Inżynier pyta o obliczenia w raportach MAK i Millera

aktualizacja: 14.06.2012, 16:53
Foto: PAP/serwis codzienny

Dr inż. Wacław Berczyński zgłasza zastrzeżenia do metodologii badania katastrofy smoleńskiej przyjętej przez MAK i komisję Millera

Na dzisiejszym posiedzeniu parlamentarnego zespołu do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Berczyński został przedstawiony przez posła PiS Antoniego Macierewicza jako nowy ekspert. Inżynier, który mieszka w USA połączył się z Sejmem poprzez telemost. W taki sam sposób w posiedzeniu brali udział inni eksperci zespołu - prof. Wiesław Binienda i dr Kazimierz Nowaczyk.
- Pracowałem w Boeingu przez 21 lat. Moje doświadczenie jako konstruktora spowodowało moje wątpliwości co do przyczyn i sposobów wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Po obejrzeniu wyników prac prof. Biniendy napisałem do niego, że jako teoretyk i praktyk zgadzam się z przyjętą przez niego metodologią. W ten sposób poznałem prof. Biniendę i zacząłem śledzić publikacje na temat katastrofy - relacjonował Berczyński.
Ekspert odniósł się również do raportów Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i komisji kierowanej przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera. Stwierdził, że zaskoczyły go one bardzo małą ilością obliczeń.
- Budzi moje duże zastrzeżenia wyjaśnianie przyczyn katastrofy na podstawie zdjęć jakichś złamanych gałązek. Jeśli, tak jak wynika z raportów, samolot łamał krzaki kilometr przed pasem, piloci przy wysuniętym podwoziu nawet przy gęstej mgle wiedzieliby, że są tuż nad ziemią. Koła musiałyby być wtedy 2 m nad gruntem - wskazywał.

Powstanie analiza rozpadu tupolewa

Berczyński odniósł się również do raportu dr. Grzegorza Szuladzińskiego (australijskiego naukowca, który postawił hipotezę, że w Smoleńsku doszło do wybuchu). W jego opinii doszedł on do słusznych wniosków. - Samolot nie mógłby rozpaść się w ten sposób przy uderzeniu w ziemię - przekonywał. Powołał się na opublikowane w raportach zdjęcia. Jego zdaniem uszkodzenia lewego skrzydła: oderwanie się powłok i grodzi ciśnieniowej, wskazują na wybuch.
- To co mówię są to oszacowania. Obliczenia mogłyby być dokładniejsze gdybyśmy mieli dane techniczne samolotu. Robiąc je, przyjąłem wartości konserwatywne - parametry skrzydła, takie jakby było ono słabsze niż w rzeczywistości, a brzozy na odwrót - przekonywał. Według relacji Macierewicza i współpracujących z nim fachowców, dane techniczne rozbitego tupolewa są tajne.
Inżynier, w odpowiedzi na pytanie rp.pl przyznał, że w jego szacunkach i hipotezach innych ekspertów zespołu, nie ma wyjaśnień, w jaki sposób podczas katastrofy doszło do ubrudzenia kół samolotu błotem (na pierwszych zdjęciach z miejsca wypadku znajdują się one w pozycji odwróconej, co zdaniem niektórych ekspertów miało być jednym z dowodów na autorotację samolotu po złamaniu skrzydła przez brzozę). - Nie powinno być błota na kołach. Być może samolot koziołkował - powiedział.
Macierewicz zapewnił, że kwestia ta zostanie przez kierowany przez niego zespół wyjaśniona. - Przygotowujemy całościową analizę rozpadu samolotu, będzie ona podsumowaniem prac zespołu. Idziemy po kolei, stąd nie znamy jeszcze odpowiedzi na to pytanie - mówił.

Artymowicz nie przyjął zaproszenia

Na dzisiejsze posiedzenie zaproszono głównego krytyka prac prof. Biniendy - prof. Pawła Artymowicza z Uniwersytetu w Toronto. "Nie będę uczestniczył w dzisiejszym posiedzeniu zespołu parlamentarnego, ponieważ w tym czasie jestem zaproszony na rozmowę do prokuratury wojskowej prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej" - napisał prof. Artymowicz w swoim oświadczeniu.
Macierewicz wyjaśniał, że jego zaproszenie dla Artymowicza pojawiło się po deklaracji naukowca na antenie TVP. Profesor w rozmowie z dziennikarką stacji zapewnił, że chętnie spotka się z ekspertami zespołu. Jednak z oświadczenia Artymowicza wynika, że ma on zastrzeżenia dotyczące formuły spotkania.
"Nie uchylam się od żadnych merytorycznych dyskusji czy naukowej debaty. Uważam jednak, że posiedzenie Zespołu kierowanego przez pana posła Macierewicza, będącego de facto politycznym klubem dyskusyjnym, nie jest najlepszym miejscem na prowadzenie naukowego dyskursu" - napisał Artymowicz. Potwierdził to w rozmowie z rp.pl. - Neutralny teren, konferencja naukowa, studio tv -  proszę bardzo. Co do zebrań zespołu jako forum do dyskusji merytorycznej, nie jestem przekonany - stwierdził.
Binienda również podtrzymał chęć dyskusji o katastrofie. Stwierdził, że do spotkania mogłoby dojść na Uniwersytecie w Akron, gdzie sprawuje funkcję dziekana.
Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE