?

Kilka miesięcy temu poczułam, że na co dzień jestem już w stanie radzić sobie sama. Oczywiście, kiedy dostaję nową propozycję, taką jak "Traviata", chcę ją przestudiować z mamą. Debiutowała w tej roli i ona towarzyszy jej przez całe życie. Inscenizacja w Operze Narodowej będzie jednak zupełnie inna od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni: dużo ruchu, tańca. Trzeba pogodzić oczekiwania Mariusza Trelińskiego z własnym spokojem wewnętrznym, niezbędnym do zaśpiewania fragmentów lirycznych.

Przychodząc na pierwszą próbę, wiedziała pani, jaka będzie jej bohaterka? W końcu podpatrywała pani mamę zza kulis.

Powiem więcej, "Traviata" była pierwszą operą, którą odegrałam. Miałam pięć czy sześć lat, wróciłam z mamą do domu z teatru i zaczęłam wyśpiewywać wszystkie partie. Kiedy wcielałam się w Alfreda, jego ukochaną Traviatą była moja lalka. A mówiąc poważnie, wiedziałam, że Mariusz Treliński szykuje inscenizację uwspółcześnioną. Są jednak w tej operze sprawy uniwersalne, niezależne od ubioru bohaterów, a interpretację narzuca muzyka, ona zawsze jest dla mnie nadrzędna. Współczesny teatr często się nią nie interesuje, szuka podtekstów, rozmija się z tym, co chciał powiedzieć Verdi.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Po pięciu latach McCartney nagrał rewelacyjną płytę

Na nowym albumie sir Paul śpiewa amerykańskie standardy i utrzymane w ich klimacie dwa własne utwory - pisze Jacek Cieślak >>