REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie

Opinie

Edmund Klich nie sprostał sytuacji

Dominik Zdort 28-05-2010, ostatnia aktualizacja 28-05-2010 01:27

Katastrofa smoleńska w ciągu kilkudziesięciu godzin z nieznanego szerzej urzędnika uczyniła medialnego gwiazdora.

Skomentuj na blogu

Edmund Klich, były pilot wojskowy i instruktor lotniczy, stał się najbardziej pożądanym rozmówcą dla mediów w Polsce. Spośród przedstawicieli Polski pracujących w Moskwie nad zbadaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej tylko szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych gotów był opowiadać o przebiegu śledztwa.

Zainteresowanie wszelkimi szczegółami dotyczącymi katastrofy, w której zginął prezydent, jest ogromne, a wciąż wiemy na ten temat niewiele. Media uznały więc – słusznie – że mają prawo, a nawet obowiązek, pytać jedyną osobę gotową ujawniać nowe fakty.

Z przykrością trzeba jednak powiedzieć, że Edmund Klich roli rzecznika polskiej strony przy śledztwie smoleńskim nie sprostał. Zauważyli to już członkowie polskiego rządu i prokurator generalny. Pułkownik Klich – najwyraźniej oślepiony światłem telewizyjnych reflektorów – swoje domysły przedstawiał jako fakty, a potem zmieniał zdanie. Przeszedł od stwierdzenia, iż „ludzie, którzy są odpowiedzialni za katastrofę, chcą zwalić wszystko na pilotów”, do opinii, że piloci jednak zrobili błąd. Od informacji, że nacisków nie zanotowano, do przekonania, iż na pilotów była wywierana presja. Potrafił rano w radiu odmawiać informacji, kto oprócz załogi był w kabinie pilotów, a wieczorem w telewizji informować, że był to gen. Andrzej Błasik.

Ponad półtora miesiąca po wypadku prezydenckiego samolotu Polacy wciąż nie otrzymali podstawowych informacji na ten temat. Dlatego każde zdanie Edmunda Klicha chętnie cytujemy i analizujemy. I dlatego musi nas niepokoić, iż osoba tak chwiejna i mało odpowiedzialna za własne słowa reprezentuje polskie interesy przy badaniu katastrofy smoleńskiej.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>