Transport
Swiss rozwija się teraz najszybciej w Europie
Christopher Franz, prezes szwajcarskich linii lotniczych Swiss
Niespełna rok temu Swiss został przejęty przez Lufthansę. Teraz niemiecka linia coraz bardziej interesuje się PLL LOT. Czy powinniśmy się obawiać ewentualnego przejęcia?
Rz: Czy Swiss po przejęciu przez Lufthansę jest jeszcze niezależną linią?Christopher Franz: Nadal mamy znaczną autonomię. Powiem więcej. Nie muszę podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy stać przed rozkrzyczanymi udziałowcami czepiającymi się wszystkiego. W tej chwili całe WZA trwa 10 minut. A nasza rada nadzorcza jako szefa ma prezesa Lufthansy, więc nie ma obaw, że jakaś decyzja nie zostanie zatwierdzona.
A czy nie spotkaliście się z krytyką, że kraj pozbywa się narodowego przewoźnika?
Byłbym zaskoczony, gdyby takich protestów nie było. Ale najważniejsze jest, czy firma daje miejsca pracy, gdzie płaci podatki, czy jej właściciel inwestuje w nią.
Na niektórych trasach konkurujecie jednak z Lufthansą, na przykład na Bliski Wschód?
Nie zabieramy sobie nawzajem pasażerów, tylko wspólnie wozimy ich więcej. Dopasowaliśmy swoje rozkłady i na przykład do Rijadu w Arabii Saudyjskiej Swiss lata cztery razy w tygodniu, Lufthansa trzy razy w tygodniu, i w ten sposób mamy codziennie połączenie. Gdybyśmy byli sami, musielibyśmy z tego połączenia zrezygnować, bo nie mielibyśmy wystarczającej liczby samolotów.
Macie dalsze plany ekspansji?
Od półtora roku, czyli od czasu, kiedy przejęcie przez Lufthansę było przesądzone, jesteśmy najszybciej rozwijającą się linią w Europie. Musimy teraz wręcz „przetrawić” nasz rozwój, przyjąć nowych pracowników. I stale kontrolować ryzyko, które pojawia się przy tak szybkim rozwoju.
Czy wierzy pan w prawdziwą konsolidację w europejskim lotnictwie?
Nie może być inaczej. Nie mam wątpliwości, że wszystko skupi się wokół grupy Lufthansy, KLM/Air France i British Airways.






