REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Nauka » Medycyna i zdrowie

Medycyna i zdrowie

Zaraza na ostrzu noża

Izabela Filc Redlińska 06-09-2010, ostatnia aktualizacja 07-09-2010 12:22
Kampylobakterioza to mało znane zakażenie przewodu pokarmowego. Jak uniknąć choroby? Trzeba pamiętać, że mięso, które kupujemy w sklepie, nigdy nie jest jałowe. Zawsze znajdują się na nim mikroorganizmy. Dlatego nie można dopuścić, by w stanie surowym miało kontakt z inną żywnością. Także w lodówce. Campylobacter nie szkodzi niska temperatura, nawet ta, jaka panuje w zamrażarce. Ostrożność należy zachować także rozklepując mięso na kotlety. Po każdym etapie pracy w kuchni trzeba myć ręce, deskę, nóż.
źródło: Fotorzepa
Kampylobakterioza to mało znane zakażenie przewodu pokarmowego. Jak uniknąć choroby? Trzeba pamiętać, że mięso, które kupujemy w sklepie, nigdy nie jest jałowe. Zawsze znajdują się na nim mikroorganizmy. Dlatego nie można dopuścić, by w stanie surowym miało kontakt z inną żywnością. Także w lodówce. Campylobacter nie szkodzi niska temperatura, nawet ta, jaka panuje w zamrażarce. Ostrożność należy zachować także rozklepując mięso na kotlety. Po każdym etapie pracy w kuchni trzeba myć ręce, deskę, nóż.
źródło: Fotorzepa

Kampylobakterioza (Campylobacter) jest groźna jak salmonella, ale rozpoznaje się ją tylko u 2 proc. spośród zakażonych Polaków.

Szybkie tempo życia i produkcja żywności na skalę przemysłową są głównymi przyczynami wzrostu zakażeń pokarmowych tą bakterią. Wywołuje ona u człowieka chorobę – tzw. kampylobakteriozę. O ile w 2003 roku Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności odnotował w państwach UE 139 tys. jej przypadków, o tyle cztery lata później już 200 tys. Często porównuje się ją z salmonellozą.

Ma podobne objawy (biegunka), a źródłem infekcji też są zwierzęta. I choć pałeczki Campylobacter są mniej znane od pałeczek salmonelli, to dają o sobie znać dużo częściej.

Wzrost zachorowań na kampylobakteriozę widać w Polsce. O ile dane sprzed trzech lat mówią o zaledwie 192 przypadkach, o tyle u naszych sąsiadów idą one w tysiące (66 tys. w Niemczech, 24 tys. w Czechach, 3,4 tys. w maleńkiej Słowacji). Skąd ta różnica?

– Uważam, że choroba ta jest w Polsce niedodiagnozowana, co wynika z braku świadomości lekarzy i ograniczonych możliwości przeprowadzania badań mikrobiologicznych – mówi „Rz” dr Jolanta Szych, mikrobiolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. – Z porównania danych statystycznych wynika, że przypadków kampylobakteriozy w Polsce powinno być co najmniej 18 tys. Z tego płynie wniosek, że diagnozowanych jest tylko ok. 2 proc. spośród prawdopodobnie zakażonych pacjentów.

Potwierdzają to dane Powiatowej Stacji Sanitarno–Epidemiologicznej w Bielsku–Białej, która jako jedna z nielicznych prowadzi badania zarówno w kierunku salmonellozy, jak i kampylobakteriozy. W ubiegłym roku wśród przebadanych osób z biegunką obecność Campylobacter stwierdzono dwa i pół razy częściej niż salmonelli. W skali całego kraju proporcje są odwrotne – odnotowuje się ok. 10 tys. przypadków salmonellozy i kilkadziesiąt razy mniej kampylobakteriozy.

– Być może wynik badań stacji w Bielsku-Białej determinuje bliskie położenie przy granicy z Czechami i Słowacją – zastanawia się dr Andrzej Horban, krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych. Nie zna on danych, na które powołuje się dr Szych. – Tak mała liczba przypadków kampylobakteriozy może mieć dwojakie przyczyny: albo choroby nie ma, albo jest słabo diagnozowana.

Lepiej dla chorych, by ta pierwsza wersja była prawdziwa. Nieleczone lub źle leczone zakażenie Campylobacter może prowadzić do poważnych powikłań. – Z racji objawów kampylobakterioza jest często mylona z salmonellozą – mówi dr Jolanta Szych. – Postawienie prawidłowej diagnozy umożliwia przeprowadzenie badania mikrobiologicznego. Niestety, wykonuje się je coraz rzadziej. W efekcie pacjenci otrzymują antybiotyki, które nie działają na bakterię wywołującą chorobę.

Istnieje wówczas ryzyko poważnych powikłań.

Na kampylobakteriozę najczęściej zapadają małe dzieci (w wieku do czterech lat). Jako że nie mają w pełni rozwiniętego układu odpornościowego, stanowią łatwą ofiarę dla bakterii.

Drugą grupą są tzw. młodzi dorośli, osoby do 44 lat. Z powodu szybkiego tempa życia często jedzą byle gdzie i byle jak. Odgrzewają jedzenie w mikrofalówkach, co nie zapewnia odpowiedniej temperatury, by zabić bakterie.

Zakażeniom sprzyja też fakt, że współczesna produkcja żywności ma charakter masowy. Wystarczy, by na fermie drobiu bakteria ta znalazła się w trzewiach kilku sztuk, by stosunkowo szybko jej nosicielami stały się wszystkie zwierzęta. Tyle tylko, że dla nich Campylobacter jest naturalnym elementem flory bakteryjnej. U człowieka wywołuje chorobę. Do zakażeń i zachorowań najczęściej dochodzi latem i jesienią.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: i.redlinska@rp.pl

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Tytanowa kość z drukarki

Przełomowa operacja: dzięki nowej technice pacjentka otrzymała stworzony specjalnie dla niej implant >>