REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura

Rozmowy kulturalne

Nie ściągam z sieci, bo nie muszę

Paulina Wilk 26-07-2010, ostatnia aktualizacja 28-07-2010 09:26
Bogdan Zdrojewski jest ministrem kultury  i dziedzictwa narodowego  od 16 listopada 2007 roku
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Bogdan Zdrojewski jest ministrem kultury i dziedzictwa narodowego od 16 listopada 2007 roku

Z ministrem Bogdanem Zdrojewskim o piractwie, przestarzałych instytucjach i wirtualnych pomysłach resortu rozmawia Paulina Wilk

Korzyści, jakie daje piractwo w sieci - czytaj rozmowę z Mirosławem Filiciakiem

Oglądaj tv.rp.pl

Rz: Po czym poznaje pan człowieka obytego z kulturą?

Bogdan Zdrojewski: Po tym, że intensywnie w niej uczestniczy. Niekoniecznie chodząc do kina i opery. Dla rodziców młodego człowieka partycypacja w kulturze to wciąż efekt zakupu biletu do filharmonii lub teatru. Dla niego samego to już słuchanie muzyki z iPoda lub czytanie e-książki. Wielu odbiorców kultury poprzez umieszczanie w sieci zdjęć, filmów i tekstów staje się twórcami.

Komentuj na blogu

Instytucje kultury nie są im potrzebne. Śni się panu po nocach opustoszałe Muzeum Narodowe, pogrążone w ciszy i kurzu?

Nie, ale śpi się trudniej. Mam świadomość, że instytucje sformatowane na XIX-wieczną modłę, umierają stojąc. Przetrwać mogą te, które z tej anachroniczności uczynią atut, pozostałe muszą szybko ewoluować. Pyta pani o zadania resortu. Rząd odpowiada w kulturze za edukację artystyczną i kulturalną. Nie ma innych podmiotów ani prywatnego sponsoringu, mogącego dźwignąć tę odpowiedzialność.

Czy na pewno? Idąc na rozmowę z panem, spotkałam znajomą. Ma 25 lat, nie skończyła szkoły teatralnej, a właśnie reżyseruje drugi spektakl. Spytała, kto jest teraz w Polsce ministrem kultury. Dla niej i wielu młodych twórców pański urząd nie istnieje.

To fantastyczny komplement. Jeśli młodzi twórcy wiedzą, kto jest ministrem, to znaczy, że nie mogą bez niego żyć albo że on nie daje im żyć! Minister ma odpowiadać za prawidłowe funkcjonowanie mechanizmów prawa, być przełożonym kilkunastu instytucji narodowych, nie więcej.

Użytkownicy Internetu zastępują już państwo w różnych rolach: tworzą grupy warsztatowe, są producentami, dystrybutorami, promotorami i recenzentami kultury.

Tylko po części, choć przyznaję – jest to część znacząca. Jednak nikt i nic, nawet rewolucja technologiczna, nie zwolni ministerstwa z odpowiedzialności za system edukacyjny i skuteczną ochronę dziedzictwa, uszczuplonego dramatyczną historią.

Czy jako minister kultury i dziedzictwa narodowego nie czuje się pan kustoszem spraw minionych? Może lepiej byłoby zarządzać ministerstwem kultury i dziedzictwa przyszłości?

To zależy od przyjęcia kryteriów. Jeśli chodzi o pieniądze, to na zabytki i instytucje przeznaczamy ponad 80 proc. środków. Ale patrząc na mój kalendarz, spożytkowaną energię, proporcje są korzystniejsze dla czasu przyszłego. Dziś wiem, iż dla sfinansowania ambicji i talentów młodego pokolenia potrzebne jest wzmocnienie na poziomie około 300 mln zł rocznie. W kilku programach operacyjnych organizacje pozarządowe są już beneficjentami uzyskującymi przewagę nad klasycznymi instytucjami.

A może warto pomyśleć o nowych instytucjach? Wirtualnych domach kultury i bibliotekach?

Już je tworzymy. Działa wirtualne Muzeum Dzieł Zaginionych, a Narodowy Instytut Audiowizualny prowadzi internetowy magazyn "Dwutygodnik". Uruchomiliśmy edukacyjną stronę dla dzieci kula.gov.pl i inne narzędzia w Internecie.

Mówi pan o projektach elitarnych, a co z powszechnymi praktykami kultury? Czy Ministerstwo Kultury nie powinno nas uczyć współtworzenia i współdziałania?

To niebezpieczne. Resortowi kultury nie wolno ingerować w spontaniczne procesy twórcze. Animatorzy społeczni oczekujący finansowania przez resort sami nie doceniają zagrożeń, jakie kryją się za taką decyzją.

Rolą państwa jest też chronić społeczną wartość kultury. Czy rząd może być skutecznym mediatorem między jej użytkownikami, twórcami i sprzedawcami?

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Rzadkie przypadki triumfu sztuki nad biznesem

Operowe gwiazdy nagrywają obecnie rzeczy tak banalne, że każda płyta niebędąca typową składanką staje się wydarzeniem >>