Opinie
Kaczyński porzucił XXI wiek
Polityczny marketing w profesjonalnym, nowoczesnym wydaniu demokratyzuje i otwiera scenę publiczną. Sprawia, że można odnieść sukces bez wchodzenia w system uzależnień od biznesu i mediów – pisze konsultant polityczny
Dotychczas zakazywać politycznego PR chciały tylko tabloidy, same lubujące się w programowaniu reakcji opinii publicznej na poszczególnych polityków. Dziś, gdy „wygnać PR-owców z polskiej polityki” chce uznany intelektualista z zaplecza programowego głównej partii opozycyjnej (prof. Zdzisław Krasnodębski w piątkowej „Rzeczpospolitej”), widząc w marketingu politycznym jedną z głównych przyczyn degeneracji polskiej polityki, budzi to moje najwyższe zdziwienie. Tym bardziej że w ostatnich tygodniach coraz więcej sygnałów świadczy o tym, że zdanie prof. Krasnodębskiego podziela lider wiodącej partii opozycyjnej Jarosław Kaczyński.
Wynajęci fachowcy
Nie sposób dziś oddzielić polityki od komunikacji politycznej. Marketing polityczny we wszystkich rozwiniętych krajach demokratycznych nie opakowuje już polityki, jak było jeszcze do niedawna, ale obecny jest już na etapie tworzenia propozycji politycznej, programu. To marketingowcy redukują niezrozumiałe propozycje zapisów programowych, a te ciekawe zamieniają w zrozumiałe opowieści, ułatwiając politykom skomunikowanie się z wyborcami; badają problemy społeczności i zamieniają je w porywające rozwiązania.
To nie polscy politycy, lecz instytucje europejskie decydują o kierunkach autostrad, o wysłaniu polskich żołnierzy, o polityce rolnej, a wkrótce także o wspólnej, europejskiej polityce historycznej
To polityczni marketerzy, dysponując fachowymi narzędziami badania postrzegania kandydatów z jednej partii, wskazują, który z nich będzie w stanie poprowadzić formację do zwycięstwa. A jeśli decyzja władz statutowych jest inna, wprzęgają speców od wizerunku w szybki proces budowania przyszłego lidera w oczach opinii publicznej; pracują nad jego żoną; tworzą opowieści o życiu. Innymi słowy: nadrabiają braki w jego przygotowaniu do funkcjonowania we współczesnej polityce. W latach 80. były to słynne już z polskich lat 90. „niebieskie koszule”, dziś technologia ta jest o wiele bardziej skomplikowana.
Marketerzy polityczni są wynajętymi fachowcami. Tak jak wynajmujemy konsultanta bądź firmę learningową do nauczenia nas języka obcego, tak politycy wynajmują politycznych marketerów, aby pomogli im dotrzeć do opinii publicznej w czasach, gdy ludzi polityka nie interesuje. Gdy wyborcy preferujący małą stabilizację i nie chcą już ani wielkich reform, ani wielkich niepokojów. Nie chcą żadnej polityki.
Bez znajomości coraz bardziej skomplikowanych mechanizmów komunikacji politycznej, mechanizmów zyskiwania i utrzymywania na wysokim poziomie sympatii społecznej, bez dobrych strategii i profesjonalnego zaplecza politycy chcący odnieść sukces i wedrzeć się na tę scenę są skazani na niepowodzenie. Politycy XIX wieku, sprowadzając marketing polityczny do baloników i plakatów, pokazują, że nic nie rozumieją ze współczesnej komunikacji politycznej.
Z parlamentu do TV
Bowiem polityka XIX wieku, z wielogodzinnymi sporami programowymi, debatami w Sejmie, Senacie, Radzie Państwa – zniknęła, tak jak zanikają te instytucje. Jesteśmy w wieku XXI, wieku szybkiej komunikacji i natłoku informacji. Przeciętny wyborca przyswaja dziś 34 gigabajty informacji, co odpowiada 100 000 słów. To w ciągu ostatnich 30 lat wzrost o ponad 350 procent. Wyborca zamyka się więc na nowe informacje, nowe problemy, dawno zamknął się na reklamę (3 000 przekazów reklamowych każdego dnia atakuje przeciętnego Europejczyka, w większości już bezskutecznie).
Debaty przeniosły się z parlamentu do studiów telewizyjnych. Polityk, który głosi trzygodzinne kazanie, nie potrafiąc sformatować swojej myśli do kilkusekundowego porywającego przekazu, nie może mieć pretensji ani do mediów, że nie jest interesujący, ani do wyborców, że nie jest w stanie zawładnąć ich uwagą.
Inna władza
Polityka to dziś coraz częściej dobry spektakl, z szacunkiem dla każdego wyborcy, przykuwający uwagę widza niezależnie od jego statusu społecznego. To praca politycznych marketerów zamiany widowni trzymającego w napięciu politycznego spektaklu w wyborców nie tylko głosujących na danego polityka czy partię, ale też namawiających do tego samego wszystkich wokół. Celem staje się pozyskiwanie fanów – niezależnie, czy w wyborach prezydenckich, parlamentarnych czy samorządowych – niczym kibiców drużyny piłkarskiej.















