REKLAMA

Nieruchomości zagraniczne

Pałace w rękach Łukaszenki

Andrzej Pisalnik 02-11-2009, ostatnia aktualizacja 02-11-2009 17:24
Tu radzieccy lotnicy mieli swój klub oficerski (siedziba książęcego rodu Druckich-Lubeckich w Szczuczynie)
autor: Andrzej Pisalnik
źródło: Fotorzepa
Tu radzieccy lotnicy mieli swój klub oficerski (siedziba książęcego rodu Druckich-Lubeckich w Szczuczynie)
Dawny  pałac  książąt  Czetwertyń- skich w Żołudku. Można się tam dostać przez rozbite okno
autor: Andrzej Pisalnik
źródło: Fotorzepa
Dawny pałac książąt Czetwertyń- skich w Żołudku. Można się tam dostać przez rozbite okno
Siedziba rodziny Brochockich we wsi Małe Możejkowo
autor: Andrzej Pisalnik
źródło: Fotorzepa
Siedziba rodziny Brochockich we wsi Małe Możejkowo

Na Białorusi marnieją dawne siedziby polskich rodzin. Miejscowi entuzjaści starają się je chronić

W czasach radzieckich siedziba książęcego rodu Druckich-Lubeckich w Szczuczynie (50 kilometrów od Grodna) służyła radzieckim lotnikom za klub oficerski. XIX-wieczny budynek był wzorowany na Petit Trianon, pałacu wybudowanym w ogrodach Wersalu przez Ludwika XV dla Madame de Pompadour. Stracił właściciela po rozpadzie ZSRR i likwidacji wojskowej bazy. W niepodległej Białorusi jedyną osobą, którą obchodził los zabytku, okazał się emeryt Włodzimierz Głaz.

Na mleku od księżnej

Pan Włodzimierz ma już grubo ponad 80 lat i jest znany w Szczuczynie. By trafić do jego domu wystarczy zapytać przechodniów na ulicy. Czemu skromny emeryt zawdzięcza taką popularność? – No a pan, choć nie miejscowy, też o niego pyta – nie kryjąc zdziwienia, mówi zatrzymana przeze mnie kobieta i potwierdza historię o tym, że aby ratować pałac Druckich-Lubeckich, Włodzimierz Głaz wystarał się o audiencję u samego prezydenta Aleksandra Łukaszenki.

Do spotkania doszło ponad pięć lat temu, po tym jak pan Włodzimierz przez kilka lat zasypywał skargami urzędy państwowe, od rejonowych po Kancelarię Rady Ministrów Białorusi. – By zatrzymać niszczenie pałacu – zapewnia. Siedzimy na ławeczce przy jego domu.

– Poskutkowała dopiero interwencja u prezydenta – podkreśla pan Głaz. Opowiada, że Aleksander Łukaszenko całkowicie podzielił jego zmartwienie o perłę architektoniczną Szczuczyna. – Przyjął mnie potem szef obwodu grodzieńskiego i wkrótce przydzielono środki na konserwację pałacu. Niestety, wystarczyło tylko na remont dachu – wzdycha mój rozmówca. Cieszy się jednak, że pod nowym dachem "za mojego życia pałac nie będzie ulegał dalszemu zniszczeniu". Według prasy szczuczyńskiej miejscowe władze planują umieścić w pałacu Centrum Twórczości Dzieci i Młodzieży. Obecnie nie są tu prowadzone żadne prace renowacyjne.

Dlaczego Włodzimierz Głaz przejął się losem posiadłości? – Musiałem się jakoś odwdzięczyć byłym właścicielom – odpowiada emeryt. Z dzieciństwa pamięta rozmowę ojca, weterynarza pracującego u Druckich-Lubeckich, z księżną. – Zapytała tatę, ile ma dzieci. Gdy usłyszała, że troje, i to w wieku roku, dwóch i trzech lat, kazała dawać naszej rodzinie po dwa litry mleka dziennie na każde dziecko nieodpłatnie. – opowiada. – Jakżem mógł patrzeć obojętnie, jak pałac niszczeje, jeśli zostałem "wskarmiony" mlekiem od mieszkającej w nim pani!

Przez dziurę w płocie

Włodzimierz Głaz interweniował także w sprawie innej książęcej posiadłości, pałacu Czetwertyńskich w Żołudku nieopodal Szczuczyna.

Odwiedzając siedzibę wywodzącego się od Rurykowiczów rodu, znalazł na drugim piętrze wielo-tonowy zbiornik, z którego woda wylewała się na podłogę. Okazało się, że pałac służył jako wieża ciśnień dla okolicznych domów. Po interwencji Głaza u prokuratora, zbiornik z pałacu usunięto.

W Żołudku miałem problem ze znalezieniem siedziby Czetwertyńskich. Dopiero z pomocą okolicznych mieszkańców zaparkowałem przed zamkniętą stalową bramą. Na teren zespołu pałacowo-parkowego wszedłem przez dziurę w betonowym ogrodzeniu "udekorowaną" drutem kolczastym.

Park i stojący w nim pałac, jako należące obecnie do białoruskiego KGB, są obiektem chronionym. Chronionym, bo wstyd pokazać turystom, do jakiej ruiny doprowadzono zabytkową posiadłość, której właścicielami przed Czetwertyńskimi były zasłużone dla historii i Polski, i Białorusi rody Uruskich i Tyzenhauzów. Park przypomina dżunglę. Przedzierając się przez krzaki, napotykam ceglany mur. Domyślam się, że jest to wybudowany jeszcze przez Tyzenhauzów neogotycki dwór, który stał się oficyną po wzniesieniu przez Czetwertyńskich pałacu w XIX wieku. Siedziba rodu Antoniego Tyzenhauza, podskarbiego nadwornego litewskiego i starosty grodzieńskiego, jest tak utopiona w chaszczach, że nie da się jej nawet sfotografować.

Po kwadransie błąkania docieram do celu. Z murów pałacowych i z dachu wyrastają nasiane wiatrem drzewa i krzewy. Do pałacu trafiam przez rozbite okno obok zamkniętych na łańcuch drzwi. To dziś główne wejście. Po stopniach, za które służą przewrócone żołnierskie szafki.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pieriestrojka Stalina

Wprowadzenie reformy rolnej w Polsce 1944 r. było taktycznym sposobem zdobycia władzy przez komunistów pod protektoratem Armii Czerwonej >>