Publicystyka
Gabinety, czyli populizm i pokazucha
Jeśli szef resortu nie chce ograniczyć się do ceremonialnego panowania nad nim, to musi mieć zaufanych współpracowników – twierdzi publicysta "Rzeczpospolitej"
W zasadzie wszyscy politycy prześcigają się w krytyce instytucji gabinetów politycznych i snuciu planów ich likwidacji. To zjawisko charakterystyczne dla obecnej Polski. Po pierwsze dlatego, że całą sprawę sprowokował jeden tekst z "Gazety Wyborczej". Mamy więc do czynienia z kolejnym przykładem reaktywności klasy politycznej, która sama nie potrafi kreować tematów debaty, reaguje tylko na działania mediów. Po drugie zaś dlatego, że – podobnie jak w innych wypadkach – na podrzucane przez środki przekazu tematy reaguje za pomocą podlewania benzyną populistycznego ogniska.















