Film
Obrotowe drzwi historii
Nie bez przyczyny właśnie dziś – w Zaduszki – i nie gdzie indziej – tylko w PKiN – premierę będzie mieć najlepszy polski film roku – „Rewers”. Do kin wejdzie za dwa tygodnie. Jego scenografka prowadzi nas po bardzo ważnych dla fabuły warszawskich miejscach.
Lubię myśleć, że „Rewers” jest historią o duchowym zwycięstwie – mówi reżyser Borys Lankosz.
Oto starsza pani – Sabina – czeka na lotnisku. Z Nowego Jorku ma przylecieć jej jedyny syn. Marek, ciepły i sympatyczny człowiek, z którego matka może być dumna. Jedno nie daje mu spokoju – brak informacji o ojcu, jak sądzi, bohaterze podziemia, zamordowanym przez stalinowskich oprawców. Nigdy go nie poznał, nigdy też nie dowie się, co się z nim stało. Prawdę poznają tylko widzowie.
Istotnymi elementami układanki, jakie rozkładają przed nimi twórcy filmu, staną się warszawskie miejsca. Symbole czasu i historii, o których opowiedziała nam współautorka scenografii Magdalena Dipont.
Ukryte
„Rewers” rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych – na początku lat 50. i współcześnie. Nie było łatwo, przez ten czas miasto się odradzało, zaszły wielkie zmiany.
– Jest w „Rewersie” mnóstwo rzeczy ukrytych. Wśród nich współczesność. Zrobienie filmu historycznego w realiach, w jakich żyjemy, jest prawdziwą sztuką oszustwa – mówi Magdalena Dipont.
Przykład? Obrotowe drzwi do pojawiającego się w filmie wydawnictwa Nowina. Na początku lat 50. pracuje w nim Sabina. Front budynku filmowany był w Alejach Ujazdowskich, hol – w jednym z bocznych wejść do Ministerstwa Gospodarki przy placu Trzech Krzyży.
Trudno uwierzyć, że takie drewniane, obrotowe drzwi, tak charakterystyczne dla lat 50. i 60., prawie nigdzie nie przetrwały. Prawie, bo wyjątek można znaleźć w budynku biblioteki Szkoły Głównej Handlowej.
– Dla naszego filmu były jednak nieprzydatne, bo wewnętrzne – zdradza scenografka. Drzwi więc odtworzono. Jedne. Po ujęciach skończonych na pierwszym planie transportowano je na kolejny. Ponieważ jednak otwory wejściowe w alejach i gmachu ministerstwa były różnej wielkości, trzeba było wymyślić taką konstrukcję i osadzenie, by ruchome skrzydła pasowały do obu miejsc.
Ciekawe – do obrotowych drzwi wraca się dziś w nowoczesnych apartamentowcach, biurowcach i galeriach handlowych. A o tych klasycznych, ciężkich, drewnianych niemal nikt już nie pamięta.
Kawałek miasta z lat 50.
Fragment budynku można zaaranżować, trudniej zmienić całą ulicę. W nawiązującej do filmów z Humphreyem Bogartem scenie, gdzie Marcin Dorociński przychodzi na ratunek Sabinie zaczepianej przez rzezimieszków, wykorzystany został mur okalający Cmentarz Żydowski.
– To jedyny zachowany kawałem muru getta. Wybraliśmy go z powodu otoczenia. W Warszawie niełatwo znaleźć kawałek ulicy bez asfaltu, współczesnych latarni i elementów architektury. Miejsce, w którym można pokazać głębię obrazu, nie tylko bliski plan – tłumaczy Dipont.
O wiele łatwiej, wbrew pozorom, udało się pokazać wykopy pod przyszły Pałac Kultury, czyli ogromną dziurę w piachu.Scenografowie „Rewersu” znaleźli ją w... piaskarni. Komputerowo doklejono zdjęcia zrujnowanych kamienic. – Nie jesteśmy na tyle bogatą kinematografią, by podobną dekorację zrobić na hali – stwierdza Dipont.
Dzień śmierci i narodzin
Do wielkiego dołu pod przyszłe fundamenty znienawidzonego pałacu Sabina wrzuca futerał na skrzypce. Musi uważać na pilnujących budowę żołnierzy. Potem przez lata, raz w roku, pod jednym z posągów wyrastających u podnóża PKiN zapala świeczkę. Kamienny mężczyzna ma rysy jej ukochanego syna...
– Przez chwilę miałem pomysł, by futerał odnaleźli robotnicy burzący pomnik Dzierżyńskiego, ale ostatecznie pozostałem przy PKiN – zdradza scenarzysta Andrzej Bart.
– Dobrze się stało. Pałac Kultury jest brzydki i dziwaczny, ale też fotogeniczny. Można go pokazać na wiele różnych sposobów. Jego bryła zawsze się wybroni – stwierdza Dipont.
Szukając fragmentów naturalnej dekoracji do „Rewersu”, scenarzyści dotarli też na plac Konstytucji. Na tle socrealistycznego wystroju dawnej kawiarni Horteksu sfilmowali spotkanie głównych bohaterów.
Przydatna okazała się nienaruszona przez ząb czasu ulica Brzeska. – W Warszawie w 1952 roku charakterystyczny był widok odgruzowanej ulicy z dwiema, trzema niezrujnowanymi kamienicami i całym pasem fragmentów budynków, które odbudowano do wysokości parteru. Najczęściej znajdowały się tam sklepy – opowiada Dipont.













