Publicystyka
Media publiczne nie dla radykałów
W większości europejskich mediów publicznych nie byłoby miejsca dla Wildsteina. Ani dla mnie. Chyba że narzucilibyśmy sobie spore ograniczenia – mówi współtwórca obywatelskiego projektu ustawy medialnej
Rz: Dlaczego pan wyręcza polityków i pisze za nich ustawę medialną?
Bo w ciągu ostatnich kilkunastu lat w tej sprawie wszyscy zawiedli. Politycy patrzą na media publiczne z punktu widzenia doraźnych interesów politycznych. Poza tym, w Polsce powstał fałszywy model demokracji. Obywatele raz na kilka lat wybierają parlament, prezydenta, samorządy i wracają do domów. A demokracja polega na tym, że istnieje aktywne społeczeństwo, które na różne sposoby tworzy sobie warunki funkcjonowania.
I pisze ustawy?
Bierze udział w tworzeniu prawa. Wielkie procesy polityczne, jak choćby globalizacja, w dużej mierze są inspirowane przez ruchy społeczne.
Czym projekt ustawy medialnej autorstwa środowisk twórczych ma się różnić od koncepcji polityków?
Proponujemy stworzenie mediów publicznych, które nie będą mediami państwowymi. Będą też działały w dużo prostszym systemie. Dziś czapa instytucjonalna nad Telewizją Polską i Polskim Radiem – wszystkie te rady, zarządy itp. – liczy 700 opłacanych osób. My proponujemy, by było ich ok. 50 zasiadających w Komitecie Mediów Publicznych. Media te będą finansowane przez obywateli w formie parapodatku, ale dla zdecydowanej większości będzie to podatek niższy niż abonament. Single zaoszczędzą połowę. Rodzina z dwoma pracującymi osobami zaoszczędzi kilka złotych miesięcznie. Wreszcie kontrola i zarządzanie będą należały do reprezentantów społeczeństwa z pominięciem świata wielkiej polityki.
W TVP muszą istnieć precyzyjne kryteria oceny programów. W prywatnej telewizji, jak np. w TVN, wystarcza dobry nos dyrektora Miszczaka
W projekcie piszecie, że „komitet obywatelski reprezentuje społeczeństwo wobec mediów publicznych”. Pana zdaniem wylosowani przedstawiciele kilku elitarnych środowisk będą reprezentantami społeczeństwa?
Wszyscy jesteśmy reprezentowani przez samorządy, a przedstawiciele samorządów będą tworzyli istotną część komitetu. Inni jego członkowie będą wskazywani przez świat akademicki, organizacje pozarządowe czy środowiska twórcze. Będzie to moim zdaniem mniej zniekształcona reprezentacja społeczeństwa niż ta, która powstaje w parlamencie na skutek działania systemu partyjnego, niskiej frekwencji, przeliczania głosów itd. A poza tym mandat dla tego rodzaju mechanizmu zostanie udzielony przez parlament.
Te środowiska – dziennikarze, twórcy, rektorzy – mają dość jednolite, liberalne poglądy. Gdzie tu miejsce na różnorodność, ścieranie się postaw?
Mam nadzieję, że to będą osoby raczej o poglądach centrowych. Różne, skrajne nieraz, poglądy będą się ścierać na etapie wewnątrzśrodowiskowym, kiedy będzie trzeba wybrać kilka osób reprezentujących całe środowisko. I wtedy będzie musiało dojść do porozumienia, którego efektem będzie wybór osób umiarkowanych. Mam nadzieję, że przymus konsensusu będzie obcinał skrzydła na tyle, że wśród osób wybranych do komitetu nie będzie radykałów. Dzięki temu nasze media publiczne będą, zgodnie z tendencją europejską, coraz bardziej centrowe.
Będzie w nich miejsce na programy ludzi o tak różnych poglądach, jak Tomasz Lis i Bronisław Wildstein?
Wedle standardów europejskich dziennikarz mediów publicznych jest politycznie przezroczysty. W praktyce znaczy to, że w większości europejskich mediów publicznych nie byłoby miejsca dla Wildsteina. Ani dla mnie. Chyba że narzucilibyśmy sobie spore ograniczenia.
A dla Lisa?
Myślę, że łatwo by się w tym spektrum zmieścił.
Tomasz Lis nawet nie udaje, że należy do bezstronnych dziennikarzy…
Nie ma dziennikarzy bez poglądów, co nie zmienia faktu, że spektrum poglądów, a zwłaszcza intensywność okazywania sympatii partyjnych dziennikarzy mediów publicznych powinny być mniej radykalne. W Polsce powstała kultura nakierowana na pokazywanie swojej tożsamości i swoich poglądów.
Pan też nie stara się być bezstronny i wyważony.
W telewizji takiej jak BBC musiałbym sobie narzucić dużo bardziej centrową formę wypowiadania się. Może bym się na to zdecydował, gdybyśmy wszyscy umówili się, że staramy się być mniej wyraziści.














