Szczyt Rio+20 utonął w oparach absurdu

aktualizacja: 21.06.2012, 02:36
Szczyt w Rio de Janeiro przyciągnął 50 tys. uczestników
Szczyt w Rio de Janeiro przyciągnął 50 tys. uczestników
Foto: AP, Aaron Favila Aaron Favila

Konferencja ekologiczna zorganizowana w czasie światowego kryzysu nie mogła przynieść przełomu

Odbywający się w brazylijskim Rio de Janeiro Szczyt Zrównoważonego Rozwoju (zwany popularnie Rio+20) „jest zbyt ważny, by mógł zakończyć się niepowodzeniem" – oświadczył sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun. W rzeczywistości jego rezultaty rozczarowują wszystkich tych, którzy w 20. rocznicę pierwszego Szczytu Ziemi wyglądali wiążących deklaracji ze strony przywódców najważniejszych państw świata.
Oczekiwania obradujących już od dwóch tygodni uczestników najróżniejszych paneli były od początku nierealistycznie wysokie, a co więcej rozbieżne. Dość powiedzieć, że samo pojęcie „zrównoważonego rozwoju" doczekało się aż 436 definicji.
Reprezentowani przez liczne organizacje pozarządowe ekolodzy występowali z najróżniejszymi pomysłami, ich istotą miałaby być „sprawiedliwa konsumpcja zasobów świata" (energii, surowców) podporządkowana regulacjom międzynarodowym, na straży których stałaby ONZ. Wstępny dokument programowy „Przyszłość, której chcemy" zakładał utworzenie funduszu, do którego powinno trafiać 0,7 proc. PKB państw członkowskich ONZ (ten pomysł kosztowałby przeciętną amerykańską rodzinę ok. 1300 dolarów, a polską ok. 1100 zł rocznie).
Międzynarodową kontrolą objęte miałyby być też wszelkie „niebezpieczne" badania, takie jak inżynieria genetyczna, nanotechnologia czy atomistyka. Padały postulaty, by do „zielonej energii" zachęcać firmy ulgami podatkowymi albo wręcz zmuszać przepisami.
– Rozwiązania postulowane na szczycie Rio+20 nie mają charakteru praktycznego, tylko ideologiczny – mówi „Rz" Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji. – Światowa energetyka nie potrzebuje dziś wyznaczania nierealnych celów i kreślenia utopijnych wizji przyszłości. Potrzebuje natomiast usprawnienia mechanizmów wolnorynkowych. Zielona energia wciąż jest droga i nieopłacalna, więc jej zwolennicy posuwają się do politycznego przymusu, żeby narzucać poszczególnym państwom korzystanie z niej. Reforma energetyki nie może odbywać się w ten sposób – dodaje Teluk.
Wyobrażenia lepszego świata, drogę do którego toruje nieefektywna i od dawna krytykowana ONZ, nie mogły się spodobać w najwyżej rozwiniętych państwach świata. Tym bardziej że Europa Zachodnia i Ameryka mają chwilowo na głowie największy od dziesięcioleci kryzys ekonomiczny. Nic dziwnego, że poza nowym prezydentem Francji Francois Hollande do Rio nie wybrał się żaden z głównych przywódców Zachodu.
Mimo wielkich ambicji organizatorów szczytu z ONZ i brazylijskich gospodarzy (do Rio przyjechało ok. 50 tys. uczestników, w tym ponad 100 przywódców państw) jego rezultaty będą skromne. Świadczy o tym przedstawiony w środę projekt dokumentu końcowego, w którym zamiast postulowanych przez organizacje pozarządowe zobowiązań znalazły się głównie wezwania do działania na rzecz rozsądniejszego niż do tej pory wykorzystania zasobów Ziemi. Upadł sztandarowy postulat ekologów, by znieść wszelkie subwencje do paliw kopalnych.
Bardziej praktyczne znaczenie będą miały decyzje szczytu dotyczące ochrony nadmiernie przetrzebionych łowisk morskich, ściślej egzekwowane mają być zakazy połowów ryb i ochrona ekosystemu mórz.
—współpraca Adam Tycner

POLECAMY

KOMENTARZE