REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie

Opinie

Skończmy z płaceniem za neoliberałów

Maciej Gdula 06-10-2008, ostatnia aktualizacja 06-10-2008 01:31
autor: Mirosław Owczarek
źródło: Rzeczpospolita

Jeśli i dziś rządy USA oraz Unii Europejskiej zdecydują się na pokrycie kosztów działalności banków, to po raz kolejny za irracjonalność przedsiębiorców zapłacą zwykli ludzie – pisze publicysta

Ulubione hasło neoliberałów: „nie ma darmowych lunchów”, uzyskuje obecnie zupełnie nowe znaczenie. Rzeczywiście nie ma nic za darmo i za koszty deregulacji i prywatyzacji zawsze w końcu trzeba zapłacić. Dziś najważniejszym wyzwaniem jest zrozumienie, że pogoń za zyskiem za wszelką cenę nie jest receptą na rozwój gospodarczy i społeczny, ale po prostu sposobem podziału kosztów i zysków.

Bogactwo skrapla się u góry

Jeśli rządy, ratując system bankowy, tylko przerzucą koszty działalności prywatnych przedsiębiorstw na ramiona podatników, a nie pójdzie za tym zdecydowana rekonstrukcja polityki w stronę regulacji rynków i demokratyzacji kontroli nad gospodarką, będziemy mieli do czynienia zaledwie z kolejną odsłoną funkcjonowania systemu, w którym zyski trafiają do najbogatszych, a koszty obciążają zwykłych ludzi.

Jeśli chcielibyśmy się dowiedzieć, kto od lat 70. zyskiwał na neoliberalnych reformach, wystarczy prześledzić dystrybucję bogactwa między najbiedniejsze i najbogatsze grupy ludności. W 1978 na najbogatszą część – 0,1 proc. – populacji USA przypadały 2 proc. dochodu narodowego. 20 lat później, w 1999, było to już 6 proc. Między 1979 a 2005 rokiem opodatkowane dochody najbogatszych Amerykanów (1 proc.) wzrosły o 176 proc., podczas gdy dochody najbiedniejszych (20 proc.) podniosły się zaledwie o 6 proc.

Właśnie to zjawisko kazało Barackowi Obamie stwierdzić, że bogactwo, zamiast spływać w dół zgodnie z obietnicami neoliberałów, raczej skrapla się u góry. Ten sam trend wystąpił w Wielkiej Brytanii i większości krajów, które dokonywały radykalnych reform rynkowych, takich jak Meksyk, Rosja czy Polska, gdzie różnice dochodowe znacząco się pogłębiały.Krótkie spojrzenie na system tworzony od lat 70. pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia nie tylko z logiką wzrostu, która w ostatecznym rozrachunku ma się opłacać każdemu, ale przede wszystkim z systemem nierównego podziału bogactwa przesuwającego władzę ekonomiczną w ręce wąskiej elity.

Interesy tej elity są ściśle związane z jej powodzeniem na zliberalizowanych rynkach finansowych. Budowie wielkich fortun sprzyjają oficjalne hasła o tym, że rynek ma zawsze rację i jest najbardziej racjonalnym sposobem alokacji środków. Rzeczywiście uwolnienie rynków od interwencji państwa jest dla elit czymś pożądanym, ale tylko dopóty, dopóki system zachowuje stabilność.

Prywatyzacja podwyższa cenyChoć obecny kryzys jest wyjątkowy, jeśli chodzi o głębokość i skalę, to pomoc rządowa dla instytucji finansowych wcale nie jest precedensem w najnowszej historii. Oficjalnym sloganom wolnorynkowym od czasu do czasu towarzyszyły działania stojące w jawnej sprzeczności z neoliberalnym wyznaniem wiary. W latach 1986 – 1987 rząd USA wobec krachu kas oszczędnościowo-pożyczkowych zdecydował się na pomoc publiczną sięgającą 150 mld dolarów, w latach 1997 – 1998 ratował z tarapatów fundusz hedgingowy Long Term Capital Management kosztem 3,5 mld dolarów z publicznej kasy.

Te relatywnie rzadkie, ale znamienne, przykłady pokazują logikę systemu zliberalizowanych rynków finansowych – jeśli chodzi o zyski, podlegają one transferowi do sektora prywatnego, ale ryzyko z działalności prywatnych firm przerzucane jest na podatników. Jeśli i dziś rządy USA oraz Unii Europejskiej zdecydują się wyłącznie na pokrycie kosztów działalności banków, po raz kolejny za irracjonalność przedsiębiorców i menedżerów zapłacą zwykli ludzie. Kiedy już dzięki interwencji państwa powróci stabilność, zyski znów popłyną do prywatnych kieszeni.

Zazwyczaj wraz z prywatyzacją wzrastają ceny usług. Kosztami nieefektywnego działania sprywatyzowanego transportu publicznego czy opieki zdrowotnej zostają obciążeni obywatele

Koszty deregulacji i prywatyzacji nie występują wyłącznie w odniesieniu do dochodów i rynków finansowych. Pojawiają się na przykład w przypadku prywatyzacji usług publicznych, choć ich wykrycie i zrozumienie nie jest automatyczne. Kiedy prywatyzuje się wodociągi, transport publiczny albo opiekę zdrowotną, zyski z działalności prywatnych przedsiębiorstw wędrują do prywatnych właścicieli, podczas gdy kosztami nieefektywnego działania usług zostają obciążeni obywatele. Zazwyczaj wraz z prywatyzacją wzrastają ceny usług.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Zychowicz: KARTA na krawędzi

Ośrodek KARTA od ćwierć wieku wyręcza państwo, kompletując wiedzę o sowieckich zbrodniach na Polakach. Teraz państwo może doprowadzić do upadku tej instytucji >>