Sztuka
Warto iść tyłem
Ten pomysł połączył świątynie Poznania: istniejącą, symboliczną i tę dawną
Nie byłoby Marszu Tyłem, gdyby nie Joanna Rajkowska i jej głośne projekty zmieniające tożsamość przestrzeni miejskiej. To ona postawiła palmę na warszawskim rondzie de Gaulle'a. Dziś trudno uwierzyć, że byli tacy, których ona bulwersowała.
O pozostawienie jej Dotleniacza walczyli mieszkańcy centrum stolicy: wodne oczko w zieleni tchnęło świeże powietrze w duszną przestrzeń betonowych bloków, naznaczoną tragedią warszawskiego getta.
Pomysł na komin
Wyobraźmy sobie jednak, że Rajkowska idzie dalej i zamiast palmy lub dotleniacza buduje w Warszawie minaret. Z takim pomysłem musieli się zmierzyć mieszkańcy Poznania.Komin w dzielnicy Garbary, który artystka chciała zmienić w instalację przypominającą minaret, nadaje się do tego idealnie. Góruje ponad przestrzenią architektonicznego chaosu: niedopasowanych, różnokolorowych brył budynków, jakie można obserwować w arabskich miasteczkach.
Sąd konkursowy debatujący nad rewitalizacją pofabrycznych Garbarów ocenił jednak projekt Rajkowskiej za "obcy kulturowo", nazwał go "prowokacją religijną", która "obraża uczucia muzułmanów".
– Chciałam tylko przekształcić pofabryczny komin w znak, symbol minaretu, postawić pytanie, jak do niego się odnosimy, jak odnosimy się do obcych – tłumaczy artystka.
Punktem zwrotnym dalszych wydarzeń stała się warszawska manifestacja przeciw budowie centrum kultury muzułmańskiej.
– Była inspirowana przez osobę związaną z buddyzmem, więc Rajkowska napisała, że buddyści mają coś wspólnego z wszechpolakami – mówi Hanna Gill-Piątek, inicjatorka Marszu Tyłem. – Też miałam dziwne wrażenie, oglądając zdjęcie z manifestacji, na której faszyzujący członkowie ugrupowań radykalnych stali w jednym rzędzie z człowiekiem trzymającym flagę Izraela. Uważałam jednak, że Joanna wyciąga zbyt daleko idące wnioski. Polemizowałam z nią na forum internetowym i tak doszło do naszego spotkania.
Okazało się, że mimo początkowej różnicy zdań można działać razem i stworzyć wspólny projekt.
– Minaret sprawił, że wybuchła społeczna bomba: projekt, który był skierowany przeciwko uprzedzeniom, ujawnił je – mówi Hanna GillPiątek. – Teraz nie można już mówić źle o Żydach, bo jest się uważanym za człowieka mało inteligentnego. Natomiast można wiele złego powiedzieć o muzułmanach. Zdałam sobie też sprawę, że w Poznaniu mamy tylko świątynie chrześcijańskie. Przed wojną była i synagoga. Postanowiłam połączyć katedrę, znak minaretu i dawną bożnicę w symboliczny sposób – marszem, ale idącym tyłem.
Start spod katedry
Stoimy przed poznańską katedrą, niedaleko palatium Mieszka I, o którym pierwszą relację napisał po arabsku kupiec z Kordoby Ibrahim Ibn Jakub. Schodzi się ponad setka uczestników marszu, w tym trójka muzułmanów. Przeciwnicy nie przyszli.
– Nie jesteśmy tutaj, bo nienawidzimy jakiejś religii. Nie zajmujemy się odniesieniami czysto religijnymi, tylko cywilizacyjnymi. Poruszanie się do tyłu daje lepszą perspektywę zobaczenia tego, co w historii wydaje się nienaruszalne. Chcemy pokazać, że to my tworzymy naszą tożsamość, która jest sprawą umowy, konstrukcji intelektualnych i ideologicznych. Nie chodzi o to, żeby tę tożsamość zmieniać, tylko o to, że można o niej myśleć na wiele sposobów.
Startuje marsz tyłem. Powaga ustępuje śmiechom pointującym potknięcia i przypadkowe zderzenia. Po kilku minutach włączają się nieuświadamiane na co dzień pokłady intuicji: rodzaj oczu z tyłu głowy. Bez problemu pokonujemy przejścia dla pieszych, wysokie progi krawężników. Jak w przewijanym do tyłu filmie widzimy oddalającą się katedrę, przechodzimy pod kominem, który miał być minaretem, i zatrzymujemy przed miejską pływalnią, która od czasu wojny nie może się stać na powrót synagogą.
Symbol przyszłości
Starszy pan podchodzi do Hanny Gill-Piątek i prosi, by w kolejnym marszu włączyć do osi świątyń ewangelicki zbór. Ja zaś pytam ją, co dziś znaczy dla niej minaret.
– Symbolizuje również przyszłość, bo czeka nas przecież asymilacja z muzułmanami – odpowiada. – A jeżeli nasza świadomość jej nie zaakceptuje, staniemy się zakładnikiem obsesji, która jest wewnętrznym terrorystą. Od tego prosta droga do aktów przemocy.













